Fruwające figurki | Adam Molenda

Fruwające figurki | Adam Molenda

Czasami każdy pragnie zażyć nieco luksusu. Odbić się od codzienności i postawić na bogactwo. Często zwykłemu śmiertelnikowi się to nie udaje ale motywacja bywa silna i jest szansa spełnić swoje marzenia. Chociaż można rzec, że pieniądze szczęścia nie dają to o nich marzymy. 


TYTUŁ: Fruwające figurki 
AUTOR: Adam Molenda
TŁUMACZENIE: -
WYDAWNICTWO: Akronim
GATUNEK: Literatura współczesna / obyczajowa
OCENA: 5/10

"Fruwające figurki" to zabawna, pełna erotyki, utrzymana w żartobliwej konstrukcji powieść o życiowych wyborach dokonanych pod wpływem ambicji oraz pod presją bliskich i otoczenia. Perspektywa zarobienia dużych pieniędzy, wielostronne relacje damsko-męskie oraz dowód na odwiecznie znaną tezę, że los, jeśli chce z nas zakpić, spełnia nasze marzenia. 

W trakcie czytania poznajemy wielu bohaterów, ale głównie skupiamy się na Arturze,  jego żonie i córce autor nie poświęcił dużo czasu. Główny bohater na początku powieści był przykładnym mężem i nauczycielem, w miarę rozwoju fabuły i wpływu innych osób zaczął zatracać wartości, którymi do tej pory się kierował.  Wdał się w nie jeden romans a przede wszystkim, w tym całym zamieszaniu był zbyt łatwowierny. Żyłowie od początku przeciwieństwem do rodziny Grono. Przebiegli, manipulanci, którzy dobrze zdawali sobie sprawę z naiwności rodziny Artura. Z premedytacją to wykorzystali, ciągnąc ich na dno, ale podnosząc swój poziom życia.
Przez całą książkę irytowała mnie postawa głównego bohatera i jego małżonki, gdyż narzekali niejednokrotnie na swoją współpracę z rodziną Żyłów, ale na słowach zazwyczaj się kończyło.


Postacią która najbardziej mi przypadła do gustu, była Basia, żona Artura. Współczułam tej bohaterce i szkoda, że było jej tak mało. Początkowo wyczekiwałam jakiegoś silnego erotyka, a jak okazało się dostałam literaturę współczesną, przedstawiającą raczej zwyczajne losy bohaterów. Przedstawia minusy zakładania firmy ze znajomymi, których za dobrze nie znamy. Można wiele mądrego wyciągnąć z tej pozycji. Książka przedstawia bardzo silny motyw podejmowanych decyzji, które wpływają na późniejsze losy. Często pochopne decyzje bohaterów, niszczą doszczętnie ich życie, a nie wszystko dokładnie analizują i raczej postępują pochopie. 

Mam bardzo mieszane uczucia po lekturze tej książki. Z jednej strony, mamy najszczerszą prawdę. Żyłowie idą "po trupach do celu", Artur z żoną są chyba najbardziej naiwnymi ludźmi na świecie, a na koniec musiała się wtrącić mafia, przed którą drży nawet policja i prawnicy. Z drugiej strony, wszystko jest tak bardzo przerysowane, czasami wręcz groteskowe, że aż skóra cierpnie! Brakowało mi pomiędzy tymi "stronami" jakiejś równowagi, która przemówiłaby zdecydowanie na korzyść tej książki. Objętość była idealna, wplatane gdzieniegdzie elementy erotyki i czarnego humoru zdecydowanie dodawały charakteru. Tylko ta przesada, to przerysowanie. Jest to zdecydowany minus całej książki.

Znacie książki Adama Molendy ? 
Shinybox kwiecień 2019 | Spring kiss

Shinybox kwiecień 2019 | Spring kiss

Mamy czerwiec, a ja dopiero opisuję kwietniowy Shinybox. Niestety początek ciąży dał mi się we znaki dlatego mam takie braki w postach, ale powoli nadrabiam i wracam. Kwietniowa nazwa to "spring kiss" . To pudełko z wysyłką się opóźniło i myślałam, że nadrobi zawartością, ale czy zawartość mnie usatysfakcjonowała ? Tego dowiecie się z mojej recenzji, zapraszam.


Już ponad dobry rok jestem ambasadorką Shinybox i na początku pudełka bardzo mnie cieszyły. Od kilku miesięcy jakość się pogorszyła, ale mam nadzieję, że twórcy Shiny wezmą do serca nasze propozycje i wprowadzą kilka zmian. Jako ambasadorka mogę liczyć na dodatkowe ekstra produkty. Chętnie promuje w social mediach Shinybox i zawsze więcej możecie zobaczyć u mnie na Instagramie w IS (@paulina.recenzuje).

Carlo Bossi , perfumy spring kiss [10ml /15zł] - no niestety perfum mnie nie urzekł, a pojemność trochę śmieszna. Kompozycja kwiatowo-owocowa o zmysłowym i świeżym aromacie. Zielone owoce i kwiaty róży, frezji i konwalii otulone piżmem i drzewem sandałowym, tworzą kompozycję pełną naturalności, optymizmu i kobiecości. Może komuś przypadną do gustu. 



Molly Lac, lakier hybrydowy [14,99zł/5ml] - odkąd jestem w ciąży nie używam lakierów hybrydowych, bo ... mnie uczulają bazy? Sama nie wiem, ale tego lakieru nie użyłam i mimo, że lakier jest nieuczulający i tak mam jedną bazę pod hybrydy, więc nie chce na razie testować. Mix kolorów.


Molly Lac, dekoracje do paznokci [gratis!] - ten produktów mnie rozśmieszył. Na początku myślałam, że dostałam pustą folię . Jest to upominek, ale ja się zastanawiam po co? czemu ich tak mało? Poszło do śmietnika, nie dziękuje. 


Revers, rozświetlacz w płynie [14,99zł/15ml] - do tej marki mam mieszane uczucia. Nie powiem kilka produktów jest dość fajnych inne nie. To nie jest marka, po którą chętnie sięgam, ale jak się coś kiedyś trafi to przetestuje. Produkt w sam raz na lato. Fajnie się go stosuje z balsamem do ciała, jak kogoś ładnie słońce łapie to balsam+ rozświetlacz = fajne podkreślenie opalenizny. 


Himalaya Herbals, delikatny tonik do cery wrażliwej [19zł/200ml] - jedyny produkt, z którego się ucieszyłam. Bardzo lubię toniki i chętnie po nie sięgam. Z tej firmy już coś tam kiedyś miałam i miałam w planach jeszcze przetestować coś. Niestety moja radość nie trwała długo, bo zaczęłam analizować skład tego kosmetyku. Tego toniku, mimo dobrych chęci  nie będę w stanie zużyć, bo nie podoba mi się jego skład. Już na 5 miejscu wcale niekrótkiego składu znajduje się Phenoxyethanol, konserwant zakazany np. w Japonii, może być szczególnie groźny dla małych dzieci, kobiet w ciąży i karmiących piersią. A że jestem w ciąży to wolę nie ryzykować. Jeśli w toniku zastosowano 1% tego składnika, to wszystko co jest za nim (17 składników) jest w ilości śladowej. Dla mnie ten produkt jest niestety bezwartościowy. 


One Ingredient, krem intensywnie odnawiający ze śluzem ślimaka [9,99zł/szt.] - dostałyśmy próbkę w saszetce, a w karcie produktów wpisano, że jest to produkt pełnowymiarowy. Wygląda na to, że wkradł się tam błąd. Krem odnawiający ze śluzem ślimaka, dla każdego typu cery, patrzę na skład i faktycznie jest fajny, w 100% naturalny. Na 1 miejscu śluz ślimaka, dalej hydrolat z róży, olej z dzikiej róży... Produkt fajny, ale za 10 zł bym nie kupiła takiej saszetki. 


Dermaglin, maseczka do twarzy przeciwzmarszczkowa [6,99zł/szt.] - maseczki uwielbiam, ale na tę firmę już nie mogę patrzeć. Serio istnieje tylko jedna firma, która produkuje maseczki do twarzy? Maseczka przeznaczona dla osób +45, oddałam. 


Bispol, podgrzewacze zapachowe Lady Charlene [2zł/op. 6 sztuk] - u mnie świeczek nigdy za wiele, ale zdziwiłam się kiedy je zobaczyłam w boxie. Miałam wrażenie, że chcieli po prostu czymś wypełnić pudełko i zabrakło pomysłów. Choć nie powiem, te świeczki pachną o wiele lepiej niż perfumy, które opisywałam jako pierwsze. 


Jako Ambasadorka Shinybox otrzymałam dwa produkty, które były wymienne, czyli tonik i rozświetlacz, a oprócz tego znalazłam książkę K.A.Figaro "prosty układ" , ja już czekam na drugą część. Książka to fajny pomysł, bo uwielbiam czytać i jak wiecie od jakiegoś czasu na moim blogu możecie poczytać recenzje książek ! Niestety tę książkę już posiadałam, więc mam w ilości dwóch sztuk. Książka dawno przeczytana, ale ciążę źle znoszę i pisanie recenzji idzie mi ostatnio słabo. 


Pudełko w moim mniemaniu wypadło bardzo słabo. Gdyby nie skład toniku to z niego cieszyłabym się najbardziej, książka super pomysł, ale akurat już ją mam. Właściwie to najbardziej cieszę się ze ... świeczek, bo lubię, używam, głównie zimą - herbata / książka i właśnie świeczki . Także czekam na przełom pudełek Shinybox i czekam na efekt WOW ! 

Jak oceniacie zawartość tej edycji ?? 
Oczyszczająca maska z glinki wulkanicznej od Swederm | Topestetic

Oczyszczająca maska z glinki wulkanicznej od Swederm | Topestetic

Pielęgnacja twarzy jest dla mnie bardzo istotna zwłaszcza, że jestem posiadaczką cery mieszanej i teraz w okresie letnim ciężko mi o nią dbać. Dogłębne oczyszczanie to jest to co się najlepiej u mnie sprawdza, bo cera jest zmatowiona, gładka i miękka. Postanowiłam przetestować oczyszczającą maskę z glinki wulkanicznej firmy Swederm, którą możecie zakupić na stronie Topestetic, bardzo polecam ten sklep i mam naprawdę świetną opiekunkę, która idealnie dobiera kosmetyki do mojej cery.



Lerosett Mineral Deep Cleanser to maska z glinki wulkanicznej, która ma działanie silnie oczyszczające. Jest przeznaczona przede wszystkim do cery trądzikowej, tłustej i mieszanej, a wszystko to przez jej właściwości ściągające i bakteriobójcze. Glinka dogłębnie oczyszcza skórę z zanieczyszczeń i nadmiaru sebum, oraz odtyka zatkane pory. Ma postać zielono - brązowej mazi z niewielkimi drobinkami, które podczas mycia twarzy działają również złuszczająco (jak peeling).

Kosmetyk dostajemy w kartonowym pudełku, pojemność wynosi 70 ml. Otwieramy poprzez odkręcenie zakrętki, kolor jest brązowy i glinkę możemy stosować punktowo albo na całą twarz jako maseczkę. Ja preferuję od razu takie domowe SPA i u mnie ten produkt to must have w pielęgnacji. Po nałożeniu czekamy z 15 minut, następnie spłukujemy pod bieżącą wodą. Maskę z glinki wulkanicznej używam raz w tygodniu (można 1-2 razy w tygodniu). 



Wszystko zależy jednak od rodzaju cery:


Skóra tłusta, zanieczyszczona, trądzikowa: Stosuj 2 razy dziennie. Aplikuj maskę na skórę twarzy, omijając okolice oczu. Pozostaw produkt na ok. 10-20 min. Po tym czasie zmyj maskę ze skóry. W zależności od stanu cery stosuj maskę przez ok. kilka tygodni, do momentu poprawy stanu cery. Następnie zmniejsz częstotliwość stosowania do 2-3 razy w tygodniu. Maskę można używać również jako produktu do mycia twarzy 1-2 razy w tygodniu, dla podtrzymania efektów. Na miejsca najbardziej problematyczne maskę można nakładać punktowo, pozostawiając na noc.

Skóra mieszana: maskę stosuj 1-2 razy dziennie. Nakładaj jedynie na miejsca pojawiających się niedoskonałości, po 10-20 min. zmyj produkt ze skóry. W celu podtrzymania efektów aplikuj produkt jako maskę 1 raz w tygodniu lub używaj codziennie do mycia twarzy.

Skóra normalna/sucha: Stosuj wyłącznie punktowo na pojawiające się niedoskonałości. Pozostaw na 5-10 min, następnie zmyj produkt ze skóry. Dla podtrzymania efektów stosuj maskę 2-3 razy w miesiącu.


Koszt tego produktu wynosi około 70 zł. Opisywany kosmetyk reguluje wydzielanie łoju przez gruczoły, dlatego skóra się nie świeci i z czasem odzyskuje równowagę. Trzeba jednak pamiętać o systematyczności, bo stosowanie jej od czasu do czasu może nie przynieść zadowalających efektów, szczególnie, kiedy cera jest mocno zanieczyszczona.

Ta glinka zdecydowanie poprawiła stan mojej cery i polecam każdej osobie z cerą mieszaną i tłustą. Po kilku miesiącach stosowania raz czasem dwa razy w tygodniu dostrzegam ogromną poprawę, jednak maska niedługo mi się skończy i będę musiała zakupić następną tubkę dla podtrzymania efektu. Kosmetyk możecie zakupić TU .

Czy już zasnęłaś [PRZEDPREMIEROWO] | Kathleen Barber

Czy już zasnęłaś [PRZEDPREMIEROWO] | Kathleen Barber

Twój koszmar zacznie się kiedy się obudzisz brzmi zapowiedź na okładce Czy już zasnęłaś? Kathleen Barber. Kolejna głosi, że wkrótce pojawi się serial na podstawie książki, a także że jest to lektura obowiązkowa dla czytelniczek Wielkich kłamstewek i Ostrych przedmiotów. Dużo rekomendacji i zachęcających zdań, tylko czy zawartość za tym podąża? 



TYTUŁ: Czy już zasnęłaś
AUTOR: Kathleen Barber
TŁUMACZENIE: Mateusz Borowski 
WYDAWNICTWO: Znak
GATUNEK: Thriller 
OCENA: 7/10
DATA PREMIERY: 15/06/2019

Kilkanaście lat temu mówili o tym wszyscy. Jej ojciec został zamordowany, matka trafiła do sekty, a siostra popadła w narkotykowe zatracenie. Jedyne co wówczas było pewne, to to kto pociągnął za spust. Dziś ta sprawa odżywa na nowo za sprawą podcastu, który nagrywa dziennikarka śledcza. Chce jeszcze raz przyjrzeć się dowodom i sprawdzić czy to, że Warren Cave przez dwanaście lat utrzymuje, że jest niewinny nie jest jednak prawdą.

Kiedy Josie odbiera telefon w środku nocy, jest przekonana, że dzwoni do niej jej chłopak, a cisza w słuchawce świadczy o słabym połączeniu. Znacząco jednak się myli, gdyż kobiecy głos wypowiadający słowa też tęsknię za tobą z pewnością do Caleba nie należy. Czy demony przeszłości, od których główna bohaterka przez ostatnie dziesięć lat starała się uciec, powróciły? W tym samym czasie do sieci trafia podcast Poppy Parnell, dziennikarki śledczej. Kobieta porusza w nim temat zbrodni sprzed niemal trzynastu lat i stara się dociec, czy chłopak skazany za morderstwo aby na pewno jest winny zbrodni. Jaki związek ma owa cotygodniowa produkcja z życiem prywatnym Josie i co dziennikarka jest w stanie odkryć?

Fabuła książki skupia się na rodzinie Burhman'ów, a właściwie jej pozostałych członków. Josie, jedna z bliźniaczek, wiedzie w miarę spokojne życie, kiedy wkrada się do niego Poppy Parnell, dziennikarka śledcza, która pragnie na nowo zbadać sprawę jej zamordowanego przed laty ojca. Można by się zastanawiać co takiego w tym złego? Ważny jest jeden szczegół: zabójca jej ojca od ponad dziesięciu lat odsiaduje swój wyrok. W związku z tym podkast dziennikarki budzi wiele kontrowersji, a w samej Josie zasiewa ziarno niepewności co do niewinności sprawcy. Z każdym kolejnym dniem jest coraz gorzej- ludzie rozmawiają wciąż o sprawie, co ma wielki wpływ na jej rodzinę. Ich ponowne spotkanie nie wróży niczego dobrego, o czym każde z członków szybko się przekonuje.

Kathleen Barber zabrała się do tematu w bardzo nowoczesny sposób. Książka pełna jest wtrąceń zaczerpniętych z Twittera, wpisów na z Facebooka i świetne oddaje społeczne zainteresowanie tematem - to jak ludzie po swojemu interpretują fakty oraz jak wielką siłę ma zamieszczone w sieci przypuszczenie.

,,Czy już zasnęłaś" nie jest złą książką, wywołała we mnie mieszane uczucia. Miałam również spory niedosyt, po tak spektakularnym opisie. Jednak dodatkowo wspomnę, że czyta się ją błyskawicznie, potrafi zaciekawić i zaintrygować, lecz ja liczyłam na coś więcej. Po przeczytaniu książki wiem, że opis był bardziej złowieszczy aniżeli sama treść. Spodziewałam się thrillera z dramatem rodzinnym, a dostałam powieść pokazującą ludzkie zmagania z bolesną prawdą, trudności z wybaczaniem bliskim i wyplątywanie się z sieci kłamstw.

Niedługo będziecie mogli zobaczyć serial na podstawie książki, wyprodukowany przez Reese Witherspoon. 
PEELING DO TWARZY Z EKSTRAKTEM Z MANGOSTANU | It's skin

PEELING DO TWARZY Z EKSTRAKTEM Z MANGOSTANU | It's skin

Bardzo lubię testować kosmetyki do pielęgnacji twarzy, bo cały czas szukam perełek do swojego typu cery. Walczę szczególnie z widocznymi i uporczywymi wągrami. Koreańska pielęgnacja jest mi obca, więc bardzo chętnie sięgnęłam po kosmetyki firmy It's skin


Kosmetyku używam dwa razy w tygodniu. Podoba mi się design, piękne opakowanie o pojemności 120 ml, ważność kosmetyku 12 miesięcy od otwarcia. Cena peelingu wynosi 50 zł, ale to jeden z lepszych peelingów w ostatnim czasie, które miałam, a kilka testowałam i ten wywarł na mnie najlepsze wrażenie. Peeling przychodzi do nas w plastikowej tubie, bardzo giętkiej, a jej boki są przeźroczyste - więc możemy monitorować ubytek produktu. Opakowanie jest bardzo poręczne, jednak wszystkie niezbędne informację są po koreańsku, wiec ratuje nas tutaj jedynie strona sklepu.

Ciekawostką jest to, że ten peeling nakładamy na oczyszczoną i osuszoną skórę twarzy, dla mnie to nowość, bo wszystkie peelingi miałam z użyciem wody. Sam peeling ma lekko różowy kolor - bardziej to blady, pudrowy róż. Konsystencja jest idealna, nie za gęsta i nie za bardzo lejąca. Nie spływa z ręki, ale bardzo dobrze się rozprowadza. Jest pełna jakby małych, czerwonek kropeczek które wyglądają jak małe nasionka. Pod palcem jednak rozpływają się jak masło. Zapach, z którym do tej pory jeszcze się nie spotkałam - bardzo przyjemny, nie nachalny - jakby owocowy i kwiatowy jednocześnie.



Moja cera "po" jest wygładzona , promienna i bardzo miękka. Skutecznie oczyszcza skórę twarzy i usuwa martwy naskórek oraz nadmiar sebum bez powodowania podrażnień. Przywraca skórze zdrowy koloryt i wygładza jej strukturę. Bardzo chętnie wracam do stosowania peelingu z ekstraktem z mangostanu. Czy kupię ponownie ten produkt? Zdecydowanie TAK ! Jeden z lepszych produktów jakie miałam i polecam znajomym. 

A Wy znacie kosmetyki It's skin ?
Szept syberyjskiego wiatru | Dorota Gąsiorowska

Szept syberyjskiego wiatru | Dorota Gąsiorowska

Pierwszą książkę jaką czytałam tej autorki to "karminowe serce" i bardzo mi się spodobała, więc postanowiłam przeczytać jakąś inną i tak trafiło na "szept syberyjskiego wiatru". 


TYTUŁ: Szept syberyjskiego wiatru
AUTOR: Dorota Gąsiorowska
TŁUMACZENIE: -
WYDAWNICTWO: Znak
GATUNEK: Obyczajowe
OCENA: 8/10

Gdy Kalina miała 10 lat, straciła rodziców. Teraz razem z ciotką mają olbrzymi dług i z tego powodu decyduje się na powrót do Polski, gdzie będzie pracowała w firmie babci przy produkcji porcelany. Bardzo szybko okazuje się, że tajemnice sprzed lat mogą już niebawem ujrzeć światło dzienne.

Kalina, po wielu latach nieobecności, porzuca Wyspy Brytyjskie, na które trafiła po tragicznej śmierci rodziców, i wraca do Polski. Oszukana przez wspólniczkę musi podjąć pracę w fabryce porcelany. Przedsiębiorstwo należy do jej babki Leonii, z którą nie miała kontaktu od pogrzebu ojca. Matka taty kojarzy się jej z surową, oschłą, zimną kobietą. Dziewczyna nie ma jednak innego wyjścia – musi przełamać złość i lęk. Zamieszkuje w pięknym domu należącym do bogatej babki i rozpoczyna pracę w fabryce. W nowych obowiązkach ma jej pomóc Sergiusz – prawa ręka założycielki firmy. Mężczyzna nie budzi jej sympatii, wręcz przeciwnie – wydaje się być wrogo nastawiony do dziedziczki interesu. Skąd niechęć? Czyha na majątek starszej pani? A może skrywa tajemnicę? Chcąc, nie chcąc, młodzi muszą zawiesić broń – na prośbę Leonii wyruszają do Rosji… To tam Kalina dowie się o sekretach, które na zawsze zmieniły losy jej rodziny i jej własne… Czy wsłucha się w głos własnego serca i tytułowy szept syberyjskiego wiatru?

„Szept syberyjskiego wiatru” to powieść, dzięki której przeniosłam się do malowniczej Rosji i interesującego Petersburga. To właśnie dzięki Dorocie Gąsiorowskiej, mogłam chociaż na chwilę wpatrzeć się w przepiękne jezioro Bajkał i zmierzyć się z syberyjskim, zimnym wiatrem. Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że obok ciekawej fabuły i perypetii bohaterów, czytelnik może również przeżyć fantastyczną przygodę w nieznanych mu wcześniej miejscach. Nie ukrywam, że z wypiekami na twarzy, śledziłam perypetie Kaliny w Petersburgu, który nie bez powodu nosi nazwę Wenecji Północy. Wraz z bohaterką, podziwiałam znajdujące się tam zabytki i niemalże zwiedziłam Pałac Zimowy, oraz Twierdzę Pietropawłowską. To takie małe zaproszenie, ponieważ niesamowite wrażenie na mnie wywarł sam opis Syberii i Bajkału.

„Szept syberyjskiego wiatru” to powieść typowo obyczajowa, chociaż nie brak tu wątku miłosnego i to nie tylko obecnego wśród młodych bohaterów, ale doświadczają go również nieco starsi. Nie będę tutaj zdradzać o kogo chodzi, ale myślę, że każdy po wczytaniu się w powieść, łatwo zidentyfikuje odpowiedź. W książce Doroty Gąsiorowskiej, nie brak również powiewu przewijającej się między kartami tajemnicy, która przynosi smutek i ból. Bowiem na łamach książki poruszony został wątek osób niepełnosprawnych, a także smutny temat żałoby po śmierci osób najbliższych.

Znacie twórczość Doroty Gąsiorowskiej?
Współlokatorzy | Beth O'leary

Współlokatorzy | Beth O'leary

Jakiś czas temu przyszła mi książka z wydawnictwa Albatros, to były jakieś premiery książek z kwietnia i znalazłam tam kawałek rozdziału książki "współlokatorzy" Beth O'leary. Kiedy tylko przeczytałam, a zajęło mi to niecałe 2 minuty wiedziałam, że ta książka musi być moja. 


Tiffy i Leon dzielą mieszkanie.
Tiffy i Leon dzielą jedno łóżko.
Tiffy i Leon nigdy się nie spotkali…



Brzmi ciekawie, nie ?? Z niecierpliwością czekałam na maj, na premierę tej książki, która miała miejsce w ubiegłym tygodniu , a dokładnie 15 maja. 



TYTUŁ: Współlokatorzy
AUTOR: Beth O'leary
TŁUMACZENIE: Robert Waliś
WYDAWNICTWO: Albatros
GATUNEK: Romans / Obyczajowe
OCENA: 8/10

Tiffy Moore pilnie potrzebuje taniego lokum. Leon Twomey bierze nocne zmiany, bo rozpaczliwie potrzebuje pieniędzy. Choć ich przyjaciele sądzą, że to szaleństwo, oni znajdują idealne rozwiązanie: w ciągu dnia Leon będzie w ciasnej kawalerce odsypiał nocne zmiany, dzięki czemu Tiffy będzie miała to samo mieszkanie wyłącznie dla siebie przez resztę doby.

Ona właśnie zerwała ze swoim zazdrosnym chłopakiem i ledwo wiąże koniec z końcem, pracując w niszowym wydawnictwie, on bardziej dba o innych niż o siebie – nocami zajmuje się pensjonariuszami domu opieki, a każdy grosz odkłada na prawników, którzy wyciągną jego niesłusznie skazanego brata z więzienia.

Leon - pracuje w szpitalu, zarabia mało, a jak każdy potrzebuje gotówki. Ponieważ pracuje tylko na nocne zmiany postanawia podnająć swój pokój - czyli wynająć go od - do - konkretnej godziny. Współlokatorzy mają dzielić z sobą mieszkanie, łóżko, ale nigdy się nie zobaczyć. Kiedy Tiffy będzie w pracy, mieszkanie będzie należeć do Leona. Nocami i w weekendy w mieszkaniu będzie Tiffy, bo Leon będzie albo w pracy albo u swojej dziewczyny.

Współlokatorzy zaczynają pisać do siebie karteczki i przyklejać je w różnych miejscach. Dzięki temu się poznają, zaczynają dla siebie gotować, piec, doradzać... Coś ich do siebie przyciąga, choć nigdy się nie widzieli.

W przypadku "Współlokatorów" mamy do czynienia z klasyczna powieścią romantyczną, w której nie brak jednak negatywnych emocji. Jest sporo dramy, traumy i trudnych tematów. Pisarka na kolejnych kartach prowadzi nas jednak bezpiecznie, z wiarą, że wszystkie dramaty, na które się natkniemy, są do pokonania. Jeśli nie samodzielnie, to z pomocą przyjaciół i pozytywnych osób, jakie zsyła na naszą drogę los. Kolejne rozdziały napisane są naprzemiennie z perspektywy Tiffy i Leona, co nadaje opowieści odpowiedniej dynamiki. Nie bez znaczenia jest fakt, że są krótkie i treściwe. Mało znajdziemy wątków pobocznych. Cała akcja kręci się wokół odnajdywania w życiu właściwego dla nas miejsca.

Nie brak humorystycznych akcentów, jak chociażby postać zafiksowanej na punkcie szydełkowania autorki poradników, ale nagromadzenie trudności z jakimi zmagają się bohaterowie skutecznie te wątki pozytywne przyćmiewa. Pytanie czy to źle? Nie. Dobrym pomysłem jest odejście od cukierkowej historii miłosnej z błahymi przeszkodami.

Testuję nowości kosmetyczne | Avon

Testuję nowości kosmetyczne | Avon

Jak wiecie uwielbiam testować nowości kosmetyczne i ostatnio postanowiłam testować kosmetyki z firmy AVON. Wiadomo, że nie każdy kosmetyk każdemu odpowiada, ale właśnie dzięki testowaniu można znaleźć swoje ulubione kosmetyki. Kilka lat temu sporo zamawiałam produktów z tej firmy i miałam swoich ulubieńców, ale niestety na przestrzeni lat poznikały z katalogów. Teraz zamiast szukać konsultantów wystarczy poświęcić kilka minut i wejść na stronę  https://avon.avkonto.pl/ , by zarejestrować się jako konsultantka bądź klient indywidualny. Nic to nie kosztuje, a można zyskać naprawdę bardzo dużo chociażby bezpośredni dostęp do nowości, możliwość złożenia zamówienia a także zarabiać jako konsultant. 


Jeżeli jesteście ciekawi jakie kosmetyki mi się trafiły tym razem to zapraszam. Zacznę może od maseczki w płachcie Planet Spa Heavenly Hydration nakładanie poszło mi zdecydowanie sprawniej niż kiedyś, bo to nie mój pierwszy raz z taką maseczką. Maska była dobrze nasączona esencją i pachniała nieco kwiatowo-oliwkowo. Płachtę nałożyłam na 15 min. Podczas aplikacji czułam bardzo przyjemne chłodzenie skóry. Myślę, że ta maska może być cudowna w upalne wieczory, zwłaszcza gdy jeszcze dodatkowo schłodzimy ją w lodówce. Skóra pozostawała chłodna jeszcze przez jakiś czas od zdjęcia płachty. Zauważyłam też, że jest fajnie nawilżona, taka jakby "wilgotna" po wierzchu . Maska nie podrażniła mnie, za to fajnie ukoiła zaczerwienienia skóry.


Avon Care z mleczkiem pszczelim do stosowania na dłonie, skórki i paznokcie. Jakie były efekty użytkowania? Konsystencja gęsta, ale bardzo fajna. Przypominała trochę karmel, a może po prostu mniej lepką wersję miodu. Formuła kremu z odżywczym mleczkiem pszczelim intensywnie nawilża i przywraca komfort suchej skórze, wzmacniając jej barierę ochronną. Mleczko pszczele dzięki swoim nawadniającym i zmiękczającym właściwościom idealnie pielęgnuje skórę suchą i bardzo suchą, przywracając jej aksamitną gładkość i miękkość. Skuteczny nawet po umyciu rąk. Testowany dermatologicznie i alergologicznie. Idealny do bardzo suchej skóry. Na pewno nie zadowoli on nas na co dzień. Jest zbyt ciężki, choć nie uważam by pozostawiał tłusty film. Utrzymuje się długo i czuć dodatkową warstwę na skórze nawet po paru myciach, ale nie przeszkadza i nie brudzi, jest raczej przyjemna. Sprawdzi się w chwilach, kiedy potrzebujemy natychmiastowego ratunku.  



Jeszcze trochę i 30stka na karku, więc trzeba dbać o okolice oczu. W paczce znalazłam również krem pod oczy z algami z serii Planet Spa. Opakowanie ma pojemność 15 ml i nie ma żadnego utrudnienia z wydobywaniem kosmetyku. Raczej ze zmarszczkami jeszcze nie mam problemu, ale już warto dbać o tę delikatną okolicę oczu. Odkąd pamiętam algi były cennym składnikiem kosmetycznym, nic więc dziwnego, bo naprawdę są świetne. Świetnie wygładzają i nawilżają skórę i łagodzą wszelkie zmiany.


No i na koniec kolorówka, czyli pomadki do ust w pięknym różowym kolorze, czerwonego nie znoszę i kompletnie do mnie nie pasuje, więc albo nude albo róż. Posiadam dwa odcienie różu no i jedna pomadka jest matowa. Ogólnie oba się super spisują i nie wiedziałam, że w AVON są tak fajne pomadki , nigdy nie miałam okazji testować.  Ja jestem póki co zadowolona z tych dwóch pomadek i chętnie sięgnę po inne kolory .



No i to wszystkie nowości dla mnie z AVON, które chciałam Wam pokazać. Coraz częściej sięgam po kosmetyki z tej firmy i przeglądam katalogi. Zawsze coś ciekawego znajdę.

Coś Wam wpadło w oko z moich testowanych kosmetyków?
Przeciwzmarszczkowe serum liftingujące | Sotalie

Przeciwzmarszczkowe serum liftingujące | Sotalie

Z kosmetykami Sotalie jeszcze nie miałam do czynienia, więc postanowiłam przetestować przeciwzmarszczkowe serum liftingujące. Jeżeli jesteście ciekawi jak się kosmetyk sprawdził u mnie to zapraszam na recenzję.


Sama buteleczka jest zgrabna, a szata graficzna całkiem przyjemna dla oka. Opakowanie jest praktyczne i wygodne w użyciu. W kwestii technicznej nie mam mu nic do zarzucenia, a pompka do samego końca działa bez zastrzeżeń. Samo w sobie serum ma jasno żółte zabarwienie. Zapach dość specyficzny, natomiast jest on mało wyczuwalny i w żadnym wypadku nie przeszkadza. Konsystencja jest lekka i z łatwością rozprowadza się po skórze twarzy, szyi i dekoltu. Dość szybko się wchłania, a na skórze pozostawia delikatną jakby pudrową powłokę, w każdym razie nie jest ona lepka i tłusta. Producent obiecuje rozświetlenie i zmatowienie. Nie do końca się zgodzę, ponieważ albo coś skórę rozświetla albo ją matowi. O ile nie widziałam efektu rozświetlenia to zmatowienia owszem tak. Serum ma żółty odcień, jest gęste. Ma ładny i delikatny zapach, który po chwili się ulatnia.


Przeciwzmarszczkowe serum liftingujące niby nie jest tłuste. Po nałożeniu szybko się wchłania, ale pozostawia delikatny film- osłonkę. Dla mnie jest to podobne do tej warstwy, które niekiedy pozostawiają bazy pod makijaż. Odnośnie makijażu, serum dobrze sprawdza się w roli bazy i przedłuża trwałość makijażu.

Dostałam również próbkę skoncentrowanego serum pod oczy, które daje natychmiastowe wygładzenie zmarszczek. Choć u mnie jeszcze na to za wcześnie to użyłam po nocy kiedy byłam niewyspana i miałam lekkie wory pod oczami. 

Skoncentrowane serum pod oczy One Minut Shot Sotalie Laboratory ma dawać natychmiastowy efekt redukcji „kurzych łapek”, rozświetlenia cieni wokół oczu, poprawy napięcia skóry oraz redukcję opuchnięć.
Sposób użycia: nakładać niewielką warstwę serum miejscowo na zmarszczki i inne niedoskonałości skóry wokól oczu i ust, po uprzednim nałożeniu kremu na dzień.
Znacie kosmetyki firmy Sotalie ?? 
Kosmetyki do włosów kręconych | Goldwell

Kosmetyki do włosów kręconych | Goldwell

Każdy kto posiada kręcone włosy wie, że należy o nie dbać szczególnie. Tym, którym zależy na skręcie loku jak i tym, którzy chcą mieć po prostu zdrowo wyglądające włosy. Ja jeżeli chodzi o moją pielęgnację włosów jestem totalnym laikiem i nie posiadam wiedzy w tym zakresie, ale bardzo lubię testować nowości, a niewątpliwie tą nowością jest firma Goldwell, z której miałam okazję przetestować kosmetyki do włosów kręconych. A co testowałam ? Szampon i lotion do stylizacji loków, które możecie nabyć na stronie Gobli


Szampon do włosów kręconych Goldwell - posiada pojemność 250 ml a szata graficzna opakowania od razu przyciągnęła moją uwagę. Jeśli brakuje Ci czasu na długotrwałe terapie, koniecznie wypróbuj nowy szampon Dualsenses Curly Twist marki Goldwell. Produkt wychodzi naprzeciw wszelkim potrzebom kręconych włosów. Doskonale nawilża, przywraca im sprężystość i elastyczność. System Curl wzbogacony w proteiny mleka w połączeniu z FadeStopFormula uelastycznia i wygładza kruche, matowe włosy. Efekt jest zadowalający . Dodatkowo czuć, że włosy są nawilżone, a tego mi brakowało w ostatnim czasie, bo miałam włosy szorstkie i bez połysku. Włosów nie suszę suszarką, czekam aż same wyschną, ale włosy bardzo dobrze się układały, przede wszystkim się nie plątały 




Lotion do stylizacji loków Goldwell - dwufazowy lotion  służący do podkreślania i utrwalania loków. Niestety posiadam loki i wiadomo, chciałabym proste. Robiłam wszystko, aby je prostować i nie użerać się z lokami. Ostatnimi czasy bardzo je polubiłam i zaczęłam je właśnie podkreślać. Znam osoby co maja proste włosy jak druty i jak tylko sobie zakręcą to po 5 minutach znowu mają proste. Moje włosy są lepiej podatne na stylizacje, bo jeżeli jest ciepło, czyli np. wiosną/latem nie ma żadnych opadów i nie jest wilgotno to po wyprostowaniu włosów trzymają mi się nawet ze 3 dni. Włosy myję 2x w tygodniu. 
Opakowanie posiada pojemność 200 ml , a szata graficzna jest prosta bez żadnych zbędnych obrazków. Mi się podoba taki minimalizm. Kosmetyk zabezpiecza włosy przed szkodliwym wpływem wysokich temperatur narzędzi termicznych, dzięki czemu jest wręcz stworzony do współpracy z suszarką, czy lokówką.

Sposób użycia:
Wstrząśnij i spryskaj suche włosy przed stylizacją w celu zapewnienia termoochronny. Następnie rozpyl ponownie na wymodelowane włosy, aby zaakcentować stylizację.



Jeżeli lubicie dbać o swoje włosy to koniecznie musicie przejrzeć ofertę od Gobli.
A może już znacie Gobli.pl

+ pytanie dodatkowe: proste czy kręcone. :D 



Dajcie znać w komentarzu ! 
Zbuntowany dziedzic cz.1 | Penelope Ward, Vi Keeland

Zbuntowany dziedzic cz.1 | Penelope Ward, Vi Keeland

Do tego duetu mam słabość i bardzo się cieszę, że poznałam ich twórczość. Mam za sobą świetne książki, a jeszcze ile przede mną, bo obie panie nie próżnują i co chwila wychodzi jakaś nowość! Tym razem skupimy się na książce "Zbuntowany dziedzic", jest to pierwsza część, która swoją premierę miała 25 kwietnia. Już 3 lipca będziemy mogli poznać dalsze losów bohaterów pod nazwą "zbuntowane serce", ja się już nie mogę doczekać.


TYTUŁ: Zbuntowany dziedzic cz.1 ( Rebel Heir)
SERIA: Rush Duet #1
AUTOR: Penelope Ward, Vi Keeland
TŁUMACZENIE: Edyta Stępkowska
WYDAWNICTWO: Editio Red
GATUNEK: Romans
OCENA: 8/10

Gia jest zadziorną i szaloną młodą kobietą, początkującą autorką romansów, która wynajmuje dom w Hamptons wraz z kilkoma innymi lokatorami, próbując pobudzić inspirację do napisania swojej pierwszej powieści. Pewnego wieczora została poproszona przez swoją współlokatorkę Reiley o pomoc, a mianowicie o zastępstwo w pracy, aby stanęła za barem „The Heights”. Nie mogła jej zawieść, problem w tym, że nie potrafi robić żadnych wymyślnych drinków, jednak potrzebuje dodatkowych pieniędzy, dlatego zgadza się pomóc. Dostrzega pewnego mężczyznę, który ją obserwował przy pracy, podchodzi do niego przyjąć zamówienie, które wychodzi jej dość nieporadnie. Atrakcyjny i szorstki nieznajomy ma na imię Rush i jest przełożonym Reiley, widzi, jak dziewczyna żałośnie wypada w roli barmanki, jest wściekły na samowolkę jego pracownicy. Nie tylko wyrzucił Giię z lokalu, ale także pozbawił Railey pracy, wzburzony mężczyzna otrzymał jednak informację od ochroniarza, która go nieco przytemperowała. Jedna z dziewczyn pracująca jako hostessa w restauracji rzuciła pracę zostawiając pracodawcę w nieciekawym położeniu i brakiem kadrowym. Nie mając zbyt wielkiego wyboru stawia Gię przypartą do muru, jeśli pomoże mu i zastąpi hostessę obiecuje nie wyrzucić Railey z pracy. Rush nie ma skrupułów, że jest aroganckim dupkiem, który jest dobrze znany ze swoich humorków, jak i tego, że nie jest zainteresowany żadnymi związkami. Gia nie miała zbyt dużego wyboru, dlatego skuszona chęcią dodatkowego zarobku zgadza się na propozycję pracodawcy. Żadne z nich nie przypuszczało, że z tak nieciekawie zaczętej znajomości ma szanse wykiełkować coś więcej. Im bardziej zaprzeczali chemii, która między nimi dochodziła do głosu tym silniejsza się stawała.

Heathcliff Rushmore może i jest zbuntowany, przystojny i nieco gburowaty, ale z całą pewnością nie można o nim powiedzieć, że nie dba o swoje interesy. Nie znosi niekompetencji, zatem gdy za jego barem pojawia się pyskata dziewczyna, która nie potrafi zrobić drinka, budzi się w nim prawdziwa bestia. Szybko jednak ta niepozorna kobieta zaczyna go fascynować i przyciągać swoją świeżością i autentycznością. Ku własnemu zdziwieniu zatrudnia ją na stanowisku hostessy, na którym, jak się błyskawicznie okazuje, świetnie sobie radzi. I mimo iż Rush rzadko bywa w swoim barze, to właśnie Gia zmienia jego nawyki. Mężczyzna zatem coraz częściej znajduje wymówkę by być jak najbliżej niej.

Jeśli boisz się w kimś zakochać, to zwykle dlatego, że już się zakochałeś.”

Zbuntowany dziedzic to nie jest pierwsza, lepsza powieść erotyczna. To książka, która poruszyła mnie do głębi. Ukazano w niej bowiem bardzo ciekawy mechanizm. Główny bohater, Rush, unika związków i miłości, wzbrania się przed nimi. Jego kontakty z ojcem są fatalne. Mężczyzna przed laty nawiązał romans z Melody, matką Rusha, mając żonę. Gdy kobieta odkryła prawdę, odeszła od ukochanego. Wkrótce jednak odkryła, że jest w ciąży, ale mężczyzna wyrzekł się dziecka.

Rush nie wyniósł z domu męskiego wzorca. Gdy spotyka ojca Gii, trochę jej zazdrości. Sam chciałby mieć takiego tatę. Rush nie jest złym człowiekiem, ale boi się, że nie sprosta wymaganiom Gii. Nie chce jej zawieść. Boi się też, że odziedziczył po ojcu zdolność do krzywdzenia kobiet. Nie chce, aby Gia, którą kocha, padła jego ofiarą. Poza tym boi się zaangażować w relację i stracić ukochaną. Przeraża go perspektywa bólu i cierpienia, jest przekonany, że nie sprawdzi się w roli partnera, chociaż nigdy nawet nie spróbował nim być.

Choć z gruntu ta książka wydaje się lekka i przyjemna, i czyta się ją błyskawicznie dzięki przystępnemu stylowi autorek, porusza też wiele ważnych tematów. Podejmuje kwestie odnajdywania tej właściwej osoby z którą chcemy założyć rodzinę, macierzyństwa, a mówiąc ściślej rodzicielstwa oraz braku jednego z rodziców jako autorytetu i wzoru do naśladowania. Rush i Gia stają przed podjęciem bardzo ważnej decyzji, która ma zaważyć nie tylko na ich życiu. Zmagają się z własnymi lękami, bojąc się odpowiedzialności i tego, że płynie w nich zła krew, przez co nie są w stanie sprostać oczekiwaniom społecznym związanym z podjęciem roli matki i ojca, których w ich życiu brakowało.

Zbuntowany dziedzic jest rewelacyjnym romansem, z którym nie da się spędzić nudnego wieczoru. Bawiłam się doskonale i nie mogę doczekać się kontynuacji. Mam nadzieję, że tom drugi będzie utrzymany w podobnym, humorystycznym stylu. Będziecie czytać z zapartym tchem - to mogę Wam obiecać :) .

Lubicie duet Keeland & Ward ?

Copyright © 2014 Testowanie z pa2ul , Blogger