Współlokatorzy | Beth O'leary

Współlokatorzy | Beth O'leary

Jakiś czas temu przyszła mi książka z wydawnictwa Albatros, to były jakieś premiery książek z kwietnia i znalazłam tam kawałek rozdziału książki "współlokatorzy" Beth O'leary. Kiedy tylko przeczytałam, a zajęło mi to niecałe 2 minuty wiedziałam, że ta książka musi być moja. 


Tiffy i Leon dzielą mieszkanie.
Tiffy i Leon dzielą jedno łóżko.
Tiffy i Leon nigdy się nie spotkali…



Brzmi ciekawie, nie ?? Z niecierpliwością czekałam na maj, na premierę tej książki, która miała miejsce w ubiegłym tygodniu , a dokładnie 15 maja. 



TYTUŁ: Współlokatorzy
AUTOR: Beth O'leary
TŁUMACZENIE: Robert Waliś
WYDAWNICTWO: Albatros
GATUNEK: Romans / Obyczajowe
OCENA: 8/10

Tiffy Moore pilnie potrzebuje taniego lokum. Leon Twomey bierze nocne zmiany, bo rozpaczliwie potrzebuje pieniędzy. Choć ich przyjaciele sądzą, że to szaleństwo, oni znajdują idealne rozwiązanie: w ciągu dnia Leon będzie w ciasnej kawalerce odsypiał noce zmiany, dzięki czemu Tiffy będzie miała to samo mieszkanie wyłącznie dla siebie przez resztę doby.

Ona właśnie zerwała ze swoim zazdrosnym chłopakiem i ledwo wiąże koniec z końcem, pracując w niszowym wydawnictwie, on bardziej dba o innych niż o siebie – nocami zajmuje się pensjonariuszami domu opieki, a każdy grosz odkłada na prawników, którzy wyciągną jego niesłusznie skazanego brata z więzienia.

Leon - pracuje w szpitalu, zarabia mało, a jak każdy potrzebuje gotówki. Ponieważ pracuje tylko na nocne zmiany postanawia podnająć swój pokój - czyli wynająć go od - do - konkretnej godziny. Współlokatorzy mają dzielić z sobą mieszkanie, łóżko, ale nigdy się nie zobaczyć. Kiedy Tiffy będzie w pracy, mieszkanie będzie należeć do Leona. Nocami i w weekendy w mieszkaniu będzie Tiffy, bo Leon będzie albo w pracy albo u swojej dziewczyny.

Współlokatorzy zaczynają pisać do siebie karteczki i przyklejać je w różnych miejscach. Dzięki temu się poznają, zaczynają dla siebie gotować, piec, doradzać... Coś ich do siebie przyciąga, choć nigdy się nie widzieli.

W przypadku "Współlokatorów" mamy do czynienia z klasyczna powieścią romantyczną, w której nie brak jednak negatywnych emocji. Jest sporo dramy, traumy i trudnych tematów. Pisarka na kolejnych kartach prowadzi nas jednak bezpiecznie, z wiarą, że wszystkie dramaty, na które się natkniemy, są do pokonania. Jeśli nie samodzielnie, to z pomocą przyjaciół i pozytywnych osób, jakie zsyła na naszą drogę los. Kolejne rozdziały napisane są naprzemiennie z perspektywy Tiffy i Leona, co nadaje opowieści odpowiedniej dynamiki. Nie bez znaczenia jest fakt, że są krótkie i treściwe. Mało znajdziemy wątków pobocznych. Cała akcja kręci się wokół odnajdywania w życiu właściwego dla nas miejsca.

Nie brak humorystycznych akcentów, jak chociażby postać zafiksowanej na punkcie szydełkowania autorki poradników, ale nagromadzenie trudności z jakimi zmagają się bohaterowie skutecznie te wątki pozytywne przyćmiewa. Pytanie czy to źle? Nie. Dobrym pomysłem jest odejście od cukierkowej historii miłosnej z błahymi przeszkodami.

Testuję nowości kosmetyczne | Avon

Testuję nowości kosmetyczne | Avon

Jak wiecie uwielbiam testować nowości kosmetyczne i ostatnio postanowiłam testować kosmetyki z firmy AVON. Wiadomo, że nie każdy kosmetyk każdemu odpowiada, ale właśnie dzięki testowaniu można znaleźć swoje ulubione kosmetyki. Kilka lat temu sporo zamawiałam produktów z tej firmy i miałam swoich ulubieńców, ale niestety na przestrzeni lat poznikały z katalogów. Teraz zamiast szukać konsultantów wystarczy poświęcić kilka minut i wejść na stronę  https://avon.avkonto.pl/ , by zarejestrować się jako konsultantka bądź klient indywidualny. Nic to nie kosztuje, a można zyskać naprawdę bardzo dużo chociażby bezpośredni dostęp do nowości, możliwość złożenia zamówienia a także zarabiać jako konsultant. 


Jeżeli jesteście ciekawi jakie kosmetyki mi się trafiły tym razem to zapraszam. Zacznę może od maseczki w płachcie Planet Spa Heavenly Hydration nakładanie poszło mi zdecydowanie sprawniej niż kiedyś, bo to nie mój pierwszy raz z taką maseczką. Maska była dobrze nasączona esencją i pachniała nieco kwiatowo-oliwkowo. Płachtę nałożyłam na 15 min. Podczas aplikacji czułam bardzo przyjemne chłodzenie skóry. Myślę, że ta maska może być cudowna w upalne wieczory, zwłaszcza gdy jeszcze dodatkowo schłodzimy ją w lodówce. Skóra pozostawała chłodna jeszcze przez jakiś czas od zdjęcia płachty. Zauważyłam też, że jest fajnie nawilżona, taka jakby "wilgotna" po wierzchu . Maska nie podrażniła mnie, za to fajnie ukoiła zaczerwienienia skóry.


Avon Care z mleczkiem pszczelim do stosowania na dłonie, skórki i paznokcie. Jakie były efekty użytkowania? Konsystencja gęsta, ale bardzo fajna. Przypominała trochę karmel, a może po prostu mniej lepką wersję miodu. Formuła kremu z odżywczym mleczkiem pszczelim intensywnie nawilża i przywraca komfort suchej skórze, wzmacniając jej barierę ochronną. Mleczko pszczele dzięki swoim nawadniającym i zmiękczającym właściwościom idealnie pielęgnuje skórę suchą i bardzo suchą, przywracając jej aksamitną gładkość i miękkość. Skuteczny nawet po umyciu rąk. Testowany dermatologicznie i alergologicznie. Idealny do bardzo suchej skóry. Na pewno nie zadowoli on nas na co dzień. Jest zbyt ciężki, choć nie uważam by pozostawiał tłusty film. Utrzymuje się długo i czuć dodatkową warstwę na skórze nawet po paru myciach, ale nie przeszkadza i nie brudzi, jest raczej przyjemna. Sprawdzi się w chwilach, kiedy potrzebujemy natychmiastowego ratunku.  



Jeszcze trochę i 30stka na karku, więc trzeba dbać o okolice oczu. W paczce znalazłam również krem pod oczy z algami z serii Planet Spa. Opakowanie ma pojemność 15 ml i nie ma żadnego utrudnienia z wydobywaniem kosmetyku. Raczej ze zmarszczkami jeszcze nie mam problemu, ale już warto dbać o tę delikatną okolicę oczu. Odkąd pamiętam algi były cennym składnikiem kosmetycznym, nic więc dziwnego, bo naprawdę są świetne. Świetnie wygładzają i nawilżają skórę i łagodzą wszelkie zmiany.


No i na koniec kolorówka, czyli pomadki do ust w pięknym różowym kolorze, czerwonego nie znoszę i kompletnie do mnie nie pasuje, więc albo nude albo róż. Posiadam dwa odcienie różu no i jedna pomadka jest matowa. Ogólnie oba się super spisują i nie wiedziałam, że w AVON są tak fajne pomadki , nigdy nie miałam okazji testować.  Ja jestem póki co zadowolona z tych dwóch pomadek i chętnie sięgnę po inne kolory .



No i to wszystkie nowości dla mnie z AVON, które chciałam Wam pokazać. Coraz częściej sięgam po kosmetyki z tej firmy i przeglądam katalogi. Zawsze coś ciekawego znajdę.

Coś Wam wpadło w oko z moich testowanych kosmetyków?
Przeciwzmarszczkowe serum liftingujące | Sotalie

Przeciwzmarszczkowe serum liftingujące | Sotalie

Z kosmetykami Sotalie jeszcze nie miałam do czynienia, więc postanowiłam przetestować przeciwzmarszczkowe serum liftingujące. Jeżeli jesteście ciekawi jak się kosmetyk sprawdził u mnie to zapraszam na recenzję.


Sama buteleczka jest zgrabna, a szata graficzna całkiem przyjemna dla oka. Opakowanie jest praktyczne i wygodne w użyciu. W kwestii technicznej nie mam mu nic do zarzucenia, a pompka do samego końca działa bez zastrzeżeń. Samo w sobie serum ma jasno żółte zabarwienie. Zapach dość specyficzny, natomiast jest on mało wyczuwalny i w żadnym wypadku nie przeszkadza. Konsystencja jest lekka i z łatwością rozprowadza się po skórze twarzy, szyi i dekoltu. Dość szybko się wchłania, a na skórze pozostawia delikatną jakby pudrową powłokę, w każdym razie nie jest ona lepka i tłusta. Producent obiecuje rozświetlenie i zmatowienie. Nie do końca się zgodzę, ponieważ albo coś skórę rozświetla albo ją matowi. O ile nie widziałam efektu rozświetlenia to zmatowienia owszem tak. Serum ma żółty odcień, jest gęste. Ma ładny i delikatny zapach, który po chwili się ulatnia.


Przeciwzmarszczkowe serum liftingujące niby nie jest tłuste. Po nałożeniu szybko się wchłania, ale pozostawia delikatny film- osłonkę. Dla mnie jest to podobne do tej warstwy, które niekiedy pozostawiają bazy pod makijaż. Odnośnie makijażu, serum dobrze sprawdza się w roli bazy i przedłuża trwałość makijażu.

Dostałam również próbkę skoncentrowanego serum pod oczy, które daje natychmiastowe wygładzenie zmarszczek. Choć u mnie jeszcze na to za wcześnie to użyłam po nocy kiedy byłam niewyspana i miałam lekkie wory pod oczami. 

Skoncentrowane serum pod oczy One Minut Shot Sotalie Laboratory ma dawać natychmiastowy efekt redukcji „kurzych łapek”, rozświetlenia cieni wokół oczu, poprawy napięcia skóry oraz redukcję opuchnięć.
Sposób użycia: nakładać niewielką warstwę serum miejscowo na zmarszczki i inne niedoskonałości skóry wokól oczu i ust, po uprzednim nałożeniu kremu na dzień.
Znacie kosmetyki firmy Sotalie ?? 
Kosmetyki do włosów kręconych | Goldwell

Kosmetyki do włosów kręconych | Goldwell

Każdy kto posiada kręcone włosy wie, że należy o nie dbać szczególnie. Tym, którym zależy na skręcie loku jak i tym, którzy chcą mieć po prostu zdrowo wyglądające włosy. Ja jeżeli chodzi o moją pielęgnację włosów jestem totalnym laikiem i nie posiadam wiedzy w tym zakresie, ale bardzo lubię testować nowości, a niewątpliwie tą nowością jest firma Goldwell, z której miałam okazję przetestować kosmetyki do włosów kręconych. A co testowałam ? Szampon i lotion do stylizacji loków, które możecie nabyć na stronie Gobli


Szampon do włosów kręconych Goldwell - posiada pojemność 250 ml a szata graficzna opakowania od razu przyciągnęła moją uwagę. Jeśli brakuje Ci czasu na długotrwałe terapie, koniecznie wypróbuj nowy szampon Dualsenses Curly Twist marki Goldwell. Produkt wychodzi naprzeciw wszelkim potrzebom kręconych włosów. Doskonale nawilża, przywraca im sprężystość i elastyczność. System Curl wzbogacony w proteiny mleka w połączeniu z FadeStopFormula uelastycznia i wygładza kruche, matowe włosy. Efekt jest zadowalający . Dodatkowo czuć, że włosy są nawilżone, a tego mi brakowało w ostatnim czasie, bo miałam włosy szorstkie i bez połysku. Włosów nie suszę suszarką, czekam aż same wyschną, ale włosy bardzo dobrze się układały, przede wszystkim się nie plątały 




Lotion do stylizacji loków Goldwell - dwufazowy lotion  służący do podkreślania i utrwalania loków. Niestety posiadam loki i wiadomo, chciałabym proste. Robiłam wszystko, aby je prostować i nie użerać się z lokami. Ostatnimi czasy bardzo je polubiłam i zaczęłam je właśnie podkreślać. Znam osoby co maja proste włosy jak druty i jak tylko sobie zakręcą to po 5 minutach znowu mają proste. Moje włosy są lepiej podatne na stylizacje, bo jeżeli jest ciepło, czyli np. wiosną/latem nie ma żadnych opadów i nie jest wilgotno to po wyprostowaniu włosów trzymają mi się nawet ze 3 dni. Włosy myję 2x w tygodniu. 
Opakowanie posiada pojemność 200 ml , a szata graficzna jest prosta bez żadnych zbędnych obrazków. Mi się podoba taki minimalizm. Kosmetyk zabezpiecza włosy przed szkodliwym wpływem wysokich temperatur narzędzi termicznych, dzięki czemu jest wręcz stworzony do współpracy z suszarką, czy lokówką.

Sposób użycia:
Wstrząśnij i spryskaj suche włosy przed stylizacją w celu zapewnienia termoochronny. Następnie rozpyl ponownie na wymodelowane włosy, aby zaakcentować stylizację.



Jeżeli lubicie dbać o swoje włosy to koniecznie musicie przejrzeć ofertę od Gobli.
A może już znacie Gobli.pl

+ pytanie dodatkowe: proste czy kręcone. :D 



Dajcie znać w komentarzu ! 
Zbuntowany dziedzic cz.1 | Penelope Ward, Vi Keeland

Zbuntowany dziedzic cz.1 | Penelope Ward, Vi Keeland

Do tego duetu mam słabość i bardzo się cieszę, że poznałam ich twórczość. Mam za sobą świetne książki, a jeszcze ile przede mną, bo obie panie nie próżnują i co chwila wychodzi jakaś nowość! Tym razem skupimy się na książce "Zbuntowany dziedzic", jest to pierwsza część, która swoją premierę miała 25 kwietnia. Już 3 lipca będziemy mogli poznać dalsze losów bohaterów pod nazwą "zbuntowane serce", ja się już nie mogę doczekać.


TYTUŁ: Zbuntowany dziedzic cz.1 ( Rebel Heir)
SERIA: Rush Duet #1
AUTOR: Penelope Ward, Vi Keeland
TŁUMACZENIE: Edyta Stępkowska
WYDAWNICTWO: Editio Red
GATUNEK: Romans
OCENA: 8/10

Gia jest zadziorną i szaloną młodą kobietą, początkującą autorką romansów, która wynajmuje dom w Hamptons wraz z kilkoma innymi lokatorami, próbując pobudzić inspirację do napisania swojej pierwszej powieści. Pewnego wieczora została poproszona przez swoją współlokatorkę Reiley o pomoc, a mianowicie o zastępstwo w pracy, aby stanęła za barem „The Heights”. Nie mogła jej zawieść, problem w tym, że nie potrafi robić żadnych wymyślnych drinków, jednak potrzebuje dodatkowych pieniędzy, dlatego zgadza się pomóc. Dostrzega pewnego mężczyznę, który ją obserwował przy pracy, podchodzi do niego przyjąć zamówienie, które wychodzi jej dość nieporadnie. Atrakcyjny i szorstki nieznajomy ma na imię Rush i jest przełożonym Reiley, widzi, jak dziewczyna żałośnie wypada w roli barmanki, jest wściekły na samowolkę jego pracownicy. Nie tylko wyrzucił Giię z lokalu, ale także pozbawił Railey pracy, wzburzony mężczyzna otrzymał jednak informację od ochroniarza, która go nieco przytemperowała. Jedna z dziewczyn pracująca jako hostessa w restauracji rzuciła pracę zostawiając pracodawcę w nieciekawym położeniu i brakiem kadrowym. Nie mając zbyt wielkiego wyboru stawia Gię przypartą do muru, jeśli pomoże mu i zastąpi hostessę obiecuje nie wyrzucić Railey z pracy. Rush nie ma skrupułów, że jest aroganckim dupkiem, który jest dobrze znany ze swoich humorków, jak i tego, że nie jest zainteresowany żadnymi związkami. Gia nie miała zbyt dużego wyboru, dlatego skuszona chęcią dodatkowego zarobku zgadza się na propozycję pracodawcy. Żadne z nich nie przypuszczało, że z tak nieciekawie zaczętej znajomości ma szanse wykiełkować coś więcej. Im bardziej zaprzeczali chemii, która między nimi dochodziła do głosu tym silniejsza się stawała.

Heathcliff Rushmore może i jest zbuntowany, przystojny i nieco gburowaty, ale z całą pewnością nie można o nim powiedzieć, że nie dba o swoje interesy. Nie znosi niekompetencji, zatem gdy za jego barem pojawia się pyskata dziewczyna, która nie potrafi zrobić drinka, budzi się w nim prawdziwa bestia. Szybko jednak ta niepozorna kobieta zaczyna go fascynować i przyciągać swoją świeżością i autentycznością. Ku własnemu zdziwieniu zatrudnia ją na stanowisku hostessy, na którym, jak się błyskawicznie okazuje, świetnie sobie radzi. I mimo iż Rush rzadko bywa w swoim barze, to właśnie Gia zmienia jego nawyki. Mężczyzna zatem coraz częściej znajduje wymówkę by być jak najbliżej niej.

Jeśli boisz się w kimś zakochać, to zwykle dlatego, że już się zakochałeś.”

Zbuntowany dziedzic to nie jest pierwsza, lepsza powieść erotyczna. To książka, która poruszyła mnie do głębi. Ukazano w niej bowiem bardzo ciekawy mechanizm. Główny bohater, Rush, unika związków i miłości, wzbrania się przed nimi. Jego kontakty z ojcem są fatalne. Mężczyzna przed laty nawiązał romans z Melody, matką Rusha, mając żonę. Gdy kobieta odkryła prawdę, odeszła od ukochanego. Wkrótce jednak odkryła, że jest w ciąży, ale mężczyzna wyrzekł się dziecka.

Rush nie wyniósł z domu męskiego wzorca. Gdy spotyka ojca Gii, trochę jej zazdrości. Sam chciałby mieć takiego tatę. Rush nie jest złym człowiekiem, ale boi się, że nie sprosta wymaganiom Gii. Nie chce jej zawieść. Boi się też, że odziedziczył po ojcu zdolność do krzywdzenia kobiet. Nie chce, aby Gia, którą kocha, padła jego ofiarą. Poza tym boi się zaangażować w relację i stracić ukochaną. Przeraża go perspektywa bólu i cierpienia, jest przekonany, że nie sprawdzi się w roli partnera, chociaż nigdy nawet nie spróbował nim być.

Choć z gruntu ta książka wydaje się lekka i przyjemna, i czyta się ją błyskawicznie dzięki przystępnemu stylowi autorek, porusza też wiele ważnych tematów. Podejmuje kwestie odnajdywania tej właściwej osoby z którą chcemy założyć rodzinę, macierzyństwa, a mówiąc ściślej rodzicielstwa oraz braku jednego z rodziców jako autorytetu i wzoru do naśladowania. Rush i Gia stają przed podjęciem bardzo ważnej decyzji, która ma zaważyć nie tylko na ich życiu. Zmagają się z własnymi lękami, bojąc się odpowiedzialności i tego, że płynie w nich zła krew, przez co nie są w stanie sprostać oczekiwaniom społecznym związanym z podjęciem roli matki i ojca, których w ich życiu brakowało.

Zbuntowany dziedzic jest rewelacyjnym romansem, z którym nie da się spędzić nudnego wieczoru. Bawiłam się doskonale i nie mogę doczekać się kontynuacji. Mam nadzieję, że tom drugi będzie utrzymany w podobnym, humorystycznym stylu. Będziecie czytać z zapartym tchem - to mogę Wam obiecać :) .

Lubicie duet Keeland & Ward ?

Drwal - miłość, która narodziła się z natury | K.N.Haner

Drwal - miłość, która narodziła się z natury | K.N.Haner

Niestety nie miałam okazji czytać wszystkich książek Kasi Haner, ale wszystko jeszcze przede mną. "Drwal - miłość, która narodziła się z natury" to kolejny debiut autorki. Choć przeczytałam ją szybko, bo w jeden dzień to odczucia moje do tej książki się nie zmieniły. Na tle innych przeczytanych ta jest jednak inna, wcale nie jest gorsza jeżeli Wam się nasuwa taka myśl. 


TYTUŁ: Drwal - miłość, która narodziła się z natury
AUTOR: K.N.Haner
TŁUMACZENIE: -
WYDAWNICTWO: Editio Red
GATUNEK: Obyczajowa / romans
OCENA: 9/10

Tytułowy "Drwal", Jason Parker lubi samotność i nienawidzi fałszu. Od czterech lat nie odczuwa potrzeby obcowania z innymi ludźmi. To właśnie przeszłość ukształtowała jego charakter. Po zdradzie, której doświadczył stracił zaufanie do ludzi. Mieszka w domku osadzonym w lesie w towarzystwie psów. Kocha przyrodę, która go otacza, a jego samotnia jest dla niego azylem. W wolnych chwilach z zaangażowaniem i miłością oddaje się swojej pasji, rzeźbiarstwu. Nic innego nie jest mu potrzebne do szczęścia. Ale czy aby na pewno?

Sam to młoda dziennikarka, która odbywa staż w znanej nowojorskiej gazecie. Zadbana dziewczyna z klasą. Lubiąca drogie ubrania, mieszkająca w luksusowym apartamencie. Takimi oczami widzi ją Jason, przynajmniej na początku. Pod skorupą tej na pozór wesołej rudowłosej dziewczyny, kryje się tajemnica i strach. Jej naiwność do ludzi sprawiła, ze wplątała się w kłopoty za które się obwinia.

"Jako mężczyzna pragnąłem mieć kobietę, która będzie mi partnerką, przyjaciółką i kochanką. Nie wierzyłem, że można te trzy cechy znaleźć w jednej osobie."

Ta książka to rollercoaster uczuć. Bywają momenty, które naprawdę zapierają dech w piersi. Mimo że to romans, znajdą się również wątki, które zasługują na miano kryminalnych. Pobicia, szarpaniny, stalkowanie, molestowanie, ile tu się dzieje! Podczas lektury z pewnością nie będziecie się nudzić! Również standardowo K.N. Haner zagra na Waszych emocjach, czyli zrobi coś, w czym jest po prostu perfekcyjna. Wraz z Sam i Jasonem będziecie się śmiać, wzruszać, drżeć z niepokoju, wściekać i nie tylko. Jednak emocje to nie wszystko. Ważne są tematy, które je wywołują. Kasia nie raz pokazała, że pod przykrywką rozrywki w postaci czytania książki, potrafi przemycić ważne tematy. W przypadku „Drwala” są to między innymi zdrada, przemoc wobec kobiet, szantaż czy prześladowanie. 

Kiedy będziecie mieć swój egzemplarz w swoich rękach warto zwrócić uwagę na detale takie jak rysunki lasu, który rozpoczyna każdy rozdział - no dla mnie magia i taki szczegół sprawia, że naprawdę chce się sięgnąć po książkę.Okładka też niczego sobie, przystojnych panów nigdy dość, okładka dość tajemnicza, nawiązująca do tytułu . 


Książka miała swoja premierę wczoraj, czyli 15 maja. "Drwal. Miłość, która narodziła się z natury" to przede wszystkim historia o samotności, demonach przeszłości, błędnych decyzjach, walce o własne szczęście, poszukiwaniu siebie, rozdrapywaniu ran i o niespiesznie rodzącej się miłości. K.N. Haner porusza również kwestie ważne, które dość często są bagatelizowane i ukrywane w życiu codziennym. Książka skrywająca w sobie wiele prawd, pięknych i inspirujących słów, które są w stanie skłonić czytelnika do refleksji i wywołać przyjemne ciepło. Serdecznie polecam!
Złączeni honorem | Cora Reilly

Złączeni honorem | Cora Reilly

Książka na którą czekałam z niecierpliwością odkąd przeczytałam jej opis. Ogromne tak dla fabuły z wątkiem mafii !! Książka miała swoją premierę 17 kwietnia 2019 roku , dość szybko ją przeczytałam, ale nie mogłam się zabrać za recenzję, jeszcze "dochodzę" do siebie po tej książce. Niebezpieczeństwo, które graniczy z obsesją. Miłość, która wystawia na próbę wszelkie emocje. Czy bohaterowie odnajdą się w świecie wywróconym do góry nogami? Złączeni w honorze to bardzo dobra książka, dopracowana i wciągająca. Zaczynając już od prologu, zostałam pochłonięta w mafijny świat Luci i Arii.




TYTUŁZłączeni honorem (Bound by Honor)
SERIABorn In Blood Mafia Chronicles #1
AUTOR: Cora Reilly
TŁUMACZENIE: Izabela Żukowska
WYDAWNICTWO: Niezwykłe
GATUNEK: Obyczajowa / romans / erotyk
OCENA8/10

To brutalne mafijne życie, gdzie wszystko kręci się wokół reputacji i honoru. Kobiety nie mają prawa decydować o sobie i wyjść za mąż z miłości. Tego doświadczyła główna bohaterka – Aria Scuderi – która w wieku 15 lat została ‘’zarezerwowana’’ dla najstarszego syna szefa nowojorskiej Cosa Nostry. Wszystko po to, by między rodami zapanował pokój. Kobieta jest przerażona – co jest zupełnie zrozumiałe, ponieważ w ogóle nie zna mężczyzny, z którym będzie dzielić życie.

Luca zawdzięcza tytuł najbardziej pożądanego nowojorskiego kawalera swojemu wyglądowi, bogactwu i drapieżnemu, władczemu urokowi, ale przymilające się do niego dziewczyny ze śmietanki towarzyskiej nie są w stanie dostrzec jego prawdziwego oblicza. Otaczająca go aura łobuza nie jest pozą – za aroganckim uśmiechem i niezwykłymi szarymi oczami przystojniaka skrywają się krew i śmierć.

"Wstępuję za życia, odejdę w chwili śmierci."

W świecie Arii za przyjemną aparycją często czai się potwór, który zabija z taką samą łatwością, z jaką składa pocałunek na ustach. Ucieczka i porzucenie dotychczasowego życia to jedyna szansa, by uniknąć zaaranżowanego małżeństwa, ale Aria nie potrafi opuścić rodziny. Dziewczyna przełamuje więc strach i postanawia związać się z mężczyzną, którego wybrali dla niej bliscy. Dorastając pośród drapieżników nauczyła się, że nawet najzimniejszy drań posiada uczucia, dlatego Aria zamierza znaleźć sposób, aby podbić serce przystojnego gangstera.”

Przede wszystkim chciałabym zwrócić uwagę na Arię, główną bohaterkę. To inteligenta, młoda dziewczyna, nieco nieśmiała, ale trochę uparta. Podobało mi się to, że jej strach i zachowanie było całkowicie uzasadnione. Potrafiła także się postawić, lecz wybierała odpowiednie momenty i wtedy okazywała swój rozsądek. Wyłapałam u niej same dobre cechy, co mogę powiedzieć? Jestem zadowolona, że w końcu nie trafiłam na bohaterkę pustą jak laleczka, płaską i niedopracowaną. Aria może zyskać sympatię szerszego grona czytelników.

Zmuszona do małżeństwa para staje na ślubnym kobiercu. Podziwiam Arię za pokerową twarz. Musi robić dobrą minę do złej gry. Nikt oprócz Luki nie zauważa, że jest przerażona i przygnębiona tym wszystkim – ceremonią, nocą poślubną i nowym życiem z dala od rodziny. Jednak Luca nie jest wcale taki straszny za jakiego uchodzi, również tworzy pozory, które sprawiają, że ludzie czują przed nim respekt. Ale głębszy tego sens zobaczycie, kiedy sami poznacie tę historię.

Naprawdę nie chciałabym wchodzić w szczegóły powieści, aby nie zdradzić Wam za wiele. Tutaj akcja płynie wartko, nie ma miejsca na nudę. Trzeba oddać autorce, że potrafiła odpowiednio napisać dialogi, tak by zainteresować czytelnika. Jest humor, jest dramat, jest miłość. Bardzo dobra mieszanka, którą można smakować przez kilka godzin.


 Nowość !! Żele pod prysznic z glinkami  | Dove

Nowość !! Żele pod prysznic z glinkami | Dove

Uwielbiam testować nowości, a niewątpliwie teraz na polski rynek wyszły żele pod prysznic firmy Dove z glinkami: różową i zieloną. Już same opakowania / szata graficzna aż zachęca do kupna i przetestowania. Głównie glinki testowałam w kosmetykach na twarz, ale niestety mocno mnie uczulały, więc z wielkim dystansem podeszłam do tych żeli pod prysznic. Każdego dnia nasza skóra jest narażona na czynniki zewnętrzne dlatego należy o nią prawidłowo dbać, oczyszczać i przygotowywać do dalszego etapu pielęgnacji.


Oba żele mają pojemność 250 ml i są zamykane na klik. Konsystencja jest gęsta i kremowa. Zapach obu tych żeli jest niezwykle przyjemny - moim zdaniem to fajny podział na wersję na dzień i na noc. Zielony żel ma taki energetyzujący i przyjemny aromat, który świetnie pobudza podczas porannego prysznica, ten różowy z kolei jest bardziej perfumeryjny, elegancki i idealny na wieczorne spa. 

Dove Purifying Detox Green Clay



  • oczyszczający żel pod prysznic Dove, czyli detox z zieloną glinką
  • żel Dove detox oczyszcza skórę, a jednocześnie zmywa z niej codzienne zanieczyszczenia i toksyny
  • już po pierwszym użyciu skóra jest bardziej miękka i gładka
  • SKŁAD: Aqua, Cocamidopropyl betaine, Sodium hydroxypropyl starch phosphate, Lauric acid, Sodium lauroyl glycinate, Sodium lauroyl isethionate, Sodium chloride, Glycerin, Hydrogenated soybean oil, Helianthus annuus hybrid oil, Parfum, Hydrated silica, Guar hydroxypropyltrimonium chloride, Stearic acid, DMDM hydantoin, Citric acid, Sodium hydroxide, BHT, Sodium isethionate, Sodium benzoate, Tetrasodium EDTA, Butylene glycol, Bentonite, Iodopropynyl butylcarbamate, Zinc oxide, Benzyl salicylate, Linalool, CI 17200, CI 19140, CI 42090, CI 77288

Dove Renewing Glow Pink Clay


  • odżywczy żel pod prysznic, który ma na celu przywrócenie blasku naszej skóry
  • wersja różowa, zawiera w swym składzie różową glinkę, dzięki czemu oczyszcza skórę i przywraca jej blask
  • jest delikatny i nie uszkadza bariery ochronnej skóry, a także jest łagodny dla mikrobiomu
  • SKŁAD: Aqua, Sodium Hydroxypropyl Starch Phosphate, Lauric Acid, Sodium Lauroyl Isethionate, Sodium Isethionate, Zinc Oxide, Sodium Lauroyl Glycinate, Glycerin, Sodium Chloride, Stearic Acid, Helianthus Annuus Hybrid Oil, Hydrogenated Soybean Oil, BHT, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Benzoate, DMDM Hydantoin, Iodopropynyl Butylcarbamate, Butylene Glycol, Tetrasodium EDTA, Citric Acid, Sodium Hydroxide, Parfum, Sodium Sulfate, Hydrated Silica, Bentonite, Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Alcohol, Citronellol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Linalool, CI 17200, CI 19140, CI 73360, CI 77891.

Żele są dostępne w dwóch wersjach: 250ml – 13,99zł i 500ml – 24,99zł.
Poznaliście już te żele z glinkami ??
Zestaw witamin i minerałów dla dzieci | Visolvit

Zestaw witamin i minerałów dla dzieci | Visolvit

Bez wątpienia należy dbać o rozwijający się młody organizm dziecka dostarczając mu niezbędnych produktów takich jak witaminy i minerały. Razem z Oliwią w ostatnim czasie testowałyśmy zestaw witamin i minerałów firmy Visolvit .  Mamy go w dwóch formach: jako proszek i jako żelki. My mamy jako proszek rozpuszczany w wodzie. Z tego co widzę na stronie proszek mamy w dwóch smakach: truskawkowy i pomarańczowy, my mamy truskawkowy. Visolvit jest zalecany od 3 roku życia, więc śmiało moje dziecko mogło je testować. 



Saszetka witaminowa zawiera między innymi takie witaminy jak:
  • witaminę D, która jest potrzebna do prawidłowego wzrostu, a także utrzymanie zdrowych zębów i kości – witamina słońca, niezbędna w okresie jesienno-zimowym,
  • witaminę A, która korzystnie wpływa na wzrok, stan i wygląd skóry, a także jest niezbędna w wielu procesach zachodzących w organizmie,
  • witaminy z grupy B, które wspierają pracę mózgu i układu krwionośnego,
  • składniki zawarte w produktach VisolVit Junior pomagają w prawidłowym funkcjonowaniu układu odpornościowego,
Opakowanie z proszkiem o smaku truskawkowym zawiera 30 saszetek o pojemności 7 g, ja posiadam dwa takie opakowania, choć nie ukrywam , że chętnie bym przetestowała z dzieckiem smak pomarańczowy, bo jakoś do truskawkowego niechętnie się chce przekonać. Staram się jej dawać jedną saszetkę na dzień, ale nie zawsze chce wypić, czasem wypije całe, czasem pół, a czasem wcale - nie wiem od czego jest to uzależnione. Nie mniej jednak samo przygotowanie Oliwia bardzo lubi i sama sobie miesza proszek z wodą. Pomimo, że są to witaminy niestety w składzie znajdziemy cukier i to już na pierwszym miejscu, więc nic dziwnego, że dzieciom smakuje. 


Suplement diety testujemy od dobrego miesiąca, zauważyłam, że córka mniej choruje, a odkąd zaczęła chodzić do przedszkola to tydzień pochodziła, dwa tyg w domu siedziała, ale odkąd zażywa (prawie) regularnie suplement diety widać poprawę. Póki co jestem zadowolona z efektów podawania Visolvit i na pewno w okresie jesienno-zimowym wrócę do takiego suplementu diety. 


Czy Wasze dzieci stosują jakieś suplementy diety ?? 
Z dala od świateł | Samantha Young

Z dala od świateł | Samantha Young

Słyszałam o autorce Samantha Young, ale niestety nie miałam okazji czytać żadnej jej książki, więc jak tylko zobaczyłam, że wychodzi książka 'z dala od świateł' postanowiłam ją przeczytać i podzielić się z Wami moimi wrażeniami na temat tej książki. Premiera miała miejsce 3 kwietnia 2019 roku. 



TYTUŁ: Z dala od świateł
AUTOR: Samantha Young
TŁUMACZENIE: Ewa Górczyńska 
WYDAWNICTWO: Burda Książki 
GATUNEK: Romans
OCENA: 8/10


Skylar była wokalistką popularnego zespołu, ale sława nie dała jej szczęścia. Teraz dziewczyna chce zacząć nowe życie. W Glasgow występuje jako uliczna artystka,, ale jest bezdomna. Gdy pewnego dnia Killiam, który jest dyrektorem artystycznym w jednej z wytwórni fonograficznych proponuje jej wydanie albumu, Skylar odmawia, jednak jedna chwila, w której znajdzie się w wielkim niebezpieczeństwie sprawi, że kobieta postanawia zgodzić się na propozycję Killiana. Oboje nawet nie przeczuwają, do czego doprowadzą ich serca i muzyka. Czy oboje będą w stanie zaryzykować dla uczucia, które pomiędzy nimi się pojawiło ?

"Z dala od świateł" ujawnia negatywne skutki sławy. Główna bohaterka zderzyła się z tym osobiście i bardzo przy tym ucierpiała, dlatego wyrzekła się swojego znanego imienia i zdecydowała stać się bezdomną, byleby tylko nie musieć żyć na widoku każdego. Książka podzielona jest na wydarzenia z teraźniejszości przeplatane z przeszłością. Autorka pozwala poznać nam całą historię Skylar z najdrobniejszymi szczegółami, dlatego możemy wczuć się w jej życie i zrozumieć, dlaczego zdecydowała się na taki krok. O Skylar można powiedzieć dużo, jest zadziorna i wybuchowa, ale także bardzo odważna. Jej życie okazało się dla niej pasmem nieszczęść, toteż zrezygnowała z luksusów i stała się nikim, lecz dało się wyczuć, że lepiej jej jest tak niż gdyby miała ponownie stać się sławną. Imponowała mi swoją postawą, wiedziała, czego chce od życia, dlatego gdy spotkała Killiana postanowiła, że nie da się wplątać ponownie w takie życie, lecz pech chciał, że w pewnym momencie ten obcy mężczyzna był jej jedyną deską ratunku i w ostatniej chwili zdecydowała się po nią sięgnąć. Ta historia pokazuje jak mroczne skutki ma sława i życie na widoku. Uświadamia czytelnika jak czują się osoby, które muszą czytać o sobie najróżniejsze plotki, często te niesprawiedliwe i wyssane z palca. Właśnie to wyniszczyło Skylar i sprawiło, że stała się cieniem swojej dawnej osoby.

,,Miłość nie polega na ściąganiu kogoś do swojego poziomu. Miłość to dostrzeganie w ukochanej osobie jej najlepszej możliwej wersji"
Fabuła toczy się jednostajnym rytmem, autorka karmi nas plastycznymi, barwnymi opisami i pozwala na pełne wyobrażenie sobie każdej sceny. Przy końcowych stronach książki troszkę się wynudziłam i już nie czytałam jej z taką zachłannością, jak na początku. Jednak nie uważam tego za ogromny mankament, dlatego też oceniam książkę na mocną ósemkę.

Jeśli zaś chodzi o Killiana... cóż nie robi on zbyt dobrego pierwszego wrażenia, ale coś sprawiło, że polubiłam go niemalże od razu, czułam, że za tą fasadą nieprzystępnego faceta kryje się coś więcej... Czasem co prawda zdarzały mu się momenty, kiedy delikatnie mnie irytował, ale da się to wybaczyć. 
Książka jest niewątpliwie bogata w emocjonalne momenty, ma w sobie ogromny zastrzyk uczuć i przede wszystkim zwraca uwagę na problem ubóstwa, ale też gdzieś w tle daje nadzieję na odbicie się od dna. Ważnym również aspektem, który pojawia się w tej pozycji jest niewątpliwie ukazanie celebryty czy też gwiazdy muzycznej jako człowieka - z problemami emocjonalno-psychicznymi.

"Z dala od świateł" zabiera w podróż, w której liczy się każde słowo - pokazuje jak życie odbiera nadzieję oraz jak szybko można ją odzyskać, gdy tylko zaczniemy walczyć o swoje. Co to była za historia! Zmysłowa, emocjonująca, piekielnie romantyczna. Nie jak erotyk, który czytamy dla zabicia czasu a jak historia przypominająca życie nas samych. "Z dala od świateł" to historia o muzyce, poszukaniu siebie, miłości, błędach, trudnych decyzjach, niekończącej się walce o własne szczęście, stracie i przewrotności ludzkiego losu. Porusza różnorodną tematykę, która skłania do refleksji i czyni tę historię autentyczną. Polecam fanom autorki, a także tym, którzy lubią powieści z muzyką w tle!

Znacie twórczość Samanthy Young?
Jak pisałam na początku to moja pierwsza książka tej autorki, ale z chęcią sięgnę po inne. 
Remedium | Radosław Rutkowski

Remedium | Radosław Rutkowski

Przemoc otacza nas ze wszystkich stron, widzimy ją w filmach, czytamy o niej w książkach, a media bombardują nas szczegółami krwawych zbrodni. Przez to, że obcujemy ze złem niemal na co dzień, stajemy się coraz mniej wrażliwi, dopada nas znieczulica i przestajemy prawidłowo reagować na ludzką krzywdę. W dobie różnorakich oszustw, coraz częściej przechodzimy też obojętnie wobec biednych czy chorych. A tak nie powinno być.


TYTUŁ: Remedium
AUTOR: Radosław Rutkowski
TŁUMACZENIE: -
WYDAWNICTWO: Alternatywne 
GATUNEK: Kryminał / Thriller
OCENA: 7/10

Bohaterka powieści pt."Remedium", kilka razy zignorowała kogoś i z pewnością nie skończyło się to dla niej dobrze. Czy jesteście gotowi na dobry kryminał? Jeżeli tak, to zapraszam Was do zapoznania się z moją opinią.
Szaleniec, wprawny rzemieślnik czy desperat? Kto stoi za mrożącym krew w żyłach zabójstwem?
Przemek Strawczuk, policyjny śledczy z Krakowa, przyjeżdża do Łodzi, by pomóc w rozwikłaniu zagadki makabrycznego morderstwa. Wraz ze swoim nowym partnerem, Tomkiem Gąsiorem, udają się na miejsce zbrodni. Ofiarą jest Karina, studentka zabita w wynajmowanym przez siebie mieszkaniu. Sprawca działał z chirurgiczną precyzją, przebijając poszczególne narządy i doprowadzając do wykrwawienia się dziewczyny. Na ścianie natomiast pozostawił szkarłatny napis: „Żyłaby, gdybyś otworzyła te drzwi”.
Karina miała bowiem współlokatorkę – inną studentkę, Paulinę Gaworską, z którą jednak prawie się nie znały. Jak się okazuje, swoją wiadomość zabójca skierował właśnie do niej. Dziewczyna była w mieszkaniu, gdy szykował się do zbrodni za zamkniętymi drzwiami w pokoju obok.

Gdy Paulina Gaworska wraca z imprezy do wynajmowanego mieszkania, coś budzi w niej niepokój. Jej lokatorka zasunęła zamek, mimo że nigdy dotychczas tego nie robiła, a przez drzwi jej pokoju widać światło i słychać dziwne szepty. Zmęczona dziewczyna ignoruje podejrzane symptomy zapowiadające tragedię i opuszcza mieszkanie, aby pojechać na weekend do swoich rodziców. Wkrótce potem okazuje się, że ktoś brutalnie zamordował Karinę. Najprawdopodobniej tuż po wyjściu Pauliny. Morderca zostawia na ścianie napis, świadczący o tym, że jedno naciśnięcie klamki, poświęcenie pięciu minut koleżance, mogło uratować jej życie. Ale to nie wszystko… Morderca rozpoczyna z Gaworską chorą grę, w której mordując innych, chce wykorzenić z młodej dziewczyny znieczulicę i nauczyć ją empatii. Czy policja powstrzyma szaleńca, zanim będzie za późno?

,,No niestety, nie każdy jest takim wyrachowanym, zimnym socjopatą jak ty.’’

Przemek Strawczuk, policyjny śledczy z Krakowa, przyjeżdża do Łodzi, żeby pomóc znaleźć sprawcę brutalnego morderstwa. Wraz ze swoim nowym partnerem, Tomkiem Gąsiorem, badają okoliczności zbrodni. Zabójca chce coś zmienić, sprawić, by ogarniający nas wszystkich marazm i znieczulica ustąpiły. Proponuje brutalną terapię jako remedium. Tylko czy forma i… pacjentka okażą się odpowiednie?

„Remedium” jest przegadane i momentami irytujące. Mogłoby być lepiej napisane, mieć lepszą okładkę i lepszą korektę. Ale autor nie mógł mieć lepszego pomysłu na zbrodnię. Właśnie dlatego z przyjemnością będę śledzić jego rozwój i kibicuję z całego serca. I właśnie dlatego uważam tą książkę za całkiem udany debiut. Bo warsztat można wyćwiczyć, ale z wyobraźnią trzeba się urodzić. Nawet jeśli chodzi o tak… specyficzną wyobraźnię.
Copyright © 2014 Testowanie z pa2ul , Blogger