Nowe kolekcje lakierów hybrydowych DOLLS TEAM & Romance Wedding | NC Nails Company

Nowe kolekcje lakierów hybrydowych DOLLS TEAM & Romance Wedding | NC Nails Company

Ci co mnie czytają to wiedzą, że jestem dopiero na początku swojej drogi z hybrydami, ale teraz nie wyobrażam sobie inaczej. Hybrydy trzymają mi się 3 tygodnie, po tym czasie mam niezłe odrosty i dodatkowo zawsze coś mi się musi stać,albo jakiś paznokieć mi odpadnie czy się ułamie. NC Nails Company wprowadziło nową kolekcję lakierów DOLLS TEAM & ROMANCE WEDDING. Naprawdę żałuję, że nie mam całej kolekcji tylko trzy lakiery, bo są cudowne ! Jak zobaczyłam kolory od razu na myśl przyszła mi wiosna (dolls team), a przy kolekcji ślubnej to są różne odcienie różowego wpadające albo w jaśniejsze albo ciemniejsze tony . Póki co trzymam się kolorów niebieski, szary i róż , ale myślę o wprowadzeniu koloru żółtego czy pomarańczowego na swoje paznokcie, ale to może z czasem :D . 


Kolory, które ja wybrałam to:

- I love you - oczywiście u mnie nie może zabraknąć różu , i o ile kiedyś tego koloru nie znosiłam tak teraz uwielbiam. Jest to kolor z kolekcji romance wedding.

- Hush Hush Baby - niebieski lakier hybrydowy, mnie od razu zachwycił i właśnie ten kolor połączyłam sobie z pyłkiem i lakierem różowym. Lubię takie połączenia.

- Honeymoon beige - ten kolor również jest z kolekcji romance wedding, jest to odcień szarości z mieniącymi się drobinkami. 

Paznokcie obgryzam , więc muszę przedłużać swoje i robię to dzięki bazie od NC, która spisuje się u mnie rewelacyjnie. Jestem bardzo zadowolona z efektu i na razie idę po małej linii oporu, czyli same kolory + ewentualnie pyłek, ale zachwycają mnie różne zdobienia paznokci i może z czasem też będę takie miała. 

Z lakierów z tej firmy jestem zachwycona, pędzelek cudownie sunie po płytce paznokcia, i u mnie wystarczą czasem i dwie warstwy lakieru i jestem piękne krycie. Przy jaśniejszych kolorach to są i nawet trzy warstwy. 




Marzą mi się pyłki i chęć przetestowania pyłków na różnych kolorach. Pyłek pożyczony, ale również jest z firmy NC Nails Company. Na razie nie miałam okazji przetestować szarego koloru z drobinkami, bo jakoś nie mam na niego pomysłu, dla mnie troszkę za jasny jest i musiałabym go połączyć z innym kolorem. 

I jak się Wam podoba efekt? 
Milioner i bogini | VI Keeland, Penelope Ward

Milioner i bogini | VI Keeland, Penelope Ward

Pewnie już doskonale wiecie, że ostatnio pokochałam duet Vi Keeland i Penelope Ward! "Milioner i bogini" to przepiękna, pełna humoru opowieść o miłości, która narodziła się między ludźmi z różnych światów. O konsekwencjach wyborów sprzed wielu lat, o skutkach kłamstw wypowiadanych w dobrej wierze, o cierpliwości, przyjaźni i odwadze. To także historia o pożądaniu i namiętności, pełna zaskakujących zwrotów akcji, uśmiechów, łez i radości. Nie oderwiesz się od niej , gwarantuje Ci to. Książkę udało mi się wygrać na aukcji Alimero




TYTUŁ: Milioner i bogini ( Mister Moneybags )
AUTOR: Vi Keeland, Penelope Ward
TŁUMACZENIE: Marta Czub
WYDAWNICTWO: Editio Red
GATUNEK: Romans
OCENA: 9/10

Bianca i Dexter poznali się w dość niecodziennych okolicznościach.. w windzie.. która się na dodatek zepsuła. Od pierwszego spotkania coś ich do siebie przyciągało, jednak z pewnych powodów Dex nie przedstawił się swoim prawdziwym imieniem... Strach przed odrzuceniem? Być może. Ale kłamstwo ma krótkie nogi, prawda?

Dex od razu zrozumiał, że przypadek zetknął go z absolutnie wyjątkową kobietą. Była śliczna, odważna i pełna ognistego temperamentu, a dodatkowo doskonale wiedziała, czego chce. Przy okazji zdradziła mu, że nie znosi ludzi pokroju Dextera Truitta — zbyt bogatych i snobistycznych, a przy tym bezwzględnych i zapatrzonych tylko w siebie. Mężczyzna co prawda miał inną opinię na swój temat, ale nie chciał ryzykować konfrontacji w windzie: przedstawił się jako Jay i skłamał, że jest kurierem.

Bianca zaczęła się z nim umawiać. Chłopak spodobał się jej jak nikt dotąd. Zaiskrzyło od razu. W tym samym czasie Dexter udzielił jej drogą mailową obiecanego wywiadu, jednak potem nie zerwał kontaktu. Bianca i Dex są wyraźnie sobą zafascynowani. Pod wpływem impulsu mężczyzna jednak ucieka się do kłamstwa, które może wszystko zniszczyć. Czy miłość okaże się wystarczająco silna, aby Bianca wybaczyła mu oszustwo?
Jest piękna fizycznie. Tak jak wiele kobiet. Ale potrzeba czegoś więcej niż ładnej twarzy, żebym oszalał na czyimś punkcie.”
Sądziłam, że "Milioner i Bogini" to będzie erotyk, chociażby po samej okładce, a także sugestywnym tytule, i myślałam, że być może nie znajdę tu nic wartościowego. Nic bardziej mylnego! Chociaż autorki nie szczędziły na sprośnym języku, a chemię między bohaterami można było ciąć nożem, tak naprawdę w całej książce była tylko jedna prawdziwa scena seksu. W sumie jestem zaskoczona, że w ciągu tak krótkiej książki tak wiele się działo i nigdy nie czułam, że akcja jest pośpieszana. Wszystko zostało bardzo dobrze opracowane, a w rezultacie autorki stworzyły naprawdę świetną, wciągającą, zabawną, seksowną, pełną zawirowań powieść, która okazała się wcale nie być banalna. I chociaż ciągle pojawiały się jakieś dramaty, to ta powieść okazała się być w pewnym sensie bardzo pozytywna, lekka, wskazująca na drugą, lepszą stronę mrocznych sytuacji. Najlepsze były rozmowy Dexa z jego psem, Bandytą, nigdy się tak nie uśmiałam!

Według mnie autorki stworzyły genialnych bohaterów. Każdy z nich jest inny i bardzo charakterystyczny. Bianca to kobieta zadziorna, twardo stąpająca po ziemi i wiedząca czego chce od życia. Pochodzi z rozbitej rodziny, a jej kontakt z ojcem jest bardzo ograniczony. Nie zna całej prawdy, cały czas była karmiona kłamstwami i za zaistniałą sytuację oskarża właśnie ojca. Jeżeli chodzi o Dexa , no to cóż… to mój kolejny książkowy ideał. Ale naprawdę jego postać jest po prostu świetna. To mężczyzna, którego nie sposób nie pokochać. Jego całe dzieciństwo wypełnione było kłamstwami, a on stara się żyć zupełnie inaczej. Jednak gdy spotyka na swojej drodze ponętną i seksowną Biancę sam wikła się w ogromne kłamstwo, które może zniszczyć, to co pomiędzy nimi zaczęło się dziać. Nic więcej na ten temat Wam nie piszę, bo popsułabym Wam całą przyjemność z czytania. Nadmienię tylko, że autorki strasznie namieszały w życiu bohaterów i po prostu postawiły ich pod ścianą. Ich sytuacja była nie do pozazdroszczenia, a winę za nią ponosili ich rodzice, którzy w przeszłości cały czas kłamali i oszukiwali. Czy czeka ich HAPPY END? Dowiecie się tego czytając "milioner i bogini".
Podkład matujący - ALL MATT PLUS | Catrice

Podkład matujący - ALL MATT PLUS | Catrice

Z firmą Catrice już miałam wcześniej styczność, ponieważ posiadam korektor, który bardzo lubię. Postanowiłam, że do kompletu przetestuję podkład i tak trafiło na podkład matujący ALL MATT plus o numerze 010, light beige. 


Buteleczka jest szklanka o pojemności 30 ml, górne wieku wykonane jest z dobrego plastiku, a dozowanie podkładu to wygodna pompka, która ułatwia nam wydobycie produktu. Dodatkową zaletą jest przezroczyste opakowanie dzięki czemu widzimy ile podkładu nam ubyło .Głównym zadaniem podkładu jest neutralizowanie świecenia skóry z pigmentami odbijającymi światło. Dzięki pigmentom uzyskujemy satynowo - matowe wykończenie a nasza cera powinna być ujednolicona. Formuła podkładu jest nawilżająca i niezapychająca, testowany dermatologicznie. 

Naturalne odcienie: nowy podkład All Matt Plus - Shine Control Make Up działa jak druga skóra. Niechciany połysk jest pod kontrolą, cera jest zmatowiona, a skóra odpowiednio nawilżona. Jednocześnie podkład z formułą beztłuszczową zapewnia długotrwały makijaż, który tuszuje drobne niedoskonałości skóry. Odbijające światło pigmenty zapewniają jedwabiście matowe wykończenie i idealnie świeży wygląd



Samo działanie uważam za bardzo dobre! Krycie ma średnie, ale mnie w 100% takie odpowiada, nie lubię, gdy podkład jest zbyt ciężki, a nie mam też ogromnych problemów z cerą, żebym wymagała czegoś lepszego. Pokrywa większość niedoskonałości, całkiem nieźle zachowuje się na rozszerzonych porach i sprawia, że stają się mniej widoczne. Nie wchodzi w załamania, wygląda na buzi na prawdę dobrze! Dlatego uważam, że na co dzień, nawet na cieplejsze dni jest odpowiedni. Matuje mnie na jakieś 3-4 godziny, z bazą wytrzymuje o wiele dłużej. 

Mimo lekkiej obawy, czy podkład nie przesuszy mojej skóry, spotkało mnie miłe zaskoczenie. Podkład Catrice All Matt Plus towarzyszy mi w codziennym makijażu, często również mieszam go z innymi produktami w zależności od nastroju i potrzeb. Świetnie łączy się zarówno z innymi podkładami jak i z korektorami czy pudrami. Lekki, a jednocześnie dający dobre krycie podkład sprawia, że mój makijaż wygląda pięknie przez cały dzień!

Gdzie zakupiłam podkład Catrice? Dostępny jest na stronie kosmetykizameryki.pl w cenie 24,99 zł. Serdecznie polecam, bo podkład wart uwagi ! 

Testowaliście podkłady Catrice?
Shinybox marzec 2019 | Beauty Queen

Shinybox marzec 2019 | Beauty Queen

Kolejny miesiąc za nami , a ja przychodzę do Was z recenzją marcowego pudełka Shinybox o nazwie "Beauty Queen", ale czy będzie po królewsku ? Tego dowiecie się dalej. Przede wszystkim w tej edycji szacun za opakowanie, fajna szata graficzna, która przyciąga uwagę i po czymś takim spodziewałabym się fajnego wnętrza. Czy zawartość boxa mnie usatysfakcjonowała? Zapraszam.


Wkładki ekologiczne z paskiem anionowym Gentle Day [8,90zł/15szt], travel size - z tą marką już miałam wcześniej styczność i jak najbardziej polecam ! Szata graficzna mnie urzekła, ale czy takiego produktu bym oczekiwała w beauty boxie ? Bawełniana warstwa nie podrażnia skóry w trakcie codziennego stosowania, a przepuszczająca powietrze podstawa zapewnia uczucie świeżości i komfortu. 


Fluid do włosów farbowanych O'Herbal [19,99zł/50ml] - ten produkt to dodatek za wydłużony czas oczekiwania na paczkę, włosów nie farbuję, więc kosmetyk oddałam. Jego zadaniem jest regenerowanie włosów osłabionych farbowaniem oraz ochrona koloru. Należy nakładać go na wilgotne włosy i nie spłukiwać. 


Pielęgnacyjny krem koloryzujący DD Pease [39,90zł/30ml] - jak tylko się dowiedziałam, że w marcowym pudełko Shinybox ma być kosmetyk firmy Pease to skakałam z radości. Wiele dobrego słyszałam o tej firmie i nie miałam okazji nic wcześniej przetestować. To co do mnie przyszło to miniatura kosmetyku o pojemności 5 ml. Dodatkowo trafił mi się ciemny kolor, więc szlak trafił moje testowanie. Jestem bardzo zawiedziona. 


Innovum Beauty Shot Olimp Labs [7,00zł/25ml]suplement diety w formie płynnej zawierający wysoko przyswajalny hydrolizat kolagenu, kwas hialuronowy, biotynę, cynk, witaminę A, B6 i B12. I byłoby wszystko okej, gdyby nie to, że otrzymałam jedną sztukę, czyli 25ml, jakoś to wychodzi dwa łyki. I jak mam sprawdzić, czy to działa? Przynajmniej w smaku było znośne. 


Kremowa pomadka Bell Hypoallergenic [16,99zł/szt] - o ile lubię i cenię kosmetyki Bell to już mam dość ich w pudełkach Shinybox. Pomadka mi się trafiła kompletnie nie w moim kolorze, więc kolejny produkt do oddania. Gruba kredka, która nie wymaga temperowania umożliwia równomierną aplikację produktu. Nawilża, zmiękcza i wygładza. 



Ujędrniająca maska na tkanine Biotaniqe [7,99zł/15ml], produkt wymienny 1z2  mi się trafiła maska ujędrniająca, a była jeszcze nawilżająca i chyba bym wolała tą drugą przetestować. Nie mniej jednak bardzo się ucieszyłam na produkty z tej firmy. Skóra staje się wyjątkowo elastyczna, gładka i ujędrniona. Naturalna tkanina doskonale dopasowuje się do kształtu twarzy. Maska ma działanie przeciwzmarszczkowe oraz pobudza zdolność skóry do odzyskania młodzieńczej sprężystości poprzez wspomaganie naturalnej produkcji kolagenu. 


Krem rozświetlający Biotaniqe - upominek, próbka. Krem o hydrożelowej konsystencji intensywnie wygładza, ujędrnia i rozświetla skórę. Poprawia jej koloryt i strukturę oraz dostarcza głębokiego nawilżenia. 


Plastry oczyszczające na nos Selfie Project [10,39zł/opak], produkt wymienny 1z3 - w opakowaniu znajdują się cztery sztuki. Ogólnie miałam styczność z kosmetykami tej firmy . Plastry oczyszczają, działają antybakteryjnie oraz pochłaniają zanieczyszczenia


I tak prezentuje się marcowy Shinybox Beauty Queen. Dwa produkty oddałam, maseczki zużyję. Spodziewałam się czegoś "WOW" . Ta edycja wypada trochę słabo, zobaczymy jak się będzie prezentowała następna, czekam z niecierpliwością.

A Wam coś przypadło do gustu z tego pudełka ??
Słodki drań | VI KEELAND, PENELOPE WARD

Słodki drań | VI KEELAND, PENELOPE WARD

Jak tylko przeczytałam opis słodkiego drania to wiedziałam, że książkę muszę mieć ! Uwielbiam ten duet Keeland & Ward, więc to kolejna książka w moich skromnych progach. Jeżeli jesteście ciekawi recenzji tej książki to zapraszam dalej.







TYTUŁ: Słodki drań
AUTOR: Vi Keeland, Penelope Ward
TŁUMACZENIE: Edyta Stępkowska
WYDAWNICTWO: Editio Red
GATUNEK: Erotyk / romans
OCENA: 8/10


„Słodki drań” to historia o tym, jak przypadkowe spotkanie może zmienić życie. Opowieść, która utwierdza w przekonaniu, że niemożliwe nie istnieje. Czasem trzeba podjąć odrobinę ryzyka i posłuchać swojego wewnętrznego głosu. Nikt nie odpowie zawczasu czy będzie warto.

Tym razem autorki przedstawiają Aubrey i Chance'a. Aubrey jest w trakcie przeprowadzki... nie, inaczej... przeprowadza się na drugi koniec w kraju, a w swoim aucie ma cały swój dobytek. Podczas postoju na pewnej stacji paliw zauważa zaparkowany obok motocykl... a chwilę później staje oko w oko z jego właścicielem. Który, tak się składa, kieruje się w te same strony co Aubrey. Z pewnych przyczyn od nich niezależnych, zmuszeni są zostać współtowarzyszami podróży. Co z tego wyniknie? Oj, z pewnością dużo śmiechu!

O czym jest zatem Słodki drań???

„Stacja benzynowa gdzieś na pustkowiu Nebraski nie jest zbyt romantycznym miejscem, zwłaszcza kiedy jesteś w kiepskim humorze. Aubrey była. Znużona wielogodzinną trasą w perspektywie miała jeszcze wiele godzin dalszej jazdy. Uciekała przed swoją przeszłością, chciała ukoić złamane serce i rozpocząć nowe życie w Kalifornii. Chance, zarozumiały przystojniak z Australii, wkurzył ją od pierwszego wejrzenia. Był niesamowicie seksowny, ale do przesady arogancki. Dziewczyna przestałaby o nim myśleć pięć minut po odjechaniu ze stacji, gdyby nie problem z kołem, którego sama nie była w stanie zmienić. Również Chance nie mógł wyruszyć w dalszą podróż — nie umiał poradzić sobie z awarią motocykla. Chcąc nie chcąc, dalej pojechali razem.

Droga, która nas tu przywiodła, nie zawsze była prosta, ale uczyniła nas silniejszymi i w pełni gotowymi na to, co będzie dalej.”

Kolejnym plusem są postacie, które z miejsca wkradają się do serca i w nim pozostają. Aubrey i Chance są jak dwa żywioły, charakterni, ale zupełnie inni. Ona zaczyna nowy rozdział w życiu i stara się odnaleźć, nie jest jednak nieśmiała i zahukana. Potrafi pokazać pazurki i być uparta, wyrazić swoje zdanie, a na drugą szansę trzeba u niej mocno zapracować. Chance… ten facet potrafi namieszać w głowie oraz sercu, niby irytuje i przekracza granice, ale z drugiej strony zabawny, troskliwy, uroczy i nie zgrywa bad boya, chociaż ma też tajemnice i podejmuje decyzje, za którą trudno go przez jakiś czas lubić. Trudno jednak przejść obojętnie obok słownych przepychanek tej dwójki oraz otaczającej ich chemii i rodzącej się więzi. Nie można też zapomnieć o czworonożnym bohaterze tej historii. Och, ile ja się dzięki niemu uśmiałam! Takiego zwierzaka chyba jeszcze w żadnej książce nie było. Rozczulił mnie i zdobył całe serducho.

Ta powieść nieco się różni od poprzednich książek tego duetu. Historia w Słodkim draniu została podzielona na dwie części. Pierwsza charakteryzuje się lekkością i ogromną dawką poczucia humoru. Natomiast druga część jest poważniejsza i bardziej złożona, chociaż i w niej nie brakuje zabawnych momentów. Muszę się Wam przyznać, że polubiłam postać Aubrey, ponieważ jest ona zabawną i słodką młodą kobietą, ale potrafi też być również bardzo poważna. Uwielbiam, też w niej to, że nie stawała się słodką idiotką, która dostawała małpiego rozumu na widok seksownego mężczyzny, jakim był niewątpliwie Chance.

Pewnie nic dziwnego, ale „Słodki drań” wciągnął mnie od samego początku i najzwyczajniej w świecie nie potrafiłam się oderwać. No nie umiałam! Przez tę historię się po prostu płynie i ciężko ją odłożyć. Wspaniała, warta akcja, gdzie ciągle coś się dzieje, ciekawi i z poczuciem humoru bohaterowie, zabawne momenty... czego chcieć więcej! Ale powiem wam, że autorki mnie solidnie zaskoczyły! Domyślałam się, że Chance coś ukrywa, jednak nie przypuszczałam, że chodzi o coś takiego! Przyznam, że nieco mnie zatkało. Ale i cieszę się, że pojawiło się coś nieco innego.

Kosmetyki do twarzy La Roche-Posay | Olmed

Kosmetyki do twarzy La Roche-Posay | Olmed

Z kosmetykami firmy La Roche-Posay miałam średnią styczność, jedynie kojarzę od nich wodę termalną, którą kiedyś używałam, więc jak tylko znalazłam w paczce od apteki internetowej Olmed trzy kosmetyki tej firmy to zabrałam się za testowanie. 


Te trzy kosmetyki cechuje to, że mają pojemność 50 ml , więc są dosłownie na kilka użyć, ale w sam raz aby przetestować czy dany kosmetyk nam pasuje czy też nie.  U mnie to łatwo zweryfikować, bo po niektórych kosmetykach od razu mnie piecze skóra bądź jestem czerwona , więc występuje u mnie reakcja alergiczna. Byłam ciekawa jak kosmetyki z La Roche-Posay sprawdzą się, więc nie przedłużając zapraszam na recenzję.

Woda micelarna - ten produkt to absolutny hit dla mnie, bo przeznaczony jest dla osób z AZS , jest bardzo delikatny i nie trzeba trzeć mocno , a pomimo tego idealnie zmywa zanieczyszczenia. Kojący o cudnym zapachu, który zupełnie mi nie przeszkadza choć jak wiadomo wrażliwa skóra nie zawsze toleruje zapach. Nie tym razem. Lubię to uczucie kiedy zmywając makijaż czuje ukojenie. Skóra nie jest podrażniona ani zaczerwieniona. Nie odczuwałam też uczucia ściągnięcia, czy suchości, raczej komfort i nawilżenie (na tyle ile można odczuwać po płynie micelarnym). Jak tylko skończę te 50 ml to zaopatrzę się w większą pojemność, bo warto. Chociaż może sobie nie poradzić z mocnym makijażem oczu, ale ja robię delikatny makijaż i u mnie ten produkt sprawdza się znakomicie, a jako , że mam AZS i tendencję do podrażnień to ten kosmetyk jest idealny dla mnie ! 


Żel z wodą termalną - ten produkt jest przeznaczony do skóry tłustej i wrażliwej. Ja niestety posiadam cerę mieszaną , miejscami jest wysuszona i wrażliwa , a w niektórych miejscach tłusta. Pielęgnacja jest bardzo upierdliwa i muszę uważać na kosmetyki, które stosuje. Żel zmniejsza łojotok i ułatwia eliminację łoju, równocześnie nie powodując podrażnień skóry. Wskazany do codziennej pielęgnacji skóry ze skłonnością do powstawania trądziku i/lub podrażnionej środkami wysuszającymi. Ja tego żelu używam przy użyciu małej szczotki sonicznej, aby dokładnie oczyściła cerę z wszelkich niedoskonałości. Żel jest przezroczysty o delikatnym zapachu. 



Emulsja oczyszczająca - to dermokosmetyk pielęgnacyjny stworzony specjalnie z myślą o codziennym oczyszczaniu i demakijażu skóry wrażliwej, normalnej i mieszanej. Wykazuje wysoką skuteczność oczyszczania, bez podrażnień i ryzyka wysuszenia skóry. Dzięki emulsji skóra pozostaje dobrze oczyszczona, nawilżona i miękka. Zapach delikatny, konsystencja lekka o zabarwieniu białym. 




Cała trójka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Nie spodziewałam się, że kosmetyki La Roche-Posay tak fajnie wpłyną na moją cerę . Przeglądając aptekę Olmed wiem, że złożę zamówienie, bo znalazłam kilka produktów, które chciałabym przetestować. 

Używacie kosmetyków firmy La Roche-Posay ?


Nowa marka z miłości do piękna i planety | Love beauty and planet

Nowa marka z miłości do piękna i planety | Love beauty and planet

Kocham kosmetyki, uwielbiam szukać nowości i je testować i właśnie taką marką jest Love beauty and planet - dla mnie to totalna nowość i te kosmetyki wkraczają na polski rynek i mam nadzieję, że będzie o nich głośno, bo są warte uwagi. 


Wegańskie kosmetyki Love Beauty and Planet to marka należąca do koncernu Unilever. Na rynkach zachodnich dostępna jest od kilku miesięcy, od teraz produkty te można kupić także w Polsce w drogeriach Rossmann.

Love Beauty and Planet to wegańskie kosmetyki przyjazne dla środowiska, przeznaczone do pielęgnacji włosów i ciała. Ich receptury zawierają naturalne składniki, które pochodzą z małych gospodarstw na całym świecie, od Australii przez Maroko po Haiti. Butelki Love Beauty and Planet są wykonane w 100% z plastiku z recyklingu i nadają się do ponownego przetworzenia.
Co to jest less waste?
Less waste to mniej radykalna wersja zero waste, czyli stylu życia, w którym nie produkuje się śmieci i ogranicza konsumpcję do minimum. W less waste chodzi o stopniowe wprowadzanie zmian i dążenie do zero waste w miarę naszych możliwości. Życie w duchu less waste oznacza zmianę nawyków, aby na co dzień marnować mniej i żyć w sposób bardziej przyjazny środowisku.

Linia z wodą kokosową i kwiatem mimozy przeznaczona jest dla włosów cienkich i delikatnych. Marka ujęła mnie przede wszystkim swoimi opakowaniami, zakochałam się od razu. Moje pierwsze wrażenia ? Obłędne, a ten zapach - jest cudowny. Oczywiście trzeba lubić zapach kokosu, ale marka ma do zaoferowania jeszcze inne warianty kosmetyków, więc myślę, że dla każdego się coś znajdzie.

Szampon Love Beauty and Planet Volume and Bounty idealnie nadaje się do włosów cienkich i pozbawionych objętości. Skutecznie i delikatnie oczyszcza włosy. Wyciąg z płatków mimozy zapewnia włosom świeży zapach. Pojemność opakowania wynosi 400 ml, a zakończona jest zamknięciem typu press. Kosmetyk jest wydajny i bardzo dobrze się pieni. Oczyszcza i nie wysusza skóry głowy. Włosy po umyciu są nawilżone.



Odżywka Love Beauty and Planet Volume Bounty , ogólnie kiedyś nie lubiłam odżywek, obciążały mi włosy i miałam wrażenie, że po dwóch dniach mam tłuste włosy. Jednak zmieniłam zdanie i zaczęłam odpowiednio dobierać sobie odżywki. Ta zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie, bo konsystencją przypomina maskę do włosów aniżeli odżywkę, a pomimo tego produkt jest lekki i nie obciąża włosów. Razem z szamponem to cudowny duet, który sprawi, że włosy są nawilżone. Włosy mam kręcone, więc ważne jest dla mnie podkreślenie skrętu włosa i tu mam właśnie wrażenie, że ta odżywka podkreśla skręt moich włosów. Również tak jak w przypadku szamponu zamknięcie jest typu press i ma pojemność 400 ml.




Suchy szampon Love Beauty and Planet Volume Bounty , niestety - do suchych szamponów się chyba już nigdy nie przekonam, ponieważ używałam około 3 różnych firm i wszystkie wyrządziły szkodę. Nie mniej jednak produkt oddałam znajomej, która zachwyciła się zapachem i to jej przyszło przetestowanie tego produktu. Suchy szampon spryskujemy u nasady i wyczesujemy resztki kosmetyku grzebieniem. Włosy są odświeżone i uniesione. Jeżeli jesteście fankami suchych szamponów to ten na pewno się Wam spodoba, ja nie miałam odwagi przetestować, bo nie chciałam się przez kolejny tydzień borykać ze skutkami jakie mógłby mi wyrządzić suchy szampon.



Balsam do ciała Love Beauty and Planet Lucious Hydration , jestem wielką zwolenniczką wszelkich balsamów do ciała. Mam sucha skórę (miejscami) i smaruje się czasem po kilka razy dziennie, więc z chęcią testuje nowe balsamy , a ta firma bez wątpienia jest dla mnie nowością. Balsam szybko się wchłania i pozostawia skórę nawilżoną. Woda kokosowa działa jak zastrzyk wody dla przesuszonej skóry. Pojemność wynosi 400 ml, a balsam jest wydajny, więc starczy nam na długo. Opakowanie jest zakończone pompką, która ułatwia nam wydobycie balsamu - lubię takie rozwiązanie. Zapach oczywiście śliczny i pozostaje na skórze przez dłuższy czas.


Oprócz tej linii kosmetyków w paczce znalazłam jeszcze cudowną świeczkę. Kiedyś paliłam ich sporo - jeszcze przed dzieckiem, potem przestałam, ale na nowo wróciłam do tej magii. Wieczór, ulubiony kąt + książka, herbata i świeczka. To chwila dla mnie kiedy dziecko śpi, mogę się zrelaksować i odpocząć.  Cała seria wywarła na mnie pozytywne wrażenie. Zapach, działanie i ta urocza szata graficzna. Na pewno nie przeszłabym koło nich obojętnie w sklepie. Oprócz tych kosmetyków firma oferuje nam jeszcze cztery inne linie produktów. Warto sprawdzić, wybrać pod siebie i przetestować.

Słyszeliście o kosmetykach Love Beauty and Planet? 


Ramki ozdobne czy antyrama do zdjęć – co lepiej wybrać?

Ramki ozdobne czy antyrama do zdjęć – co lepiej wybrać?


Antyrama to jeden z najprostszych i najtańszych form oprawy zdjęć czy dokumentów. Chętnie stosujemy ją w domach, czy miejscach publicznych. Ramki ozdobne również cieszą się ogromną popularnością. Które rozwiązanie będzie więc lepsze?


Czym jest antyrama do zdjęć?
To nic innego jak szklana oprawa do zdjęć i innych dokumentów, która umożliwia stworzenie szybkiej dekoracji bez dużego nakładu pieniężnego. Przyjęło się mówić, że antyrama to taka „rama bez ramy”. Rzeczywiście, nie posiada ona żadnego obramowania, a szklana lub plastikowa przezroczysta powłoka jest przymocowana do płyty wiórowej lub pilśniowej. Do mocowania służą metalowe zapinki, które bez problemu możemy odczepić w celu wymiany zdjęć. Ten sposób montażu jest w pełni bezpieczny i poradzi sobie nawet z najcięższą szybą. Antyrama do zdjęć przyda się wówczas, gdy potrzebujemy standardowych rozmiarów. Trudno więc będzie nam dopasować ją do naszych potrzeb. Najczęściej antyramę można kupić w formacie A2, A3, A4, A5, a także 100x200 cm. Dostępne są także wersje w kształcie kwadratu czy koła, co zdecydowanie zwiększa możliwości dekoracyjne. Pamiętajmy, że pełne tabele rozmiarów będą dostępne na stronach producentów, co pozwoli nam zweryfikować nasze plany dotyczące ich zakupu.
Antyrama – wady i zalety
Antyrama do zdjęć to bardzo dobre rozwiązanie, które niesie ze sobą wiele korzyści. Przede wszystkim jest ona lekka. Brak ramy sprawia, że powieszone w niej zdjęcia nie są tak ciężkie jak tradycyjne ramki. Poza tym są one znacznie tańsze, co nie wpływa negatywnie na ich ekspozycję. Wręcz przeciwnie, brak ramy sprawia, że to sam obraz przyciąga uwagę odbiorcy, a nie jego obramowanie. Niska cena sprawia, że kupimy ją bez problemu w sklepach stacjonarnych, czy w sieci. Jeden z producentów jest dostępny pod tym linkiem https://www.oprawiamy.pl/c144,antyramy. Takie minimalistyczne rozwiązania dodadzą pomieszczeniom nowoczesności. Antyrama do zdjęć nie jest pozbawiona wad, jednak nie wpływają one na ich funkcjonalność. Dla niektórych ograniczeniem będą standardowe rozmiary, czy brak możliwości zawieszenia ciężkich obrazów olejnych.
Ramki ozdobne do zdjęć – kiedy stosować?
W takich wypadkach lepiej wybrać obramowanie, które zagwarantuje nam bezpieczny montaż na ścianie. Postawmy więc na ramki ozdobne do zdjęć, które sprawią, że podkreślimy nie tylko wartość fotografii, ale również styl aranżacji danego wnętrza. Tego typu obramowania są wykonywane na wymiar, dzięki czemu bez problemu dopasujemy je w każdej sytuacji. Ramki ozdobne do zdjęć są dostępne w rozmaitych wariantach – ażurowe, szklane, drewniane to tylko kilka z wielu możliwości. Sprawdź tutaj, jakie jeszcze rozwiązania są dostępne na rynku https://www.oprawiamy.pl/c134,ramki-ozdobne. Dzięki nim nadamy naszym fotografiom unikalny charakter, a związane z nimi wspomnienia ponownie ożyją. Ramki ozdobne do zdjęć sprawią, że pomieszczenie zyska wyjątkowy klimat, a odwiedzający cię goście będą pod wrażeniem twojego zmysłu dekoracyjnego. Niezależnie od tego, czy wybierzesz antyramę, czy ozdobną ramkę.

Black sugar detox | Bielenda

Black sugar detox | Bielenda

Uwielbiam kosmetyki Bielenda, więc jak tylko pojawiła się szansa na testowanie nowości to nie wahałam się ani chwili. Dzisiaj chcę Wam opisać kosmetyki z serii black sugar detox, która jest przeznaczona do cery mieszanej i tłustej. Te kosmetyki są dla mnie idealnie, więc to od nich zaczęłam testy. W paczce znalazłam trzy produkty: krem , serum i maskę. Zachęcona opiniami zaczęłam od serum, którego użyłam na noc, a potem normalnie rano następnego dnia, i tak zaczęła się moja przygoda z kosmetykami black sugar detox.



Serum detoksykująco - nawilżające, od tego kosmetyku zaczęłam testowanie, więc i od niego zacznę recenzję. Kosmetyk otrzymujemy w kartonowym pudełku, po wyjęciu ukazuje się nam smukła buteleczka o pojemności 30g zakończona wygodną pompką. Serum możemy używać na dzień i na noc, ja go głównie używam porą wieczorową, a krem z tej samej linii używam rano. Na początku jak nałożyłam serum na twarz to ta pierwsza warstwa jest taka lepka i tłusta i już z miejsca miałam się pozbyć tego kosmetyku, ale po chwili serum wchłonęło pozostawiając cerę miękką i gładką. Warto wspomnieć, że naprawdę wystarczy niewielka ilość kosmetyku aby rozprowadzić po twarzy i szyi, więc pomimo takich małych rozmiarów kosmetyk starczy nam na długi czas, nawet przy codziennym stosowaniu. Serum pochłania nadmiar sebum, odblokowuje i zwęża pory. Mnie ten problem niestety dotyczy dlatego też ucieszyłam się na nową serię black sugar detox. 
Zapach jest delikatny , a konsystencja serum jest lejąca ,więc należy szybko wmasować serum w twarz. 





Krem detoksykująco - nawilżający , jak pisałam wcześniej przy serum tego kremu używam rano na oczyszczoną cerę i jako taka baza pod makijaż. Chociaż chcę go wprowadzić również jako pielęgnacja wieczorna, bo niestety borykam się z nadmiarem sebum i rozszerzonymi porami, a powoli widzę efekty kiedy stosuję linię kosmetyków black sugar detox. Również krem został zapakowany w kartonowe pudełko, a po wyjęciu dostajemy przepiękny słoiczek z kremem w środku. Pojemność tego kosmetyku wynosi 50 ml i również ten produkt jest bardzo wydajny. Zapach jest delikatny i bardzo mi się podoba. Krem szybko się wchłania nie zostawiając tłustego filmu. 





W serii kosmetyków Bielenda black sugar detox zostały wykorzystane składniki aktywne takie jak:

CUKIER TRZCINOWY posiada silne właściwości oczyszczające i antybakteryjne. Zawiera liczne minerały i pierwiastki: żelazo, wapń, fosfor, potas i magnez. Delikatnie złuszcza martwy naskórek, odblokowuje i oczyszcza pory, regeneruje, koi i łagodzi podrażnienia. Nadaje skórze równomierny, zdrowy koloryt i blask.

AKTYWNY WĘGIEL dzięki silnym właściwościom absorbującym posiada zdolność głębokiego oczyszczania skóry. Działa jak magnes: przyciąga i wchłania toksyny, martwy naskórek, nadmiar sebum oraz inne zanieczyszczenia z powierzchni oraz głębszych warstw skóry. Skutecznie oczyszcza zablokowane pory, wyrównuje koloryt skóry, zapobiega powstawaniu wyprysków.

Ostatnim produktem, który miałam okazję testować z linii black sugar detox jest maska+peeling w saszetce. Produkt ten wystarczy nam na dwa zastosowania, niestety się z tym nie zgodzę, bo w moim przypadku ledwo starczyło mi na jedno. Maseczkę należy nałożyć na twarz, masować kolistymi ruchami przez około 1 minutę, zostawić na skórze i po 15 minutach zmyć ciepłą wodą. Opakowanie ma pojemność 8g. Maseczka ma konsystencje przypominającą galaretę i do tego przepięknie pachnie, zresztą jak pozostałe dwa kosmetyki z tej serii, które miałam okazje testować. Zawiera w sobie drobinki peelingujące, zostawiając produkt na twarzy na około 10-15 minut tworzy nam się lepka warstwa, ale bardzo łatwo ją zmyć. Twarz "po" jest wygładzona, zmatowiona i miękka. Po tej maseczce musiałam użyć kremu nawilżającego. Moim zdaniem maseczki jest za mało w opakowaniu, więc nie wiem dla kogo wg producenta starczy aż na dwa zastosowania, jednak maseczka sama w sobie jest fajna i nawet na następny dzień czułam, że moja buzia jest miękka i gładka.


Znacie linię kosmetyków black sugar detox? 
Mieliście okazję już coś przetestować z tej serii? 
Naturalne kosmetyki do domu | Laveco

Naturalne kosmetyki do domu | Laveco

Bardzo chętnie testuje chemię do domu, bo lubię sprzątać i uwielbiam to jak potem siedzę w czystym i pachnącym domu. Choć niektórzy co mnie znają mogą uważać, że mam bzika na punkcie sprzątania i nie robię nic innego tylko ... sprzątam ! Co poradzić, kiedyś nie znosiłam tego i uważałam to za karę, ale dzięki nawykom z przeszłości (dzięki ciocia) teraz sama staram się mieć porządek w domu, a mycie i odkurzenie podłogi czy starcie brudu z kuchennego blatu stało się nawykiem. Zresztą co tydzień robię generalne porządki typu umycie okien, umycie lodówki czy całej łazienki to niezbędna jest chemia i tym razem postanowiłam przetestować chemię od firmy Laveco. Dla mnie to totalna nowość, więc nawet się nie zastanawiałam i testowałam trzy produkty- płyn do łazienki, kuchni i odkamieniacz. Jeżeli jesteście ciekawi jak te produkty się u mnie sprawdziły to zapraszam dalej.


Przede wszystkim na pierwszym miejscu bardzo spodobała mi się szata graficzna, jest urocza. Kolorowa, z motywem zwierząt. Naturalny płyn do czyszczenia łazienki trafił mi się o zapachu pomarańczy i lawendy. Pojemność opakowania wynosi 500 ml. Sprzątając umywalkę czy też wannę najpierw obywam je z kurzu i brudu (woda+płyn), a następnie psikam płynem i czyszczę ręcznikiem kuchennym do suchości, oprócz wanny oczywiście tylko brzegi wanny wycieram do sucha. 


Natomiast płyn do czyszczenia kuchni trafił mi się o zapachu bergamotki i zielonej herbaty. Ten produkt również ma pojemność 500 ml i tutaj również zauroczyła mnie szata graficzna. Zauważyłam, że ten płyn do kuchni schodzi mi gorzej niż płyn do łazienki, ale wcale nie znaczy, że jest gorszy. Oba produkty przepięknie pachną, ale w łazience mam po prostu więcej powierzchni do mycia niż w kuchni. 

Oba produkty spisują się rewelacyjnie, a zapach ? Jest cudowny. Polecam każdemu przetestować, bo naprawdę warto. Dodam również , że produkty od Laveco nie posiadają  SLS, SLES, parabenów, silikonów, sztucznych barwników i mogą je używać osoby z AZS , i produkty nie są testowane na zwierzętach. 100% vegan, a wszystkie środki czystości są biodegradowalne. 

Ostatnim produktem jest uniwersalny odkamieniacz , nie bardzo wiedziałam do czego mogłabym go użyć, bo pierwszy raz słyszałam o tym, że można odkamieniać żelazko (w sumie to ma sens, bo przecież wodę się wlewa do żelazka!), czajnika na prąd nie mam, a czajnik na kuchence nie ma kamienia w środku, bo wlewam wodę wyłącznie filtrowaną i dzięki temu kamień mi się nie osadza. Zmywarki również nie posiadam , a pralkę mam nową, także ciężko mi było znaleźć zastosowanie dla tego produktu, więc poszłam z nim do sąsiadki i u niej testowałam na czajniku elektrycznym.


Należy wlać 1 porcję (125ml) odkamieniacza do czajnika, uzupełnić 1 litrem wody, następnie włączyć czajnik, po zagotowaniu zostawić na 20 minut i opróżnić czajnik. Wypłukać pod bieżącą wodą. Ja dodatkowo zagotowuje wodę raz jeszcze i wylewam , dla pewności. Regularne stosowanie odkamieniacza przedłuża ich żywotność oraz zmniejsza zużycie energii elektrycznej w domu. Przy silnym zabrudzeniu czyszczonego urządzenia powtórz czynność. Aby sprzątanie było naprawdę proste i szybkie stosuj odkamieniacz do urządzeń gospodarstwa domowego raz w miesiącu.

Znacie naturalne kosmetyki do sprzątania firmy Laveco ? 
Mam nadzieję, że firma się jeszcze rozwinie i wprowadzi np. płyny do podłóg , bo byłabym ciekawa jak się sprawdzą. 
Krem do rąk i paznokci • zielona herbata | AA

Krem do rąk i paznokci • zielona herbata | AA

Miałam dość długą przerwę w testowaniu kosmetyków firmy AA, więc jak tylko nadarzyła się okazja to oczywiście się zgodziłam i przez miesiąc czasu testowałam krem do rąk i paznokci o zapachu zielonej herbaty. Mamy do wyboru aż cztery kremy, więc myślę, że spokojnie każdy znajdzie swój ulubiony zapach. Jeżeli jesteście ciekawi jak wypadł ten kosmetyk od AA Natural Spa to zapraszam.


Od razu na starcie wspomnę o wydobyciu kremu z tubki. Miałam już do czynienia z taką formą przy kremie do rąk od YOPE ( klik ) - i o ile kocham tę firmę to taki sposób jest tragiczny, szczególnie jak chcecie zakręcić zakrętkę tłustymi łapami, jestem na nie ! Wracając do kremu AA, tubka jest smukła i bardzo podoba mi się szata graficzna, nie jest przesadzona, a nawet kojarzy mi się z wiosną. Pojemność wynosi 50 ml i wystarczy niewielka ilość kremu, aby rozprowadzić po dłoniach. Z założenia krem powinien mieć zapach zielonej herbaty, nie bardzo wiem jak to pachnie, bo nie piję i nie lubię, ale mi tu powiewa lekko chemicznym zapachem ( plus taki,że szybko się ulatnia) - jestem ciekawa jak przy innych wariantach kremu wypadają te inne zapachy. W kwestii konsystencji jest to średnio gęsty krem o jasnej, zielonej barwie. 


Kremu do rąk używam codziennie po różnych czynnościach , głównie po myciu naczyń, sprzątaniu czy paleniu w piecu (oczywiście najpierw myję ręce, kiedyś miałam z tym mega problem, bo potrafiłam szorować łapy aż do krwi i myłam je zbyt często). Najważniejszą cecha kremu jest nawilżenie i tego oczekuje od każdego testowanego kremu. Tutaj AA spisał się rewelacyjnie i dodatkowo mogę rzec , że nie pozostawia lepkiej warstwy co jest dla mnie dużym plusem. 

Gdyby nie zapach to krem byłby całkiem przyzwoity. Cena produktu to około 9 zł.
Z chęcią bym przetestowała inne kremy pod kątem zapachu, bo jestem ciekawa czy inne też maja taki chemiczny zapach czy tylko ten. Za współpracę dziękuje Michałowi z twoje źródło urody.

Używacie kremów do rąk?
Lubicie kosmetyki z firmy AA? 
Copyright © 2014 Testowanie z pa2ul , Blogger