Face Illuminator Powder Palette | My secret

Face Illuminator Powder Palette | My secret

Do rozświetlaczy podchodziłam bardzo ostrożnie i jakiś czas zajęło mi przekonanie się do nich i używanie na sobie. Teraz sobie nie wyobrażam makijażu bez odrobiny efektu glow. Niedobór promieni słonecznych pomoże zrekompensować nowa paleta wypiekanych rozświetlaczy od My Secret. Zamknięte w zestawie cztery odcienie mieniących się drobinek podkreślą kości policzkowe i wymodelują rysy twarzy. Kosmetyk nałożony na matowy podkład nada skórze optymalnego blasku, tworząc efekt zdrowej i promiennej cery.





Paleta wyróżnia się bardzo, ale to bardzo solidnym, plastikowym opakowaniem. Przód jest przezroczysty z czarnymi napisami a tył czarny, z naklejką ze wszystkimi informacjami. Dodatkowo paleta jest zapakowana w złoto-różową tekturkę z brokatem, ale wyciętym okienkiem z przodu, dzięki czemu możemy widzieć co jest w środku. No dobra, ale czy warto ją mieć?? A no warto! Paleta od razu zrobiła ogromną furorę wśród blogerek, vlogerek ale też makijażystek czy dziewczyn, które po prostu lubią się malować. W palecie znajdują się cztery wypiekane rozświetlacze. Pierwszy z nich, Glamour Gooddes, jest w odcieniu różu ze złotą podstawą. Glow Baby, to brzoskwiniowy kolor również ze złotą podstawą, Golden Girl, to piękne złoto, a Princess Dream, to wszystkim nam już dobrze znany odcień (już od długiego czasu występuje solo) złota ze srebrną podstawą.



Trwałość rozświetlaczy jest bardzo dobra, wytrzymują do 10 godzin, nie zmieniając swojego nasycenia i struktury. Plusem jest także to ze produkt nie podkreśla porów, suchych skórek czy załamań skóry. Rozświetlacze można wykorzystywać jako cienie i także dobrze się sprawdzają. 

Mieliście okazję przetestować te wypiekane rozświetlacze od My secret ?? 
Niszczący sekret | K.Bromberg

Niszczący sekret | K.Bromberg

Bardzo się wkręciłam w historię Easton'a i Scout ! Jakiś czas temu recenzowałam pierwszy tom książki "mój zawodnik" i już wtedy nurtowało mnie kilka pytań i od razu chciałam przeczytać drugą część, aby sprawdzić czy moje podejrzenia były słuszne. 



TYTUŁ: Niszczący sekret / The catch (The player #2)
AUTOR: K. Bromberg
TŁUMACZENIE: Marcin Machnik
WYDAWNICTWO: Editio Red 
GATUNEK: Erotyk / Romans 

OCENA: 8/10

Dalszy ciąg emocjonującej historii Eastona Wyldera, gwiazdy baseballu, i Scout Dalton — zadziornej, odważnej i wyjątkowo ślicznej fizjoterapeutki. Scout dzięki swoim umiejętnościom doprowadziła Eastona do formy po poważnej i bardzo bolesnej kontuzji. Co więcej, przekroczyła nieprzekraczalną dla terapeuty granicę, sięgnęła po zakazany owoc i... zakochała się w swoim pacjencie bez pamięci. Easton otrzymał od niej więcej miłości i czułości, niż kiedykolwiek mógłby zapragnąć.

Easton poświęcił swoją karierę dla klubu Aces. Odrzucał lepsze kontrakty i oferty przejścia do innych klubów. Był lojalnym zawodnikiem. Jednak nie został za to nagrodzony tak jak powinien. Najlepszy zawodnik Aces, dowiaduje się, że zostanie przeniesiony. Jednak największy ból sprawia mu zdrada ukochanej. Okazuje się, że to przez kłamstwo Scout znalazł się w takiej sytuacji. Nie ma pojęcia, że kobieta poświęciła swoje cele, aby go chronić. Czy Easton wybaczy Scout?

 Pechowy kontrakt, zmiana barw drużyny co skutkuje przeniesieniem i wydawałoby się zdrada Scout która swą decyzją sprawia, że jego świat zaczyna się walić, to niestety tylko niektóre z "plag" jakie padają na mężczyznę. Ojciec który był zawsze bohaterem okazuje się mieć tajemnicę która wychodzi na jaw przypadkiem i zupełnie w nieodpowiednim czasie, a do tego osobisty, traumatyczny wręcz sekret który Easton ukrywał całe swoje życie, nagle przestaje być sekretem. Jakby tego było mało podczas meczu spełnia się największy koszmar Eastona i Scout.

Jaki człowiek dałby radę znieść to wszystko. Czy można podnieść się z kolan po takich rewelacjach? O tym wszystkim przeczytacie na kartach "Niszczącego sekretu".

Tak jak w poprzedniej części, autorka pisząc kontynuację, trzymała się pewnych schematów. Niestety pozycja jest też dość przewidywalna, ale nie zmienia to faktu, że w pewnym momencie Pani Bromberg potrafi nas zaskoczyć. Historię tę czyta się bardzo przyjemnie i szybko. Ja pochłonęłam ją w dosłownie kilka godzin, ponieważ nie mogłam się oderwać.

K. Bromberg jak na twórczynię erotyków przystało, cechuje się lekkim i zrozumiałym językiem. Sceny seksu na szczęście nie są wyszukane, tylko spokojnie i subtelne. Jeśli lubicie romanse na jeden wieczór, ta seria będzie dla Was idealna. Polecam też tym, którzy czytali pierwszy tom, myślę, że warto poznać zakończenie tej historii.
Turban termiczny | Hair Spa

Turban termiczny | Hair Spa

Ten turban termiczny od Hair Spa to dla mnie ostatnio mega hit ! Nie dość, że możemy go używać na ciepło i na zimno to jeszcze bardzo wspomógł moje osłabione włosy, jak ? Zaraz się dowiecie. Ci co mnie śledzą na instagramie (@paulina.recenzuje) mogli zobaczyć na IS zdjęcia z testowania tego turbanu. Ten turban zwłaszcza użytkując go na zimno bardzo pomógł mi wzmocnić cebulki włosów. Pod koniec zeszłego roku miałam wycinanego raka, chemię i muszę być pod stałą obserwacją lekarzy. Włosy mam krótkie i słabe, ale na szczęście mi nie wypadły tylko mam bardzo osłabione. Głowę myję dwa razy w tygodniu i po umyciu najczęściej sięgam po maskę do włosów. 




(rzep z przodu, który trzyma całość)

Turban otrzymujemy w tekturowym pudełku , a w środku znalazłam właśnie turban, wkładki żelowe, plastikowy czepek i ulotkę informacyjną. Aby produkty nie uległy zniszczeniu po użyciu trzymam je właśnie w pudełku, w którym przyszedł produkt. Oczywiście czepek najpierw daje koło grzejnika , aby wysechł, opłukując wcześniej z maski do włosów czy produktu, którego używałam. 

Turban został wykonany z tkaniny frotte, jest dość gruby i wytrzymały. Wkładki to żel zamknięty w przeźroczystych kieszonkach. Wkładając je do turbanu to sam turban jest dość ciężki i aż bałam się poruszyć, aby mi nie spadł z głowy, ale spokojnie... świetnie się trzyma na głowie, ponieważ posiada rzep, który dobrze trzyma nasze włosy i nie pozwala, aby turban się przemieszczał. 

Produktu można używać na dwa sposoby: na ciepło i na zimno. Najszybszym sposobem jest użycie wkładów na ciepło.

1. Należy pamiętać, aby wkładów nie wkładać do wrzątku. Ja gotuje wodę w garnku do pewnego momentu, wyłączam gaz i wkładam wkładki żelowe na jakieś 10 minut. Wyciągam je za pomocą łyżek, osuszam ręcznikiem i wkładam do turbanu. Może się wydawać to skomplikowane, ale to nie trwa dłużej niż 15 minut. Zresztą w tym czasie kiedy kompresy leżą w ciepłej wodzie można w tym czasie nałożyć maskę na włosy albo olejek , nakładam czepek i idę osuszyć wkłady, nakładam turban i tak sobie z nim siedzę do 30 minut. Następnie idę spłukać maskę z włosów. 

Terapię na ciepło możemy wykorzystywać do wzmacniania produktów takich jak:
- masek
- odżywek
- olejków
- wcierek
- ampułek pielęgnacyjnych

2. Turban na zimno , należy 2h przed użyciem wrzucić wkładki żelowe do lodówki. Ten sposób bardzo mi pomógł wzmocnić cebulki włosów po przebytej chemii.


To zdjęcie z Instagrama, ale jakoś mi się podoba no i udało mi się uchwycić moje dziecko bez durnych min ;). W tym czasie kiedy mam na sobie turban od Hair Spa mogę córce poczytać bajkę, albo się wygłupiamy z tymi naklejami z IS ;) . Jak widać turban się porządnie trzyma, można w tym czasie coś porobić i Wam nie spadnie - testowane kilka razy :D .

Teraz nie wyobrażam sobie pielęgnacji włosów bez turbana termicznego od Hair Spa. Oczywiście nie zawsze mam chęć go używać z powodu braku czasu, ale staram się głowę myć koło 18:00 ze względu na to, że nie używam od 5 lat suszarki do włosów, a nie lubię się kłaść spać z mokrą głową. 
Zdecydowaną zaletą turbanu jest to, że to produkt wielokrotnego użytku. Po wyjęciu wkładek żelowych turban można przeprać , ja na razie jeszcze nie musiałam.

Zapraszam na stronę Hair Spa !

Mieliście styczność z takimi turbanami termicznymi ?? 
Sponsor tom II [Przedpremierowo] | K.N.Haner

Sponsor tom II [Przedpremierowo] | K.N.Haner

W listopadzie pisałam recenzję pierwszego tomu sponsora od Kasi Haner, jeżeli nie znacie pierwszej części to zapraszam na recenzję [KLIK] . Bohaterami książki sponsor są Kalina i Nathan i w drugiej części poznajemy dalsze ich losy. Warto wspomnieć, że książka będzie miała swoją premierę 13/02/19 , więc już w przyszłym tygodniu. Bardzo czekałam na kontynuację, bo pierwsza część zakończyła się w takim momencie, że od razu ma się ochotę sięgnąć po następną. Kiedy książka tylko do mnie przyszła od razu nie zaczęłam jej czytać, bo wiedziałam, że jak usiądę to już koniec :D . Najpierw zajęłam się obowiązkami, a potem koło 17:00 tego samego dnia usiadłam i zaczęłam czytać. Obiecałam sobie, że przeczytam tylko 2-3 pierwsze rozdziały, bo chwilę przed umyłam podłogi i musiały mi wyschnąć i chciałam dokończyć sprzątanie mieszkania, ale nie ... jak już usiadłam to musiałam przeczytać całość ! 


TYTUŁ: Sponsor tom 2 
AUTOR: K.N.Haner
WYDAWNICTWO: Editio Red 
GATUNEK: Erotyk 

OCENA: 8/10


Nieszczęśliwy wypadek odebrał Kalinie zdrowie, rehabilitacja, opieka nad Sabriną oraz złamane serce to niezła mieszanka. Los po raz kolejny postanawia skrzyżować drogi Nathan'a i Kaliny, postanawiają wrócić do siebie i dać sobie jeszcze jedną szansę. Nathan wie, że aby być szczęśliwy musi przegonić swoje demony i oboje z Kaliną będą musieli walczyć o miłość, a ta droga nie będzie prosta. W drugiej części nie zabraknie zawirowań, pojawią się nowe wątki i całą książkę czytałam z zapartym tchem. 

Nathan z typowego gnojka i sponsora co szukał panienek na prawo i lewo zmienił się w poukładanego mężczyznę wiedzącego czego chce i przede wszystkim od kogo. Kiedy sielanka głównych bohaterów trwa nagle jest wielkie BUM ! Ciąża, zabójstwo, zaginięcie... tu jest tyle emocji, że nie idzie się oderwać od lektury. Zaczęłam książkę czytać o 17:00, a skończyłam o 1:00 w nocy, czemu tak długo ? Dziecko, głód, obowiązki, palenie w piecu i takie tam , ale skończyłam i w życiu bym nie zostawiła tej lektury "na jutro". 

Jaki tym razem czeka ich los?
Czy odnajdą wspólnie ukojenie dla swoich zranionych dusz?
Czy Kalina będzie w stanie wybaczyć Nathanowi jego błędy?
Czy Nathan przegoni demony przeszłości?


Główni bohaterowie, to postacie tak ucharakteryzowane, że albo ich od razu pokochasz, albo znienawidzisz. Uwielbiam Barbarę – matkę Nathana, niebywale szczera, kochająca swojego syna ponad wszystko, jeżeli jednak coś namiesza, nie szczędzi swojego języka i daje mu porządny opierdziel, gdy się należy. I moja ukochana Sabrina ta mała cudowna mądra dziewczynka niejednokrotnie rozbawiła mnie swoim beztroskim podejściem i jej słodkim przekręcaniem słówek, by za chwilkę zaskoczyć mnie tym, jak inteligentną jest osóbką, do tego niezła z niej cwaniara i mała przekupka :D. No i Nathan, ten to dopiero miał przechlapane, aż było mi go żal, ciągle miał pod górkę, ale zaimponował mi swoim podejściem. 

Przechodząc do meritum, dopóki nie przeczytałam drugiej części Sponsora, nie rozumiałam fenomenu – królowa dramatów. Teraz doskonale wiem, o co chodzi czytelniczkom i fankom autorki. Haner dostarcza w swoich książkach czytelnikowi całą gamę emocji, od negatywnych po pozytywne i dba o to, aby podczas podróży z bohaterami nie wkradła się nuda. Chociaż bardzo podobała mi książka "zakazany układ" i od tej książki zaczęłam swoją przygodę z Kasią. 

“Sponsor” to nieszablonowy romans wysokich lotów, gdzie miłość wcale nie jest taka prosta, a bezproblemowe życie zdaje się być tylko odległym marzeniem. Autorka stworzyła powieść niezwykle prawdziwą i bolesną, która jednocześnie rozczula i wzrusza. Strony obfitują żalem i udręką, lecz nie zabrakło także dawki dobrego humoru i pozytywnej energii. W powieści zostały poruszone bardzo ważne, a tym samym trudne tematy. Jak wybaczyć osobie, która roztrzaskała twe serce w drobny mak? Czy ludzie zasługują na drugą szansę? Jak przetrwać, kiedy życie nieustannie rzuca kłody pod nogi? Skąd czerpać siły na walkę o lepsze jutro? 

Znacie książki Kasi? 
Jakie gatunki czytacie? U mnie głównie erotyki/romanse , thrillery i czasem obyczajowe :) 
Kuracja przeciw wypadaniu włosów | Trychoxin

Kuracja przeciw wypadaniu włosów | Trychoxin

Moje włosy zwłaszcza po ciąży trochę osłabły, a ja w sumie nie robiłam prawie nic w tym kierunku, aby poprawić ich stan. Jakiś czas temu słyszałam o kuracji przeciw wypadaniu włosów Trychoxin , więc postanowiłam się skusić i zobaczyć efekty jakie mi przyniesie. Sama paczka przyszła dość szybko, ale chciałam poczekać do poniedziałku, aby zacząć testowanie od pełnego dnia zapisując sobie w zeszycie swoje postępy. Przez weekend przeczytałam dokładnie ulotkę, jak co należy stosować i jak często i wszystko sobie rozpisałam, aby nie zapomnieć. W swoim zestawie znalazłam szampon i 12 ampułek w kartonowym stojaku. Ciekawi ?? Zapraszam dalej . 


Zacznijmy może od szamponu. Produkt mieści się w eleganckiej i poręcznej butelce , która jest zakończona pompką ułatwiającą wydobycie szamponu. Pojemność opakowania wynosi 250 ml. Szampon się dobrze pieni i łatwo spłukuje. Szampon można stosować codziennie, chociaż ja nie jestem zwolenniczką mycia głowy codziennie, myję dwa razy w tygodniu. Szampon nie wysusza skóry głowy, nie plącze włosów i łatwo się później rozczesują. 


Cena: ok. 30 zł.

Bardzo zaintrygowały mnie te ampułki i ich byłam mocno ciekawa. Jak wspominałam wcześniej w opakowaniu jest 12 ampułek z czego jedna jest na dwa dni, więc łącznie mamy aż 24 aplikacje. Jestem zachwycona atomizerem. Na początku się bałam, że to będą takie ampuły gdzie należy opakowanie jakoś zniszczyć, aby nałożyć produkt na włosy, ale nie... tu mamy formę "psik psik" :D , co jest mega ułatwieniem i w sumie pierwszy raz się spotykam z takim udogodnieniem. 




Cena: ok. 120 zł.


Kuracja podzielona jest na 3 fazy:

Faza I - Zapobieganie nadmiernemu wypadaniu włosów

Pomóc ma nam w tym kwas oleanolowy, który zmniejsza produkcję DHT, czyli głównej przyczyny utraty włosów. Dzięki temu produkt powinien sprawdzić się u osób, u których wypadanie spowodowane jest nadmiarem androgenów.

Faza II - Wspomaganie włosów do odrostu

W tej fajnie pomocne będą takie składniki jak:
Apigenina - zwiększa mikrokrążenie w skórze głowy
Arginina - odżywia cebulki włosów
Witamina PP - umożliwia optymalną gospodarkę wodną skóry głowy, zapobiega wypadaniu
Vanillyl Butyl Ether - poprawia mikrokrążenie krwi poprzez rozszerzenie naczyń krwionośnych
Biotyna - źródło niezbędnych dla włosów siarki, wpływa na prawidłową kondycję skóry głowy

Faza III - Wzmocnienie zakotwiczenia włosów 

Dzięki takim składnikom jak:
Peptide biotynylo-GHK - poprawia zakotwiczenie włosów, spowalnia wypadanie
Ekstrakt z imbiru - łagodzi podrażnienia skóry głowy


Już po około 2 tygodniach można było zobaczyć pierwsze efekty , włosy wypadały mniej. Było to u mnie bardzo widoczne na szczotce i podczas mycia włosów. Niestety kilka tygodni po kuracji produktami Trychoxin lekarz rodzinny wysłał mnie dalej do lekarza i musieli mi wycinać raka, potem leczenie przez to to wypadanie włosów znowu mi się nasiliło i problem wrócił od nowa. Jedyne co mogę napisać to to, że miesiąc, który spędziłam na testowaniu kuracji przeciw wypadaniu włosów naprawdę przyniósł zauważalne efekty i byłam zadowolona. Teraz niestety moje włosy na nowo są osłabione wynikiem chemii i nie, nie straciłam włosów, ale mam bardzo osłabione. Połączenie szamponu i ampułek dały bardzo fajne rezultaty i jeżeli się zmagacie z wypadaniem włosów, a dotychczasowe produkty nie spełniły waszych oczekiwań to z czystym sumieniem mogę polecić kurację Trychoxin. 

DAJCIE ZNAĆ CO SĄDZICIE O KURACJI I JAKIE PREPARATY NA WYPADANIE WŁOSÓW U WAS SIĘ SPRAWDZIŁY! 

Shinybox styczeń 2019 | Time to shine

Shinybox styczeń 2019 | Time to shine

Też czekacie na wiosnę ?? Mamy już luty, a przychodzę do Was ze styczniowym pudełkiem Shinybox , która miała nazwę "time to shine". Już kilka produktów udało mi się przetestować, więc jeżeli jesteście ciekawi co znalazło się w moim to zapraszam. 


1. Szampon do włosów Gliss Kur [13,99zł] - lubię kosmetyki tej firmy , a szamponu dość dawno nie używałam, więc ucieszyłam się, że się znalazł w pudełku. Zawarty w kosmetyku ekstrakt z nasion Moringi i keratynowe serum odpowiada na potrzeby włosów przeciążonych zanieczyszczeniami oraz przetłuszczających się. Odbudowuje zniszczenia powodowane wolnymi rodnikami, chroni włosy przed zanieczyszczeniami oraz tworzy ultracienką warstwę ochronną, przeciwdziałającą szkodliwym czynnikom zewnętrznym. Bez silikonów i sztucznych barwników.


2. Maseczka regenerująca Dermaglin [6,99zł] - już któryś raz ta maseczka się powtarza, z tej firmy. Fajnie byłoby coś nowego przetestować, chociaż u mnie masek nigdy dość. Intensywnie regeneruje, głęboko odżywia, dokładnie oczyszcza i wygładza skórę twarzy. W swoim składzie zawiera zieloną glinkę kambryjską, wyciąg z miodu akacjowego, olejek pomarańczowy. Polecana jest w szczególności dla skóry zmęczonej, szorstkiej, wymagającej zdecydowanego działania i poprawy wyglądu. Pozostawia skórę gładką i przyjemną w dotyku.


3. Vis Plantis Element , szampon do włosów z węglem aktywnym [25,99zł/300ml] - i znowu szampon ? Nie za dużo trochę? Chociaż takiego jeszcze nie miałam, więc można testować :D. Dogłębnie oczyszcza skórę głowy, działa kojąco i nawilżająco, chroni włosy przed negatywnym wpływem środowiska i zmniejsza przetłuszczanie się włosów. Przeznaczony jest do pielęgnacji wszystkich typów włosów, przede wszystkim narażonych na częsty kontakt z różnego rodzaju zanieczyszczeniami.


4. Vis Plantis Basil Elements, maska do włosów [ 29,99zł/200ml] - maski do włosów bardzo lubię używać, tej jeszcze nie miałam, więc fajnie, że się trafiło coś czego nie miałam okazji przetestować. Zwiększa miękkość i elastyczność włosów i skutecznie przeciwdziała rozdwajaniu się końcówek. Dzięki naturalnemu, ekologicznemu ekstraktowi pozyskiwanemu z bazylii, dodatkowo wzmacnia i odmładza strukturę skóry głowy, opóźnia utratę włosów i zagęszcza je.


5. Carlo Bossi , Crystal Femme pink  [14,99zł/9,5ml] - szkoda, że taki mały flakonik, bo mój perfum pięknie pachnie. Miałam wrażenie, że znam ten zapach i już kiedyś miałam okazję go gdzieś wąchać. Na pewno ten zapach wrzucę do kosmetyki do mojej torebki, aby zawsze móc się nim psiknąć kiedy będę miała ochotę :) 


6. Bell HYPOAllergenic Lip Lacquer Liquid [12,99zł/szt] - w końcu dostałam produkt do ust w kolorze, w którym lubię (różowy tak, czerwony nie :P ) . Pomimo, że za błyszczykami nie przepadam to ten bardzo mi się spodobał, jest delikatny i ślicznie się prezentuje na ustach. To połączenie intensywnego, na pigmentowanego koloru błyszczyka z trwałością pomadki. Dodatkowo optycznie powiększa i wygładza usta na wiele godzin. Chroni przed nadmiernym przesuszaniem i nie pozostawia uczucia lepkości. Idealny na każdą okazję. 


7. Bell - kremowa pomadka do ust Secretale Nude [13,49zł/szt] - nudziaki uwielbiam, więc kolejny produkt do ust, który spełnił moje oczekiwania i ochoczo będę używała. Daje efekt mokrych ust – są nawilżone i soczyste, jakby pokryte taflą wody. Kremowa konsystencja równomiernie powleka je aksamitną, odżywczą powłoką. Produkt wygładza usta i nie skleja ich. Kolor i blask utrzymują się przez wiele godzin, a usta pozostają miękkie i ponętne.


8.  Bell HYPOAllergenic Brow Modeller Gel [17,99zł/szt] - produkty Bell uwielbiam, ale z brwiami za bardzo nic nie robię, mam delikatne i mi się podobają. Niezwykle trwały korektor do brwi w żelu, optycznie wypełniający ubytki. Pozwala wymodelować brwi i nadać twarzy odpowiednią oprawę. Specjalnie wyprofilowana szczoteczka sprawia, że aplikacja jest łatwa i umożliwia każdemu precyzyjne nałożenie preparatu. Dzięki temu brwi przez cały dzień są podkreślone i nie tracą wyrazu, a przy tym wyglądają naturalnie i lekko.


9. Maska kolagenowa w płachcie, Biodermic [17,99zł/9,5ml] - spektakularna maska kolagenowa zawiera 100% bio-aktywny kolagen. Duża zawartość substancji aktywnych powoduje widoczną poprawę kondycji skóry, poprawia jej elastyczność, jędrność oraz hamuje pojawianie się zmarszczek. Naturalny czynnik nawilżający NMF chroni skórę przed odwodnieniem. Dzięki dobremu nawilżeniu skóra staje się wygładzona.


I na tym koniec styczniowego pudełka Shinybox. Sporo kosmetyków Bell, dwa szampony, i kolejny raz maseczka od Dermaglin. Chętnie widziałabym jakiś peeling do twarzy albo ciała, paletkę cieni czy jakiś gadżet typu beauty blender. Chociaż to pudełko jest w miarę przyzwoite pod względem produktów dla mnie, bo jedynie nie użyje produktu z Bell do brwi, a cała reszta się przyda i na pewno zużyje. Jestem bardzo ciekawa kolejnego pudełka, bo to czas miłości , walentynki i te sprawy, więc z niecierpliwością czekam, a Was zapraszam do komentowania.

Styczniowa edycja jest nadal dostępna do kupienia ! 

Jak Wam się widzi to pudełko?
Też uważacie , że 3 produkty Bell i dwa szampony to lekka przesada? :P 
Maska do włosów suchych i zniszczonych oraz olejek keratynowy | Il Salone Milano

Maska do włosów suchych i zniszczonych oraz olejek keratynowy | Il Salone Milano

Lubię testować nowości z produktów przeznaczonych do pielęgnacji włosów, jeżeli coś mi się sprawdza to sięgam po kosmetyk po raz kolejny. Miałam okazję testować kosmetyki z firmy Il Salone Milano, które zrobiły na mnie ogromne wrażenie , zwłaszcza olejek. Zapewne każda z nas marzy o długich , zdrowych i lśniących włosach, u mnie wszystko się zgadza oprócz pierwszego słowa. Nie lubię długich włosów, a jak na złość rosną mi w zastraszającym tempie. Teraz włosy mam ścięte i lepiej mi się o nie dba niż jak miałam długie. 


Sezon jesienno-zimowy niestety nie jest łaskawy dla naszych włosów. Mróz, wiatr, suche i gorące powietrze w pomieszczeniach, czapki, szaliki, swetry - to wszystko sprawia, że stan naszych włosów ulega pogorszeniu. Stają się szorstkie w dotyku, suche, puszą się i elektryzują. Dlatego tak ważna w tym okresie staje się ich pielęgnacja. Jeżeli jeszcze nie mieliście okazji poznać kosmetyków do włosów z tej firmy to zapraszam na recenzję.

Profesjonalna maska do włosów bardzo zniszczonych i osłabionych posiada formułę restrukturyzującą, która jest zdolna do przenikania w głąb włosa. Wspomaga proces regeneracji i odbudowy włókna włosa. 



Maska umieszczona jest w tubce o pojemności 250 ml. Wykonana została z miękkiego plastiku, co ułatwia wydobycie. Tutaj bardzo zaskoczyła mnie nakrętka. Zawsze miałam produkty na klik, a tutaj muszę odkręcić wieczko. Moim zdaniem to trochę męczące mając mokre dłonie i ciężko było mi się przyzwyczaić, nie mniej jednak ten drobny minus nie wpływa na działanie maski. Produkt świetnie rozprowadza się po włosach, konsystencja jest gęsta o białym zabarwieniu. Posiada bardzo przyjemny, słodki zapach, czułam się jak w salonie fryzjerskim. Plusem jest to, że zapach maski długo się utrzymuje na włosach, podoba mi się to. Maska intensywnie nawilża włosy, są miękkie i łatwiej mi rozczesać włosy. Kolejnym plusem jest zdecydowanie wydajność. Wystarczy niewielka ilość kosmetyku, aby rozprowadzić po całej długości włosa. Ja mam też krótkie włosy , więc produktu starczy mi na dłuższy czas. Maska dobrze się spłukuje i nie obciąża włosów. Koszt takiej maski za 250 ml wynosi około 30 zł. Produkt dostępny w sieciach drogerii: Hebe, Rossmann, SuperPharm i Carrefour.

Profesjonalna kuracja odbudowująca w postaci olejku keratynowego to mój totalny hit !! Olejek przeznaczony jest do włosów zniszczonych i suchych. Jest wzbogacony o olej migdałowy co sprawia, że włosy są chronione przed negatywnym wpływem czynników zewnętrznych. Dodatkowo chroni końcówki przed rozdwajaniem. 



Olejek został zamknięty w plastikowej butelce o pojemności 100 ml, która została wyposażona w wygodną pompkę ułatwiającą wydobycie produktu. Bardzo spodobała mi się szata graficzna olejku, jest minimalistyczna i elegancja. Kosmetyk posiada konsystencję gęstego, przezroczystego olejku, który nie ścieka z dłoni w zastraszającym tempie. Łatwo się aplikuje i przede wszystkim przyjemnie, ponieważ olejek posiada wspaniały zapach i tak jak w przypadku maski do włosów kojarzy mi się z kosmetykiem fryzjerskim. 

Olejku można używać na kilka sposobów. Ja ostatnio preferuje na umyte już włosy, ale tylko na końcówki. Jak mam więcej czasu to ja jakieś 2h przed umyciem włosów nakładam olejek na całą długość włosów i trzymam pod turbanem, który ostatnio mogliście zobaczyć na moim instastory (recenzja już niedługo). Po 2h idę umyć włosy. Można również zostawić olejek na całą noc , a następnie głowę umyć rano,ale tego sposobu nie testowałam, bo nie lubię rano myć głowy, a jeszcze nie posiadam suszarki i nie używam, więc na pielęgnacji włosów skupiam się wieczorem. Kosmetyk nie obciąża włosów. Olejek nakładam też na włosy przed wyjściem np.na duży mróz lub gdy wiem, że będę zakładać czapkę. Zapobiega wtedy nieprzyjemnemu elektryzowaniu się i nadaje włosom elastyczność i miękkość. Cena takiego olejku to około 35 zł za 100 ml. 

Podsumowując, kosmetyki Il Salone Milano świetnie dbają o moje włosy w tym trudnym dla nich okresie. Nadają im niesamowitą miękkość i blask. Regenerują ubytki, wygładzają i odbudowują zniszczone i osłabione pasma. Włosy się nie puszą, nie elektryzują i nie ulegają przesuszeniu. Mimo bogatych, profesjonalnych formuł nie zauważyłam obciążenia włosów. Mi bardzo przypadły do gustu te kosmetyki i mam nadzieję, że niedługo przetestuję coś innego, bo oferta tej firmy jest dość spora i na pewno jeszcze znajdę jakiś ciekawy kosmetyk dla siebie. 

Znacie kosmetyki z tej firmy ??
A może sami już coś testowaliście? :)

Żel oczyszczający gommage | Dermacol

Żel oczyszczający gommage | Dermacol

Kosmetyki firmy Dermacol to dla mnie kompletna nowość, więc postanowiłam przetestować kilka produktów i dzisiaj przychodzę do Was z kosmetykiem do oczyszczania twarzy. Miałam już wcześniej styczność z żelami gommage, więc to oczyszczanie nie jest mi obce. Jesteście ciekawi jak się u mnie sprawdził ten żel to zapraszam dalej :) . 


Jeżeli jeszcze nie wiecie co to jest gommage to peelingi stosowane w kosmetyce delikatnie złuszczają naskórek bez jego uszkadzania. Zawierają enzymy, które rozpuszczają martwy naskórek, następnie taki peeling „sztywnieje” i robi się gumowy. Wtedy go delikatnie „rolujemy” i zmywamy resztki. Skóra jest odświeżona, bez ryzyka uszkadzania naskórka. Peeling idealny dla cer wrażliwych, naczyniowych. Moja cera pomimo tego, że jest mieszana to jest wrażliwa , mam uczulenie na niektóre składniki. Jednak ten kosmetyk od Dermacol mnie nie uczulił i ogólnie polecam przetestować. 

Kosmetyk otrzymujemy w miękkiej tubce zamykanej na klik o pojemności 100 ml. Żel z firmy Dermacol zawiera gumowe mikrokuleczki , które pozwalają nam na dokładne oczyszczenie twarzy. Praktycznie używamy tego kosmetyku jak normalnego żelu do twarzy tylko z tą różnicą , że przy masowaniu kolistymi ruchami pod palcami wytwarzają się właśnie te mikrokuleczki, a następnie spłukujemy pod bieżącą wodą. Buzia po umyciu jest oczyszczona i gładka w dotyku. Żel zawiera w sobie wyciąg z australijskiego drzewa herbacianego i jest nieperfumowany , czuć jedynie charakterystyczny zapach olejku. Zapach jest naprawdę dość charakterystyczny i niekoniecznie każdemu może przypaść do gustu , ale w moim odczuciu nie jest najgorszy. Konsystencją przypomina galaretkę z drobinkami, o których wspominałam wcześniej. Kolor jest przezroczysty. Używając należy pamiętać, aby omijać okolice oczu. 


Zdecydowałam się na ten kosmetyk, ponieważ walczę z porami, które u mnie wyglądają strasznie. Przy codziennym użytkowaniu naprawdę widać poprawę i jestem póki co zadowolona. Cera jest świeża i promienna, nawet zauważyłam , że mam mniej wyprysków odkąd stosuje żel gommage od Dermacol. 

Znacie firmę Dermacol ? 
A może już używaliście kosmetyków z tej firmy ??
Masła do ciała Dairy Fun | Delia Cosmetics

Masła do ciała Dairy Fun | Delia Cosmetics

Kosmetyków firmy Delia używam od dawna i mam dość sporą kolekcję, oczywiście połowa już mi się skończyła, ale zawsze coś mnie zaskoczy. Te masełka do ciała Dairy Fun widziałam kiedyś w Biedronce, od razu spodobał mi się słoik, ale nawet nie wiedziałam, że Delia ma cokolwiek wspólnego z tymi masłami. Nie czekając dłużej postanowiłam od razu przetestować dwa masła o różnych zapachach - skusiłam się na blueberry i peach, czyli borówka amerykańska/jagoda i brzoskwinia.

Kilka słów od producenta:

Dairy Fun - aromatyczna pielęgnacja Twojego ciała...
Seria Dairy Fun została stworzona z myślą o tych, dla których kąpiel to nie tylko codzienny zwyczaj, ale przyjemność i relaks. Nasze aromatyczne kosmetyki pozwalają odprężyć się po długim dniu, a dzięki specjalnie opracowanym recepturom doskonale nawilżają i odżywiają skórę.



Już same opakowania zwracają uwagę. Jest prześliczne, świetnie prezentuje się w łazience i zwiększa przyjemność używania kosmetyków. Mam ogromną słabość do opakowań stylizowanych na stare i ten model bardzo mi się podoba. Ma też dodatkowy plus, wcale nie musi być jednorazowy. O ile większość opakowań kosmetyków nie nadaje się do niczego, o tyle to świetnie wpisuje się w trend no waste. Można go z powodzeniem wykorzystać ponownie np. do przechowywania wacików kostycznych czy biżuterii.

Po otworzeniu opakowania od razu czuć przyjemny zapach jagód, który kojarzy mi się ze skittlesami. Jest bardzo intensywny, wręcz aromatyczny! Aż chciałoby się go wyjadać łyżeczką. Ale wróć! To krem, przejdźmy więc do prawidłowej aplikacji. Balsam ma konsystencje delikatnego musu, idealnie nakłada się na skórę, perfekcyjnie rozsmarowuje i błyskawicznie wchłania. Nie pozostawia po sobie nieprzyjemnego nalotu, jedynie delikatną, orzeźwiającą woń jagód. Łatwo się go wyjmuje z opakowania, nie ma więc ryzyka, że trudno będzie wydobyć końcówkę produktu.




Brzoskwinie uwielbiam w każdej postaci i bardzo się ucieszyłam na masło o własnie takim zapachu. Zapach utrzymuje się dość długo na ciele, a skóra jest nawilżona, miękka i gładka. Wersję brzoskwiniową używam rano, a jagodową wieczorem po kąpieli. Pojemność opakowań wynosi 300 g to w sumie dość sporo zwłaszcza, że masełko bardzo fajnie rozsmarowuje się na ciele. Oba produkty testuje dzięki medicot.pl . Oferta jest dość ciekawa, bo oprócz tych dwóch maseł są jeszcze dwa inne zapachy, body scrub czy żele pod prysznic. Następnym razem jak będę w Biedronce będę musiała spojrzeć czy jeszcze te kosmetyki można tam kupić i skuszę się tym razem na coś innego. 

Znacie kosmetyki Dairy Fun? 
Tylko ja nie wiedziałam, że są to kosmetyki firmy Delia? :D 

Naturalny olejek do ciała | La chinata

Naturalny olejek do ciała | La chinata

Jakiś czas temu przeglądając internet gdzieś przez przypadek mignęło mi Alimero, więc z ciekawości weszłam na stronę sprawdzić co to jest. Okazało się, że to kolejny portal dla influencerów, wiec postanowiłam się zapisać i zobaczyć co ciekawego oferują. Zapisałam się do dwóch aukcji i obie wygrałam. Póki co przyszedł mi olejek do ciała La chinata, o którym będzie dzisiejszy post, a na drugą paczkę jeszcze czekam.


Aukcji jest kilka, znajdziecie tam nie tylko kosmetyki, ale nawet książki, właśnie się zapisałam do aukcji jednej książki mam nadzieję, że się dostanę, bo i tak zamierzałam ją przeczytać, więc fajnie by było jakby wpadła w moje łapki. Możecie również zarabiać pieniądze na tych aukcjach podając cenę . Jeżeli się dostaniecie do wybranych przez siebie aukcji, przychodzi do Was paczka i macie określony czas na napisanie recenzji i wysłaniu linków poprzez stronę. Czy polecam Alimero ? Odpowiem Wam przy następnej recenzji :) 

Nie przedłużając olejek do ciała przyszedł mi dość szybko, plusem jest na pewno to, że paczka została dobrze zabezpieczona jak i sam olejek, więc nic nie miało prawa Wam się wylać. Olejek zamknięty jest w plastikowej i przezroczystej butelce o pojemności 250 ml , dzięki któremu widzimy ile produktu nam zostało, lubię taką opcję. Tutaj sposób dozowania mnie zaskoczył, ponieważ zgłaszając się na przez stronę Alimero na zdjęciu olejek miał pompkę, a tutaj mamy otwarcie typu "PRESS". Wydaję mi się, że pompka jest wygodniejsza , bo możemy nabrać tyle olejku ile potrzebujemy bez zbędnego  przelewania kosmetyku. Przy otwarciu PRESS należy uważać, aby za dużo tego olejku nie wydobyć, bo od razu spływa.


Nie znałam wcześniej tej firmy La chinata, ale widząc w necie ma dość szeroką ofertę i fajnie byłoby jeszcze cokolwiek przetestować z tej firmy .

Zapach jest prześliczny, mam wrażenie, że dość perfumowany, więc zapach utrzymuje się na ciele. Coś czuję, że ten olejek zrobi furorę wiosną/latem . Olejek świetnie się nada dla osób takich jak ja, które posiadają suchą skórę. Skóra staje się miękka i gładka, a używając regularnie nawilżona. Jedynie jak się cała wysmaruje tym olejkiem to muszę umyć ręce. Miałam wrażenie, że olejek na ciele ma postać suchego olejku, fajnie się wchłania, nie pozostawia tłustej warstwy, a na dłoniach z kolei odwrotnie - za długo mi się wchłania przez co czuję , że mam tłuste dłonie - dlatego myję i używam kremu do rąk.


Nie wiem czy widzicie ten olejek na dłoni, bo od razu jak wycisnęłam go na dłoń zaczął spływać. Naturalny olejek do ciała firmy La chinata póki co u mnie sprawdza się świetnie, jedyny minus dla mnie to aplikacja, wolałabym pompkę niż otwarcie typu PRESS . Nie mniej jednak polecam przetestować chociażby dla samego zapachu i szybkiego nawilżenia ciała.

Znacie firmę La chinata?
Dołączyliście do platformy Alimero?  
Przekąski dla każdego | 4health

Przekąski dla każdego | 4health

U mnie już po feriach, ale te dwa tygodnie szybko zleciały, chociaż jeszcze feriami czy ich brak się nie przejmuje, bo córka jeszcze do szkoły nie chodzi. W pierwszym tygodniu ferii byłam w Gorzowie u cioci, bo wolne miała (nauczycielka), nawet miło spędziliśmy tam czas, a byliśmy dosłownie 1,5 dnia, bo w środę jechaliśmy z dzieckiem do Poznania do szpitala. Od 2 lat prowadzę kalendarz, a raczej staram się, bo lubię mieć wszystko zapisane i chociaż część dnia zaplanowane. Szczególnie kalendarz pomaga mi przy planowaniu postów na bloga. Jakiś czas temu trafiłam na produkty do jedzenia marki 4health. Dla mnie to kompletna nowość, więc jak tylko paczka mi przyszła to byłam mega zdziwiona ilością produktów , oczywiście na plus. W środku znalazłam musli, batony i kubki  musli, które zalewam sobie jogurtem naturalnym. 


W paczce znalazłam cztery opakowania musli i 20 batonów. Pierwsze co przetestowałam to batony, lubię takie rzeczy, bo można zawsze schować do torebki i zjeść jak poczujemy głód. Takie przekąski chętnie zabieram jak chodzę z córką na plac zabaw czy ogólnie na dłuższy spacer. Pomimo, że jest zima u mnie nie ma śniegu, pogoda to u mnie przełamanie jesieni z wiosną, wczoraj była cudowna pogoda, troszkę mróz,ale słońce grzało i bardzo chętnie poszłyśmy z Oliwią na spacer, a potem na zakupy, aż się do domu nie chciało wracać. Dzisiaj niby śnieg próbował padać, ale wydaje mi się, że to był deszcz ze śniegiem , więc nic nie widać, a szkoda... Marzy nam się biała zima, sanki itp, a mamy od groma błota ! 



Batony miałam w trzech smakach: z migdałem i miodem, pistacja i czarna czekolada oraz nerkowiec, chili i czarna czekolada. Najbardziej z tych trzech wariantów smakował mi baton z pistacją i prawie wszystkie sama zjadłam, córce natomiast smakował z migdałem i miodem. Miałam duże obiekcje do spróbowania chili, bo bałam się, że będą jakieś ostre , a ja takich produktów nie lubię, jednak trzeba było spróbować, aby móc się z Wami podzielić swoimi wrażeniami. Jednak to połączenie mi nie odpowiadało, dość wyraźnie czuć te chili, więc mój partner zjadł, bo on lubi wszystko co ostre. Widzę, że jest jeszcze wersja z kokosem, ale nie miałam sposobności spróbować. 


Nigdy nie jadłam musli, więc to było takie moje pierwsze spotkanie z tymi produktami . Mam cztery warianty smakowe, ale oczywiście najlepiej się u mnie sprawdziły te o smaku czekolady, a najmniej wersja w fioletowym opakowaniu z owocami. Wszystkie musli w swoim składzie zawierają nasiona chia , które poprawiają pracę mózgu. 


1) owoce tropikalne i nasiona chia - w środku znajdziemy płatki kokosowe , kawałki ananasa, suszone banany, rodzynki i morele. Mogę Wam napisać, że zapach jest obłędny,  z córką jadamy sobie je bez żadnych innych dodatków, tak na sucho. Ilość dodatków w tym musli pozytywnie mnie zakosczyła. 

2) czekoladowe z orzechami - te nam zasmakowały najbardziej, cudownie pachną, w środku znajdziemy kawałki czekolady i orzechy, które moje dziecko nie chce jeść, ale my z partnerem bardzo chętnie je wyjadamy :D Zazwyczaj jadamy je z mlekiem albo zalane jogurtem naturalnym. 


3) czerwone owoce - ta wersja smakowała mi najmniej, pomimo , że ma dobre właściwości, ponieważ produkty zawarte w tej wersji musli obniża poziom cholesterolu i wzmacnia naczynia krwionośne to jakoś ich smak nie przypadł mi do gustu. 

4) naturalne z nasionami chia - przy tej wersji już sobie musli urozmaicałam i sama wkrajałam owoce i zalewałam jogurtem naturalnym. Samo w sobie jest delikatne w smaku i mocno chrupiące, polecam. 

I na sam koniec kubki musli, które są nowością 4health !! Ja testowałam dwa smaki i oczywiście najbardziej przypadły mi do gustu czekoladowe Druga wersja smakowała mojej sąsiadce, więc się podzieliłam. Kubeczek to również fajna forma wzięcia takiego posiłku do pracy jako drugie danie. Wystarczy kubek crunchy w ulubionym smaku i opakowanie jogurtu naturalnego . W wolnej chwili wystarczy tylko zalać jogurtem nasze musli i przekąska gotowa. 



Ma drugim zdjęciu właśnie planowałam wyjazd do Gorzowa i do szpitala , musiałam rozpisać rzeczy, które potrzebuję ze sobą zabrać i nawet głód nie był mi straszny, bo pisałam zajadając się crunchy cup o smaku czekoladowym . Produkty 4health to przekąski dla każdego. Jest kilka smaków z każdego produktu, że każdy z Was znajdzie swój ulubiony. 

Znacie produkty 4health? Sięgacie po takie przekąski ?? 
Copyright © 2014 Testowanie z pa2ul , Blogger