Happy Box od Farmona, 3 etapy w pielęgnacji twarzy. Recenzja.

Nie było mnie miesiąc w domu. Kiedy wróciłam zastałam wieżę z paczek, a wśród nich znalazłam paczkę od Farmony. W kartonie znalazł się Happy Box, który jest uroczy, opakowanie jest cudowne.


To niewielkie pudełko pomieściło aż UWAGA - 5 kosmetyków. 
Wszystkie kosmetyki służą do pielęgnacji twarzy. 



W środku znalazłam:
1 - kremowy olejek do demakijażu twarzy i oczu
2- nawilżający płyn do twarzy i oczu
3- progresywny żel złuszczający z kwasem szikimowym
4 - odbudowujący krem z witaminą C
5 - restruktuzyjąca kuracja z witaminą C

Chcę Wam opisać trzy pierwsze etapy w pielęgnacji twarzy.

Pierwszy etap to oczywiście demakijaż i tu posłuży nam olejek.




Olejek zamknięty jest w butelce o pojemności 200 ml z funkcjonalną pompką, która pozwoli nam na wydobycie kosmetyku w ilości, której potrzebujemy. 

Z olejkami w postaci demakijażu mam styczność od niedawna, ale bardzo polubiłam ten rodzaj zmywania makijażu. Tu się bardzo zaskoczyłam, ponieważ na początku ma się wrażenie, że konsystencja jest żelowa, ale w kontakcie z wodą zmienia się w emulsję.
Dodatkowym plusem jest to, że nie czujemy, że olejek jest tłusty - takich produktów zapewne nikt nie lubi.

Co do konsystencji jest na początku ważnym krokiem jest, aby do dobrze rozgrzać w dłoniach nim wyląduje na naszej twarzy, ponieważ może się opornie rozprowadzać. 

Skóra jest dobrze oczyszczona i gotowa na kolejny etap. Wystarczy niewielka ilość przez co olejek jest bardzo wydajny.



Ten produkt rzekł mnie zapachem. Przecudownie pachnie dzięki czemu miło się go użytkuje.
Tak jak poprzedni kosmetyk ma takie samo opakowanie. Pompka działa bez zarzutu. 

Płyn nie sprawdził się jeśli chodzi o demakijaż oczu. Usuwając tusz miałam go na policzkach, więc produkt 01 poradził sobie w tej kwestii o niebo lepiej (w kontakcie z wodą). 

Skuteczność nie jest dla mnie wystarczająca i musiałam użyć innego kosmetyku, aby pozbyć się makijażu, jedynie nadał się do zmycia pozostałości makijażu. 



Ten produkt nie przypadł mi do gustu ze względu na zapach. Cuchnie. Śmierdzi, zapach jest bardzo duszący. Dobrze, że tego produktu nie trzeba mieć dłużej na twarzy niż 5 minut (chociaż i tak za długo). 

Tak jak w przypadku maseczek, co niektórzy wiedzą również ten produkt zadział na mnie tak, że twarz mnie szczypała i czułam przypływ gorąca. Cóż, uznałam, że kosmetyk działa, ale na opakowaniu było napisane, aby go zmyć dokładnie, więc zabrałam się do dzieła - i to nie było takie proste !

Twarz miałam czerwoną i o ile mogę taki efekt przeboleć wieczorem, gdy siedzę sobie przed komputerem czy telewizorem to nie polecam używania go w dzień , chociaż na opakowaniu jest księżyc, więc spokojnie można się katować nocą, bo produkt przeznaczony jest właśnie na noc.

Ten produkt zalicza się do peelingów enzymatycznych, póki co używam tego produktu raz w tygodniu i ze względu na zapach nie zamierzam używać go częściej. 

Działanie samo w sobie ma rewelacyjne. Mocno rozpuszcza martwy naskórek, świetnie się sprawdza w niwelowaniu wyprysków, produkt nie wysusza skóry. Pomimo tych rewelacji ja bardzo ostrożnie podchodzę do tego produktu, bo moja cera ostatnio zrobiła się bardzo wrażliwa. 

Ciekawostka

Co oznaczają cyfry na opakowaniu?
Pierwsza cyfra określa obszar pielęgnacji. U mnie jest 0 to oznacza twarz.
0 - twarz
1- ciało
2- dłonie

Natomiast druga cyfra po apostrofie oznacza kolejność w rytuale piękna.
Kolor oznacza dopasowanie do potrzeb skóry. 
Copyright © 2014 Testowanie z pa2ul , Blogger