Rimmel BB cream light, recenzja.

W moje ręce wpadł krem BB od Rimmel. Wcześniej miałam taki krem, ale z U20 i kompletnie u mnie nie zdał egzaminu , albo leży zapomniany albo wywaliłam w całości, nawet nie pamiętam.

Teraz postanowiłam się przemóc i spróbować przetestować taki krem, ale z innej firmy.


Matujący BB Cream o 9 właściwościach upiększających:

- zmniejsza widoczność porów,
- wyrównuje koloryt skóry,
- działa matująco,
- kontroluje wydzielanie sebum,
- wygładza skórę,
- łagodzi podrażnienia,
- minimalizuje cienie pod oczami,
- zapobiega powstawaniu przebarwień,
- zapewnia krycie przez cały dzień.
Formuła oil - free.

Ja dostałam wersję "light", czyli dla mnie najlepsza, bo im jaśniejszy produkt tym lepiej, bo mam jasną cerę. 
Podoba mi się jak krem BB wygląda na cerze, wyrównuje koloryt i wygląda naturalnie.
Nie podkreślił suchych skórek ani nie zrolował się w zmarszczkach. 

Jedynym minusem jaki zauważyłam do tej pory, że znika efekt matu. 
Trzeba również uważać przy otwieraniu, ponieważ produkt jest lejący. 

Sam produkt łatwo się rozprowadza na twarzy, nie zapycha, nie robi smug ani efektu maski. 

Tubka jest miękka o pojemności 30 ml i tak jak pisałam wcześniej trzeba uważać przy odkręcaniu żeby się nie wylał, ale ja o tym pamiętam, więc daje sobie radę. 



Copyright © 2014 Testowanie z pa2ul , Blogger