Płynąc ku przeznaczeniu | Weronika Tomala

Płynąc ku przeznaczeniu | Weronika Tomala

To moje pierwsze spotkanie z tą autorką, więc byłam ciekawa jak wypadła książka "płynąc ku przeznaczeniu". Miałam ochotę na coś lekkiego, więc ta książka idealnie się wpasowała w moje gusta. 


TYTUŁ: Płynąc ku przeznaczeniu 
AUTOR: Weronika Tomala
TŁUMACZENIE: -
WYDAWNICTWO: Dla.czemu
GATUNEK: Obyczajowe / romans 

OCENA: 8/10


Skromna studentka, Dominika, wyjeżdża na pierwsze, zagraniczne wakacje. Hiszpania do której jedzie z serdecznymi przyjaciółkami, zmieni jej życie na zawsze. To właśnie tam poznaje pracującego w hotelu, polskiego ratownika. Bohaterowie opowieści to młodzi, piękni, zdolni, bardzo wyraziści i charyzmatyczni przedstawiciele młodego pokolenia. Przyjeżdżają do obcego kraju realizować plany, marzenia, pracować, odpoczywać i tutaj poznają się. Autorka nie zastosowała schematycznie rodzącej się miłości. Na tle hiszpańskich krajobrazów, pewnej swoistości budzi się uczucie, które na początku buntuje się, stawia niepewnie kroki, stroszy pióra, atakuje. To uczucie wykluwało się pomału, bez fajerwerków. Ale, czy rozkwitło do końca, by porwać siebie nawzajem? 

Bardzo ujęła mnie kreacja bohaterów. Każda postać przewijająca się przez karty niniejszej publikacji jest bardzo wyrazista, ludzka i ujmuje swoimi wadami oraz zaletami. Prym wiedzie oczywiście Dominika, która jest nieśmiała, lekko wycofana i z dość niską samooceną. Niemniej jednak jest wyjątkowo samodzielna i odpowiedzialna. Dodatkowo także, ma wspaniałe przyjaciółki, które zawsze potrafią ją podnieść na duchu i sprawić, że Dominika lepiej się czuje. Kiedy na jej drodze pojawia się Dawid, jej życie ulega przewartościowaniu. Początkowo nie potrafią złapać kontaktu, Dawid jest strasznym opryskliwym gburem, jednak z czasem, udaje się im nawiązać nić porozumienia, która sukcesywnie i stopniowo przeistacza się w silniejsze uczucie. Na uwagę zasługuje również fakt, iż Weronika Tomala, nie zapomniała o pozostałych bohaterach i również nadała im piękne i znaczące role, i co za tym idzie fabuła skupia się również na drugoplanowych osobowościach, a nie tylko i wyłącznie na pierwszoplanowych.

Książkę, co muszę przyznać czytało mi się się bardzo sprawnie.  Weronika Tomala ma lekkie pióro, dzięki czemu lektura mnie nie nużyła. Pomijając zachowania głównej bohaterki, nie mam się do czego przyczepić. I chociaż powieść, na początku wydała mi się przewidywalna, to zakończenia, jakie zaserwowała mi autorka - nie przeczuwałam. Byłam po prostu w szoku. Wielka tragedia, której doświadczyła jedna z przyjaciółek Dominiki i ból, w jakiś sposób udzielił się mnie, wzruszyłam się.

Płynąc ku przeznaczeniu to opowieść o meandrach ludzkiego życia, o miłości, przyjaźni, stracie i bólu. Weronika Tomala pokazała w swojej książce całe spektrum barw ludzkiego życia - od radosnych czerwieni po szarość smutku i czerń rozpaczy. Przeznaczenie mamy zapisane w gwiazdach, tak jak i ludzi, którzy pojawiają się na naszej drodze i znikają, ale każde takie spotkanie jest po coś. I warto o tym pamiętać!
Wzmacniająco-wygładzający szampon do włosów | Biolaven

Wzmacniająco-wygładzający szampon do włosów | Biolaven

Z marką Biolaven już raz miałam styczność, bo testowałam żel myjący do ciała, teraz przyszedł czas na szampon do włosów. Zdecydowałam się na niego, bo czytałam świetne opinie i dodatkowo kilka osób poleciło mi ten szampon dla dziecka zwłaszcza, że ten ma nawet przyzwoity skład. To kolejny kosmetyk zakupiony na stronie triny.pl . Oferta jest naprawdę bogata i zawsze znajdę dla siebie jakiś produkt.


Szampon Biolaven, otrzymujemy w białej, poręcznej, smukłej i praktycznej butelce o pojemności 300 ml z czarną nakrętką zamykaną na klik. Jest to najlepsze rozwiązanie w przypadku tego typu produktów, szampon wydobywa się bez problemu, przy czym mamy kontrolę nad ilością, jaką chcemy aplikować. Schludne, bardzo estetyczne grafiki i cały design, zdobiący markę kosmetyków Biolaven, skradł mi serce od razu, gdy je zobaczyłam. Przejrzysty i czysty layout w odcieniach lawendy i zieleni, uprzyjemnia niewątpliwie wizualny odbiór produktu. U dołu butelki znajduje się informacja o terminie przydatności użycia produktu, na opakowaniu zaś odnajdziemy także informacje dotyczące kosmetyku, jego właściwości, stosowania, producenta oraz oczywiście świetny skład szamponu.

Szampon, jak przystało na serię z olejkiem lawendowym i rysunkiem lawendy na opakowaniu, pachnie winogronowo. Ma trochę lejącą konsystencję, jest nieco mętny. Pieni się średnio. Przyznam, że szampon bardzo miło mnie zaskoczył – jest lepszy niż się spodziewałam. Dobrze oczyszcza, usuwa olejowe wcierki bez wyraźnych problemów. Nakładany po olejowaniu prawie się nie pieni podczas pierwszego mycia i czasem mam wrażenie, że wcale nie usuwa oleju. Ale już podczas drugiego mycia pieni się ładnie i czuję, że włosy nie są już natłuszczone - czyli jednak poprzednie mycie było skuteczne. Prócz składu, kolejnym, wielkim atutem szamponu jest jego boski zapach, to woń niesamowicie świeża, przywodząca na myśl zdecydowanie winogrona, jest to zapach tak uzależniający, że mam ochotę wąchać włosy przez cały czas, bowiem winogronowa woń pozostaje na włosach po ich umyciu. Szampon ma kremową, lekką, białą konsystencję, oczyszcza doskonale włosy nawet po maskach, nie podrażnia skóry głowy jest delikatny i naturalny.

Póki co jestem bardzo zadowolona z tego produktu i myję włosy nim nawet swojej córce, której się spodobał zapach - mi zresztą też.  Szampon do włosów Biolaven macie dostępny na stronie Triny w cenie 18,76 zł ( klik ). 

Znacie stronę triny.pl ?
Mieliście okazję testować produkty Biolaven , a jeżeli tak to jaki jest Wasz ulubiony ?? 
Spring in the air | Dresslily

Spring in the air | Dresslily


In a moment, spring, so it's the right time to refresh your wardrobe. I love spring and lighter clothes. That you can get rid of winter jacket and put on sneakers. I come to you with a dresslily review of clothes. I love this shop and I always find something interesting.


Both shirts come in different sizes and different colors. Dresslily in its offer has not only clothes, but also accessories, shoes, bags or products for children. In one place you can buy a lot of interesting things.


Use code: DLAnniversary   with 12% discount:  
Use code " DLAnniversary " for all order with over 25USD save 3USD 

Use code"DLAnniversary"  for all order with over 50USD save 6USD

Use code " DLAnniversary " for all order with over 100USD save 12USD

Naturalne pasty na pieczywo | Zdrowe pola

Naturalne pasty na pieczywo | Zdrowe pola

Każdy zapewne lubi dobrze zjeść, a jeżeli to połączyć ze zdrową żywnością ?? Czasem nie mam sił i ochoty stać nad kanapkami, kroić rzodkiewki i innych dodatków (choć uwielbiam takie kanapki ! ) i szukam alternatywy - zdrowej przede wszystkim. Staram się dobrze odżywiać i uczę tego swoją córkę, razem poznajemy nowe smaki i tym właśnie są naturalne pasty na pieczywo od Zdrowe Pola


Pastę mamy do wyboru aż w 7 wariantach:

- suszone pomidory i żurawina,
- dynia i lubczyk,
- biała fasola i siemię lniane,
- marchewka i czarnuszka,
- burak i suszona śliwka,
- pieczarka i pestki dyni,
- czerwona fasola i pestki malin; 


Najbardziej przypadł mi do gustu dynia i lubczyk i to po ten słoik najchętniej sięgałam. Jest tyle smaków do wyboru, że na pewno każdy z Was znajdzie swój ulubiony smak. Miałam wszystkie smaki do przetestowania oprócz buraka i suszonej śliwki. Można z tymi pastami fajnie skomponować śniadanie, posmarować pieczywo , ugotować jajko czy też pokroić awokado, posypać ziołami - ja w kuchni lubię eksperymentować.


PASTA WA:ŻYWO JEST PRODUKTEM NATURALNYM: NIE ZAWIERA KONSERWANTÓW, WZMACNIACZY SMAKÓW, GMO, SZTUCZNYCH BARWNIKÓW I AROMATÓW. Produkt należy przechowywać w miejscu zacienionym i chłodnym. Po otwarciu przechowuj w lodówce i spożyj w ciągu 48h
.
Podzieliłam się z sąsiadką tymi pastami i bardzo jej zasmakowały. Nawet pytała mnie gdzie można kupić, więc jeśli Was to interesuje to te pasty są dostępne w Rossmann i w Netto można je też dostać w Carrefour ich cena jest w granicach 5.60 zł . Oprócz chleba możecie pasty łączyć również z makaronem czy daniami mięsnymi, ja osobiście wolę na pieczywo i do makaronu. 

Lubicie takie pasty warzywne czy to raczej nie Wasze smaki ? 
Środek do czyszczenia piekarników i kuchenek | Faberlic

Środek do czyszczenia piekarników i kuchenek | Faberlic

Od dłuższego czasu szukałam idealnego produktu do wnętrz. Lubię sprzątać, ale jeżeli sprzątanie idzie szybko i gładko to tym bardziej jestem zadowolona nie tracąc czasu na szorowanie spalonego piekarniku czy garnku. Ostatnio dość głośno jest o firmie Faberlic i tyle co zdążyłam zauważyć to ludzie dzielą się na dwie grupy - na te co uwielbiają produkty z tej firmy i na tych co nie lubią, ale nawet ich nie przetestowali - tylko od razu piszą, że są be i fe. Ja sama musiałam przetestować, aby się przekonać. Dzisiaj pod lupę idzie środek do czyszczenia piekarników i kuchenek, ale nie tylko, bo garnki również wyszorowałam tym specyfikiem.


Zacznijmy od tego, że opakowanie ma pojemność 500 ml . Jedyne co mi przeszkadza to to, że opakowanie nie posiada atomizera , w moim odczuciu byłoby wygodniej niż wylewać produkt bezpośrednio z opakowania. Chociaż nie wiem czy dałoby radę wydobyć produkt psikając, bo ten środek do czyszczenia piekarnika jest dość gęsty. Ja na początku przetestowałam na garnku. Należy pamiętać, aby rzecz, którą chcecie wyczyścić musi być gorąca - wtedy będziecie mieć zadowalające efekty. 

Do garnka nalałam wody i zaczęłam grzać na palniku. Jak się woda zaczęła gotować wtedy ją wylałam, obróciłam garnek i polałam środkiem z Faberlic na miejsca, które chciałam wyczyścić. Następnie zostawiacie w tym stanie garnek na jakieś 10 minut . Pod wpływem tego ciepła widziałam jak środek do czyszczenia Faberlic rozpuszcza cały brud. Po tym czasie gąbką ścieracie te przypalenia i brud i garnek macie jak nowy. Jeżeli zabrudzenia są silne - czynność należy powtórzyć. Chociaż zauważyłam, że przy garnkach nie miałam większego problemu. 


Kolejną rzeczą, którą chciałam wyczyścić jest blacha, która jest dołączona przy piekarniku. Moja blacha była w totalnie opłakanym stanie. Nie powiem Wam dlaczego, bo nie wiem. Ten piekarnik wraz z blachą dostałam jeszcze po wujku i cioci, z którymi mieszkała, a ich córka (a moja kuzynka) uwielbiała piec, chociaż nie lubiła sprzątać to możliwe, że to po tym ta blacha została tak uwalona, bo ja mimo wszystko rzadko piekę. W każdym razie blachę dałam do piekarnika, nagrzałam ją , a następnie tak jak w przypadku garnka polałam blachę środkiem do czyszczenia piekarników i kuchenek. Zostawiłam na jakiś czas, wyjęłam z piekarnika i zaczęłam szorować. Byłam bardzo zadowolona z efektów. Jedynie co to tylko w brzegach / w rogach blachy nie domyłam, bo było mi ciężko, ale mimo wszystko sam środek blachy - WOW !!

Koszt takiego produktu wynosi 18,50 zł , a w przecenie możecie go kupić za 14,50 zł. Ja jestem mega zadowolona. Jedynie piekarnika nie wyczyściłam, bo mam uwalone ściany piekarnika i nie wiedziałam za bardzo jak mam wyczyścić - wiecie, jakby to miało atomizer to psikacie, a tu jednak trzeba wylewać produkt na gąbkę i pocierać ściany piekarnika , dla mnie trochę za dużo zachodu i nie chciało mi się szczerze mówiąc, ale takie sprzątanie piekarnika mam w planach. Dół piekarnika wyczyściłam i ten środek dał radę !! 

Polecam każdemu kto lubi porządek, czystość i boryka się z przypaleniami i zabrudzeniami. O wiele lepiej mi się żyje odkąd mam ten produkt :D , garnki wyglądają jak nowe ze sklepu, jestem mega zadowolona ! 

Jeżeli chcecie sami zrobić zakupy to zapraszam - FABERLIC.
Kosmetyki do twarzy z Aliexpress | Lanbena

Kosmetyki do twarzy z Aliexpress | Lanbena

Z Aliexpress swego czasu zamawiałam sporo rzeczy, ale bardziej popierdółki aniżeli kosmetyki, trafiła się okazja, aby przetestować kosmetyki i z lekkim wahaniem postanowiłam spróbować. Wybrałam dwa produkty do twarzy, jeden znam z zamawiania go na innych chińskich sklepach. Walczę z wągrami, więc wiedziałam co chcę przetestować. Ciekawi? Zapraszam dalej.


Czarna maska peel-off. Właśnie z tym produktem miałam wcześniej styczność, ale ta od Lanbena jest zdecydowanie lepsza, choć troszkę dłużej zastyga, ale mi to nie przeszkadza. Produkt nakładam na nos i policzki, bo tam u mnie najgorzej jeśli chodzi o wągry, a czasem też nakładam na brodę. Na czoło mi się nigdy nie chce. Tym razem zaczęłam nakładać maskę pędzlem, zawsze nakładałam palcami. Maska jest czarna i gęsta. Jak zastygnie to ściągamy jak plaster, niektórzy mówią, że ich to boli ja mam chyba spory próg bólu i tego nie czuję aż tak, właściwie lubię ją ściągać :D . 


Oczyszczająca maska do twarzy, lubię testować takie produkty. Do tej maseczki została dołączona taka mała szpatułka, która ma nam pomóc rozprowadzać kosmetyk po twarzy. Tutaj konsystencja jest porównywalna do błota , fajnie się nakłada i nie ma problemu ze zmyciem. Na mnie fajnie działają te kosmetyki z Aliexpress od Lanbena i chętnie sięgnę jeszcze po coś innego. Maska pozwala dogłębnie oczyścić pory, chociaż bym uważała z tym słowem "dogłębnie", bo jeszcze nie znalazłam produktu, z którego byłabym zadowolona w 100%. U mnie to chyba tylko zabiegi kosmetyczne mogą pomóc. 



Wiem, że są osoby, które maja opory przed kupnem chińskich kosmetyków. Do twarzy o dziwo się nie boję, ale jakieś produkty do zębów czy żeby sobie coś wstrzykiwać to już bym się bała. Oba kosmetyki fajnie się sprawdziły, cera po nich gładka, miękka, ale z tym oczyszczaniem to u mnie jest mega problem, testowałam sporo kosmetyków i to wszystko daje efekt na chwilę. Ciężko jest dbać o cerę mieszaną i do tego już z widocznymi porami. Mimo wszystko staram się dbać jak najlepiej i chętnie testuje oczyszczające produkty do twarzy.

Zamawiacie kosmetyki z chińskich sklepów czy macie obawy ?? 
Miód malina witamina | Anna Bee

Miód malina witamina | Anna Bee

O odporność dziecka dbam od samego początku, ja niby jakąś tam dobrą odporność mam, bo rzadko choruje, ale wiem, że brakuje mi witamin , a moje ostatnie przygody ze szpitalami, wycięciem raka skłoniło mnie do przemyśleń i do zmiany trybu życia. Zaczęłam bardziej dbać o siebie, o swoje ciało i przede wszystkim o swój organizm. Spora część z Was podaje dzieciom miód (np. w herbacie), sok z malin (czy jakiś inny) albo witaminę C. A gdyby tak połączyć te trzy składniki w jeden syrop ? To możliwe dzięki syropowi miód malina witamina od Anna Bee . 


Miód Malina Witamina to możliwość przyjmowania 1000 mg w jednej łyżeczce. Dzięki temu możemy przyjąć w łatwy sposób mega dawkę witaminy C. Jest to łagodny środek dla naszego żołądka i co najważniejsze jest to przepyszny środek dla naszych dzieci. Pojemnoś: 250 ml i 500 ml. Ja akurat mam dwa opakowania po 500 ml . Nie znajdziemy tutaj żadnych zbędnych składników. Syrop zawiera miód, witaminę C i maliny- wszystkie składniki pomagające zwalczać infekcję, a także podnosić odporność organizmu. Ciężko jest przedawkować witaminę C. Każdy oczywiście potrzebuje innej dawki. Łatwo sprawdzić ile dawki potrzebujemy- jeśli czujemy się lepiej i nie obserwujemy żadnych skutków ubocznych to znak, że dana dawka jest dla nas odpowiednia. Kwas askorbinowy nie jest toksyczny, jednak przyjmowany w zwiększonych ilościach może wywoływać dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego. Mogą to być nudności, biegunka, wymioty lub wysypka skórna. Zazwyczaj jego nadmiar wydalany jest z organizmu wraz z moczem.

Syrop warto również zażywać profilaktycznie, by zwiększać odporność organizmu i zapobiegać pojawianiu się infekcji wirusowych. Warto też wspomnieć, że witamina C to nie tylko cudowny lek na przeziębienia i wspomagacz odporności, ale także jest skutecznym przeciwutleniaczem, który zapobiega procesom starzenia, poprawia pracę układu krążenia, działa przeciwnowotworowo oraz bierze udział w procesie tworzenia kolagenu, dzięki czemu ma wpływ na sprawne stawy i mocne kości. Niedobór tej witaminy może przyczynić się do ogólnego osłabienia organizmu, osłabienia naczyń włosowatych, rozwoju szkorbutu, bólu w mięśniach i stawach, zmian w kościach i chrząstkach, krwawienia z dziąseł, trudności w gojeniu się ran, czy złej wchłanialności żelaza. 

Zażywając miód malina witamina czuję, że mam więcej energii, mniej choruje. W ofercie są również inne produkty, więc warto zajrzeć. 

A Wy co robicie dla swojego zdrowia ?


Shinybox luty 2019 | Loveliness

Shinybox luty 2019 | Loveliness

Przyszła pora na recenzję lutowego boxa od Shinybox, która nosi nazwę "Loveliness" . Trochę produktów już przetestowałam, więc jeżeli jesteście ciekawi jak wypadł u mnie ten box to zapraszam.


Biotaniqe, Serum liftingujące [ 31,99 zł / 30ml] -  Moja cera bardzo lubi produkty zawierające śluz ślimaka. Skład serum jest całkiem przyjemny, więc mam nadzieję, ze się sprawdzi przy dłuższym używaniu. Produkt ma bardzo lekką, nietłustą konsystencję i szybko się wchłania. Klei się niewiele i tylko przez parę chwil, co mnie bardzo cieszy, bo nie lubię kosmetyków zostawiających lepką warstwę. Serum ma delikatny, troszkę owocowy zapach. Nie wysusza, delikatnie nawilża, ale czy liftinguje będę mogła powiedzieć dopiero za miesiąc lub dwa. 


Bell Hypoallergenic, Bronze Powder [ 16,99 zł/szt] - osobiście dla mnie za dużo ostatnio kosmetyków Bell w tych pudełkach, nie mniej jednak lubię firmę, ale chciałabym przetestować coś nowego. Tym razem Shiny proponuje bronzer w kompaktowym opakowaniu, które dobrze leży w dłoni i wygodnie się otwiera. Dobrze się je blenduje, więc konturowanie przebiega bez problemów. Uda się nawet tym dziewczynom, które nie mają wprawy w pracy z bronzerem. 


Biovax, odżywka do włosów [ 9,99 zł / 150 ml] - bardzo lubię produkty Biovax. Miałam odżywkę w piance od nich, ale akurat inny wariant, tego jeszcze nie miałam okazji testować, więc fajnie, że pojawiło się w pudełku coś co pomimo, że znam to akurat nie miałam okazji testować tego wariantu. Odżywka ma genialny zapach, niczym drogie perfumy. Jest też dość treściwa wbrew pozorom. Niby  to konsystencja lekkiej pianki, ale po rozsmarowaniu mamy lekko tłustawy krem. Po użyciu moje włosy lepiej się rozczesują, póki co jestem zadowolona z tego produktu.


Revers, puder rozświetlający [ 9,99zł / szt]nadaje zdrowy, promienny i wypoczęty wygląd. Optycznie odmładza twarz, nie pozostawia smug oraz nie zmienia odcienia podkładu. Całkiem przyjemny produkt, ale bardziej do stosowania latem na całe ciało, ponieważ zawiera trochę widoczne drobinki mikrobrokatu, z którymi nie do końca komfortowo czułabym się na szczytach kości policzkowych.


7th heaven, maseczki błotne oczyszczające [ 48,00zł / 8 szt]oczyszcza skórę twarzy oraz eliminuje małe niedoskonałości. Nadaje efekt odświeżenia i zmatowienia skóry. Aloes, wiesiołek i oczar wirginijski działają kojąco oraz nawilżająco. Tym razem mamy cały miesiąc na testowanie i ocenienie, czy faktycznie nam się to podoba. Lubię maseczki błotne i z pewnością podejmę wyzwanie!



Multi BioMask Nutritive&Ultra Clean [4,99 zł / 2x5ml] - Poprzednia maska tego tupu bardzo dobrze się u mnie sprawdziła, więc tą wersję też z chęcią przetestuję. Obie połówki są bardzo interesujące. Ta saszetka to połączenie dwóch maseczek, aktywnie odżywczej z olejem z opuncji, która nawodni i ujędrni skórę, a także maski oczyszczającej z kaolinem oraz aktywnym węglem. Ta saszetka świetnie nadaje się do tzw. multimaskingu, czyli sposobu pielęgnacji skóry, który polega na jednoczesnym nakładaniu kilku maseczek na twarz. Polega on na nakładaniu różnych maseczek na różne partie twarzy w zależności od konkretnych potrzeb. Najlepiej sprawdza się w przypadku cery mieszanej.


Masmi, Organic Feminine Hygiene Kit [6,79 zł/zestaw] - w zestawie otrzymujemy wkładkę, podpaskę i tampon. Produkt travel size. Jest to najzdrowsza alternatywa dla zwykłych podpasek, wkładek i tamponów. Produkty MASMI w całości wykonane są z najwyższej jakości certyfikowanej bawełny organicznej (włącznie z wkładem pochłaniającym!). Nie zawierają substancji zapachowych, celulozy, wiskozy ani dioksyn, które mogą podrażniać delikatną skórę okolic intymnych. Produkty Masmi dostępne są w drogeriach Rossmann oraz online.


W pudełku znalazłam również  próbkę kremu nieznanej mi francusko-koreańskiej marki, którą chętnie przetestuję. Kosmetyki tej firmy możecie kupić w drogerii OLMED. Dodatkowo mam dla Was rabat w postaci 10% na hasło "SHINYOLMED". Bon możecie wykorzystać do 31/03/2019 ! 


I tak prezentuje się pudełko LOVELINESS. Ogólnie jestem zadowolona , ale dla mnie za dużo maseczek (chociaż uwielbiam, ale musiałabym codziennie robić, aby zużyć!) i chętnie widziałabym coś innego niż Bell ! Może więcej produktów z Biotanique, a Wy co sądzicie ??

Jakiś produkt zwrócił Waszą uwagę? 
Playboy za sterami | Vi Keeland, Penelope Ward

Playboy za sterami | Vi Keeland, Penelope Ward

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzję książki "playboy za sterami". Bardzo lubię duet Keeland & Ward, więc z wielką chęcią sięgam po kolejne pozycje. Z córką teraz chore jesteśmy to i więcej książek czytam, także spodziewajcie się więcej recenzji ! :)
TYTUŁ: Playboy za sterami
AUTOR: Vi Keeland, Penelope Ward
TŁUMACZENIE: Marta Czub
WYDAWNICTWO: Editio Red 
GATUNEK: Erotyk / romans

OCENA: 8/10


Ten duet autorki potrafi przyprawić o zawrót głowy. Autorki już wcześniej udowodniły, że łącząc siły są w stanie zawojować literaturę kobiecą i napisać historię niby taką jak wszystkie - trochę znajomą, trochę schematyczną, a jednak przebojową, zabawną, emocjonującą, taką którą czyta się z przyjemnością po ciężkim dniu pracy. Kto z nas nie szuka czegoś lekkiego, sympatycznego, co umili nam czas i nie zamęczy niepotrzebnymi dramatami? Autorki wychodząc naprzeciw naszym oczekiwaniom stworzyły kolejną część w serii, którą warto poznać.

W "Playboyu za sterami" poznajemy Kendall Sparks, piękną i bogatą dziewczynę, która znalazła się na życiowym rozdrożu, musząc podjąć jedną z najważniejszych decyzji odnośnie swojej przyszłości. Chcąc uciec od nieuchronności niedokonanego jeszcze wyboru, zamierza wybrać się w podróż. I tak czekając w lotniskowym barze i szukając miejsca swojej destynacji, przypadkowo poznaje przystojnego pilota Cartera Clynesa. Ich flirt w barze składnia Kendall do spontanicznej podróży do Barcelony, samolotem linii American Airlines, którego pilotuje nie kto inny jak Carter a ich losy na zawsze się ze sobą splatają.

"Jeśli chcesz zmienić świat, lub dokonać przełomu, nie trzeba jechać daleko. Wystarczy poszukać we własnym podwórku osób, które cię potrzebują."
Kendall początkowo bardzo mnie denerwowała, wydawała się bogaczką, która za nic ma problemy zwyczajnych ludzi. Szybko jednak zmieniam zdanie na jej temat. Kobieta ma bowiem tajemnicę, która sprawia, że zamyka się na problemy innych. Carterowi udaje się zdobyć jej zaufanie i prędko stają się dla siebie oparciem w trudnych chwilach.

Bardzo ciekawą postacią był też Carter. Jego przeszłość wielokrotnie przypominała o sobie w trakcie akcji powieści, co wielokrotnie nadawało dynamiki wydarzeniom. Przed Kendall mężczyzna ujawnia swoją prawdziwą naturę, która okazuje się nieco inna, niż ta, o którą podejrzewano by tytułowego „Playboya”. Autorki w ten sposób pokazały, jak krzywdzące może być ufanie jedynie pozorom, a także jak ważne jest, aby pozwolić poznać siebie w naszym naturalnym środowisku.

Kolejną rzeczą, która się autorkom udała to wpleciony w fabułę motyw podróży. Można ją rozumieć dosłowniebohaterowie w przeciągu kilkunastu godzin, przenoszą się z miejsca na miejsce, poznają różne kraje i różnice kulturowe. Można ją rozumieć także metaforycznie: Carter i Kendall nastawieni są na tu i teraz, nie przejmując się upływającym czasem, cieszą się swoim towarzystwem. Z kolejnymi stronami jednak wydają się dojrzewać na oczach czytelnika, zdawać sobie sprawę z własnej samotności i pragnienia, aby znaleźć swoją bezpieczną przystań. Oboje desperacko pragną zmiany w swoim życiu, choć zdają sobie z tego sprawę dopiero jak się poznają. Sami nie potrafili niczego zmienić, ale razem starają się to rozpracować i zmienić swoją przyszłość, nie zapominając o swojej przeszłości.

Wielokrotnie łapałam się na tym, że zastanawiałam się, kiedy Kendall w końcu wyrzuci Carterowi jego przeszłość. Ona jednak uparcie wykazywała się zrozumieniem i empatią. Choć nie można powiedzieć, aby w jej reakcjach brakowało zazdrości, nie da się ukryć, że bardzo trudno było ją wywołać. Czasem było to aż irytujące, ale przez to wywoływało jeszcze większą gamę uczuć i zachęcało mnie do dalszego poznawania losów bohaterów.

Bohaterowi w niej wykreowani są realni, tacy z krwi i kości. Kendall pomimo tego, że jest zagubiona, nie jest pustą pięknością, za którą ją wcześniej uważałam - podążającą ślepo za przystojnym podrywaczem. Targają ją wątpliwości i nieznajomość własnych uczuć. Carter z kolei nie jest tylko skaczącym z kwiatka na kwiatka playboyem, a młodym mężczyzną, który szuka swojego miejsca i celu w życiu. 

"Playboy za sterami"  to lekka i przyjemna powieść, która rozładuje napięcie po ciężkim dniu. Zabawi nas scenami żywcem z harlequina, by jednocześnie wpleść w to wszystko trochę życiowej prawdy. Zabierze nas w podróż do Brazylii, Dubaju, Amsterdamu czy Florydy. Rozbawi, wzruszy i wzbudzi odrobinę nadziei, gdy do głosu zostanie dopuszczona miłość największa z możliwych. Czy Playboy pozwoli się usidlić? Czy stojąca na rozdrożu Kendall podejmie słuszną decyzję? Przekonajcie się sami.

Płyn micelarny Resibo | Prettify

Płyn micelarny Resibo | Prettify

Od długiego czasu byłam bardzo ciekawa kosmetyków firmy Resibo, ale jakoś nie mogłam się zabrać za testowanie. Od razu przyciągnęła mnie szata graficzna produktów jak i to, że kosmetyki Resibo są naturalne. Kosmetyki są w 100% wegańskie i zostały wyróżnione znakiem jakości VEGE. Certyfikat ten przyznawany jest firmom oferującym usługi najwyższej jakości, zgodne ze stylem życia wegan i wegetarian. I tak o to zdecydowałam się na płyn micelarny, który zamówiłam ze strony prettify


Płyn otrzymujemy zamknięty w plastikowej butelce o pojemności 150 ml. Butelka zakończona jest atomizerem, dlatego możemy spryskać twarz bezpośrednio albo zmoczyć wacik i dopiero wtedy przystąpić do demakijażu. Szata graficzna opakowania jest bardzo minimalistyczna. Mi bardzo przypadła do gustu. Zresztą uwielbiam minimalizm. 

Skład: Aqua, Glycerin, Propanediol, Panthenol, Caprylyl/Capryl Wheat Bran/Straw Glycosides, Fusel Wheat Bran/Straw Glycosides, Mannitol, Lecithin, Salvia Officinalis Leaf Extract, Sodium PCA, Sodium Lactate, Sodium Cocoyl Glutamate, Polyglyceryl-5 Oleate, Glyceryl Caprylate, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum

Najważniejsze aktywne składniki w tym kosmetyku to ekstrakt z liści szałwii lekarskiej (działanie antybakteryjne i przeciwzapalne), sól sodowa kwasu mlekowego (nawilża), gliceryna roślinna, D panthenol (łagodzi podrażnienia, regeneruje) oraz roślinny propanediol (nawilża i działa antybakteryjnie).

Na początku ciężko mi się było przyzwyczaić do zapachu, ponieważ jest to ziołowy zapach, ale dość szybko go polubiłam a fakt, że świetnie zmywa mój makijaż to zapach schodzi na dalszy plan, zresztą jest delikatny, ale daje się wyczuć ten ziołowy zapach, więc nie każdemu może pasować. Przy regularnym stosowaniu zauważyłam, że mam mniejsze problemy z zaskórnikami, a to moja zmora. Sprawdzałam go też na oczach i dobrze radzi sobie z maskarą. Cera po użyciu jest miękka i lekko nawilżona. To nawilżenie mnie bardzo urzeka, bo zazwyczaj po płynach micelarnych mam uczucie suchości i naciągnięcia skóry.

Dodatkowo mam dla Was kupon o treści: testujzpa2ul. Upoważnia on do 15% rabatu na cały asortyment (nie łączy się z innymi promocjami). KLIK || Płyn micelarny możecie kupić TU

Używaliście coś z firmy Resibo ??
Przedłużanie paznokci bazą Repair | NC Nails Company

Przedłużanie paznokci bazą Repair | NC Nails Company

Przyszedł czas na mnie... ta, która się broniła rękoma i nogami, że n i g d y sobie nie zrobi hybryd - zrobiłam. W moim przypadku musiałam przedłużyć paznokcie, bo mam paskudny nawyk ich obgryzania - od dzieciństwa na tle nerwowym. Jakiś czas temu przyszedł do mnie cały starter od NC Nails Company , którym to mogłam wyczarować sobie nowe paznokcie - piękne i długie, no takiej średniej długości na początek ! Naoglądałam się filmików jak przedłużać i myślałam, że to takie proste. Nawet nie wiecie jak się myliłam. Codziennie przez około 2 tygodnie sobie ćwiczyłam, a ćwiczyłam bazą Repair właśnie od NC.


Może zacznijmy od początku gdzie musiałam przede wszystkim odczekać chwilę, aby chociaż moje paznokcie troszkę urosły. Męczyłam dwie koleżanki co , jak, po co, w jakiej kolejności - tu dla Was ukłon Zuza & Marina i dziękuje za wszelkie wskazówki i porady! Potem przyszedł czas na spiłowanie paznokci i zmatowienie płytki. Szablony również mam od NC i bardzo polecam. Przede wszystkim podoba mi się w nich to, że są narysowane kształty , a tu UWAGA - wcześniej testowałam budowanie paznokcia na jakiś chińskich szablonach i za cholerę nie mogłam sobie poradzić - a ze szablonami od NC jest o wiele prościej. Warto dodać, że szablon jest naprawdę bardzo dobrej jakości i ten klej mocno trzyma, aż sama w szoku byłam. Kompletnie nie ma porównania pomiędzy tymi dwoma szablonami - od NC i jakiś najtańszy chiński. 



Przyszła pora na bohatera dzisiejszej recenzji , czyli baza Repair , która jest bardzo plastyczna, a jednocześnie twarda i odpowiednio odporna na uszkodzenia niż tradycyjne bazy hybrydowe. Dzięki innowacyjnej recepturze Repair Base przedłuża naturalną płytkę. Dodatkowo jest produktem uniwersalnym, można ją stosować jako bazę do żeli. Aplikowana jest z buteleczki z bardzo dobrze wyprofilowanym pędzelkiem, przeznaczonym do tego typu produktu. Dodatkową zaletą tego produktu jest to, że możemy go otrzymać aż w dwóch wariantach pojemności - 6 ml i 11 ml, ja oczywiście mam tą mniejszą. 





Nie chciałam na samym początku robić jakiś bardzo długich paznokci zwłaszcza, że nie wiedziałam czy sobie z nimi poradzę, bo wiadomo - sprzątanie, gotowanie, mycie naczyń itp. i tak z tymi co miałam na początku było mi ciężko, ciężko się przyzwyczaić, ale polubiłam to. Pomimo tego, że paznokcie obgryzam to fajnie w końcu było mieć ładne dłonie. Nie mniej jednak przedłużanie idzie mi ciężko i mogę się domyślać, że na naturalnej płytce cały proces zrobienia hybryd jest znacznie szybszy i łatwiejszy. Moje paznokcie wytrzymały 3 tygodnie. Po tym czasie miałam niezłe odrosty i do tego jeden paznokieć zaczął mi się łamać. 

Na razie posiadam tylko dwa kolory, ale bardzo fajnie się z nimi pracuje i jestem zadowolona. Z czasem mam nadzieję, że uda mi się rozszerzyć bazę kolorów. Do zrobienia tych paznokci użyłam koloru light pink. Niestety nie udało mi się go połączyć z barbie pink i najwyżej kiedy indziej pokaże Wam jaki kolor wyszedł :D. 



Oczywiście całość wykończyłam topem nabłyszczającym - Shine Star , nie wiedziałam czego się spodziewać, bo to było moje pierwsze podejście do hybryd. Paznokcie miały piękny błysk i były odporne na zarysowania. Zdecydowanie ten produkt zostanie u mnie na dłużej. 

Od znajomej pożyczyłam pyłek, bo bardzo mi się podobają i o wiele lepiej się prezentują paznokcie. Pyłków nie mam żadnych, zdobień za bardzo też nie umiem robić, ale na naukę nigdy nie jest za późno, prawda ?? 


I tak na koniec jedyne czego mi brakowało to informacji na opakowaniach na ile minut mam daną rzecz trzymać pod lampą. Dla kompletnego laika, który ma zerowe pojęcie o robieniu paznokci szukanie na stronie internetowej nie jest czymś fajnym. Nie zawsze mam komputer włączony, a mój telefon żyje własnym życiem, a tak - tylko bym spojrzała na opakowanie i "aha, top nabłyszczający 2 minuty" - takie udogodnienie byłoby dla mnie zbawieniem. 

Do zrobienia paznokci został użyty również cleaner i waciki bezpyłkowe, które sprawdziły się cudownie. Do zdjęcia hybryd użyłam acetonu, ale tu miałam więcej problemu, ponieważ przydałyby mi się te klipsy , które trzymają wacik. Cała procedura usunięcia hybryd to była jak droga przez mękę, bo musiałam wszystko spiłować - uwierzcie, zmęczyłam się po dwóch paznokciach i dwa dni chodziłam bez dwóch paznokci przedłużanych haha. Tutaj niezastąpiona byłaby frezarka. 


Lubicie robić hybrydy ?
I jak się Wam podoba mój efekt końcowy? Skórki mam tragiczne, wiem. Może i za krótkie te paznokcie sobie zrobiłam, ale jak pisałam wcześniej - na pierwszy raz gdzie nigdy nie miałam styczności z przedłużanymi paznokciami nie chciałam przesadzić, chciałam zobaczyć jak to jest i wiem, że będę robiła częściej. Na razie odpoczywam od hybryd i próbuje nie obgryzać, czekam aż mi urosną moje naturalne. 
Copyright © 2014 Testowanie z pa2ul , Blogger