Dermedic, krem odżywczy na noc. Recenzja.

Dermedic, krem odżywczy na noc. Recenzja.

Ostatnio zaczęłam się rozglądać za kremem na noc, ponieważ mój powoli się kończy. 
Wybrałam krem odżywczy na noc firmy Dermedic.



Krem jest zapakowany w nietypowym opakowaniu. Plastikowa buteleczka zakończona pompką, bardzo mi się to rozwiązanie spodobało. Krem ma pojemność 55g , zmieści się torebki czy kosmetyczki. 
Podajnik działa prawidłowo, nie zacina się i nie mam problemu z wydobyciem produktu.
Jedynym minusem jest to, że nie wiemy ile kosmetyku jeszcze zostało, tak jak np. w opakowaniach z odkręcanym wieczkiem.

Krem jest bardzo lekki, ale nie wchłania się od razu. Po nałożeniu przez chwilę widać krem na twarzy, a chwilę później dopiero się wchłania. Nie urzekł mnie zapach, nie śmierdzi, ale też zapach nie jest zachwycający, ale to nic, ponieważ krem jest genialny. Dlaczego ?? Nałożyłam krem na wieczór (w końcu krem na noc), a rano moje zaczerwienienia zmalały. Świetnie koi i nawilża skórę. 

Krem nie zawiera w swoim składzie parabenów, barwników, alkoholu czy substancji zapachowych.
Główne składniki kremu to: sok z aloesu, oleje z awokado, alantoina i woda termalna.

Krem świetnie sprawdzi się zimą kiedy to nasza skóra jest narażona na różne temperatury i warunki pogodowe (śnieg, deszcz, mroźny wiatr itp) . 

Cierpię na atopowe zapalenie skóry, więc stosując regularnie krem zauważyłam poprawę, skóra nie jest zaczerwieniona , ale też mnie aż tak nie swędzi. Wystarczy niewielka ilość produktu, aby nasmarować twarz, więc mam nadzieję, że mi starczy na jakieś 2 miesiące. 


Podajnik można również zablokować i odblokować, wtedy mamy pewność w 100%, że przewożąc kosmetyk w torbie / kosmetyczce czy torebce na pewno nie zabrudzimy w środku, dodatkowo jest też plastikowe zamknięcie, ale u mnie często się gubią, więc taka blokada kosmetyku jest jak najbardziej na plus u mnie. 



Krem możecie znaleźć TU!
Gra rodzinna PYTAKI, recenzja.

Gra rodzinna PYTAKI, recenzja.

Uwielbiam gry i uwielbiam spędzać czas właśnie przy grach. 
Moja córka jeszcze za mała , ale wśród starszych osób gra spisała się świetnie - było dużo śmiechu. 
Znacie grę PYTAKI ?? 


Liczba graczy wynosi od 2 do 22 osób (tak naprawdę może być bez ograniczeń, ale nie wiem gdzie dałoby radę grać w tyle osób - chyba na zjazdach świątecznych :D ), a przedział wiekowy od 4 lat . 

Gra zawiera elementy takie jak:
- 96 pytaków (żetony z pytaniami i zadaniami),
- płócienny woreczek na pytaki,
- elementy drewniane: pionek, kostka z oczkami, kostka uczuć,
- 6 kart uczuć,
- zapamiętnik, 
- ołówek,
- instrukcja;



Celem gry jest przede wszystkim budowanie relacji i wzmacnianie więzi rodzinnych.
Gra również wspiera naukę czytania i liczenia wśród młodszych uczestników, ćwiczymy komunikację i słuchanie oraz lepiej poznajemy graczy. Jest to świetna forma spędzenia czasu w gronie rodziny.

Przed pierwszą rozgrywką należy pytaki włożyć do woreczka. Moja 3letnia córka powyjmowała z kartoników kółka i powkładała do woreczka. 




Tyle ile graczy bierze udział siadają w kręgu (np. przy stole, na podłodze itp). 
Zaczyna osoba, która zadaje najwięcej pytań - bierze woreczek i losuje PYTAKA.
Jeśli umie czytać odczytuje głośno pytanie, jeśli nie (w przypadku młodszych graczy) prosi kogoś o przeczytanie. Następnie wykonuje zadanie albo odpowiada na pytanie.

Gra ma być zabawą, więc jeśli trafiłoby się za trudne pytanie to można odłożyć i wylosować nowe.
Pozostali gracze słuchają odpowiedzi, każdy gracz udziela odpowiedzi samodzielnie.

Niektóre PYTAKI zawierają zadania z wykorzystaniem kostki uczuć oraz karty uczuć.
Kiedy Pytak zawiera polecenie "rzuć kostką uczuć" - wówczas gracz rzuca i wykonuje dalsze polecenie zawarte w PYTAKU. Jeśli jego zadaniem jest nazwanie uczucia jakie wyraża "buźka" na kostce, może sam je nazwać albo skorzystać z podpowiedzi.

Na kartach uczuć znajdują się podpowiedzi. 



Niektóre zadania weryfikują wiedzę o innych graczach. W takich wypadkach gracz, którego dotyczy pytanie ocenia, czy odpowiedź jest poprawna czy nie.

Po udzieleniu odpowiedzi gracz odkłada zużytego PYTAKA do pudełka, a następnie przekazuje woreczek kolejnemu graczowi. 

Gra jest kontynuowana tak długo, jak długo mają ochotę na to gracze. Można również z góry ustalić godzinę zakończenia. 

A do czego służy zapamiętnik ??
Można w nim tworzyć pamiętnik gry - notować wypowiedzi, które są dla nas ważne (np. o czym marzy Tata, co kupić dzieciom w prezencie?).


Istnieje również inny wariant gry i bardzo on mi się spodobał !

1. Gracz, który wylosował pytanie może wyznaczyć gracza, który ma na nie odpowiedzieć.
2. Wszyscy gracze po kolei odpowiadają na to samo, wylosowane pytanie.
3. W grze znajduje się biały pionek. I właśnie ten sposób bardzo przypadł mi do gustu.

Chodzi o to, że bierzemy kilka PYTAKÓW i układamy w dowolny kształ (serce, jakaś litera, kwadrat - co tylko chcemy). Aby zacząć stawiamy pionek na dowolnym żetonie. Pierwszy gracz rzuca kostką z oczkami i przemieszcza pionek po kolejnych żetonach zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Odkrywa żeton na którym się zatrzyma, odpowiada na pytanie i odkłada PYTAKA do pudełka - w ten sposób autorska plansza zacznie nam powoli znikać. Gra się skończy kiedy znikną nam wszystkie PYTAKI. 


Gra ma sporo wariantów i każdy znajdzie coś dla siebie - czy będziemy grać z dorosłymi czy z dziećmi. Jest to świetna zabawa i możliwość poznania lepiej naszych członków rodziny.
U nas PYTAKI sprawdziły się na deszczową pogodę. 

Dzięki grze możemy się dowiedzieć dużo ciekawostek o naszej rodzinie, o ich marzeniach czy ulubionych daniach. 

Co się okazało najtrudniejsze w grze? Dobór osób, przy których byśmy się czuli swobodnie. Graliśmy w PYTAKI z rożnymi osobami. Najśmieszniej było grać z bliskimi przyjaciółmi - dużo śmiechu i zabawy. Najtrudniej okazało się grać z babciami i dziadkami, a i z ciotkami było ciężko zwłaszcza jeśli chodzi o niektóre pytania. 

Sama gra moim zdaniem jest bardzo atrakcyjna nie tylko merytorycznie, ale również graficzne. Prosta szata graficzna, dbałość o szczegóły i przejrzyste pytania . 

PYTAKI świetnie nadadzą się na prezent. Jeśli ktoś zna kogoś kto ma dużą rodzinę to można sprawić im taki prezent :) . Gra pomaga odkrywać na nowo nas samych, uczy słuchania się wzajemnie, szacunku no i jest to doskonała zabawa, która "porwie" nas na kilka godzin. 

Słyszeliście o tej grze? Kto chętnie by w nią zagrał? :D 
Cosnature maska do włosów z awokado i migdałami, recenzja.

Cosnature maska do włosów z awokado i migdałami, recenzja.

Zaczęłam ostatnio dbać lepiej o swoje włosy. Do tego posłużyła mi maska z awokado i migdałami od Cosnature. Miałam okazję testować dzięki Michałowi ze strony Twoje źródło urody.

Maska do włosów bez parabenów, glikolu, sztucznych barwników, bez PEG i SLS, a także jest hypoalergiczny. Skład jest bogaty w oleje i nie zawiera szkodliwych substancji. Ciekawi? 
Zapraszam !


Produkt zapakowany jest w miękkiej tubie o pojemności 100 ml zamykanej na "klik".
Konsystencja jest zwarta, gęsto kremowa o zabarwieniu żółtawym.
Zapach jest śliczny, delikatny i żałuję, że niestety się długo nie utrzymuje na włosach, bo czuć zapach migdałów. 



Włosy po zastosowaniu maski są miękkie, delikatne, lśniące i sypkie.
Z racji tego, że mam kręcone włosy zależy mi na kosmetykach, po których łatwo mogę te włosy rozczesać. Tutaj nie było żadnego problemu, włosy fajnie się rozczesują i nie plączą. Maska nie obciąża moich włosów. 

Suszarki nie używam w ogóle, ale kiedy włosy mi same wyschną bardzo fajnie mi się układają.
Są tak miłe w dotyku, że mam ciągle odruch dotykania włosów i układania ich jak mi się podobają :D . Po nałożeniu maski na włosy - bardzo szybko się wchłania w strukturę włosa i kiedy trzeba spłukać to okazuje się , że kosmetyku jest nie wiele na włosach i bardzo szybko się spłukuje.

Jestem bardzo zadowolona z tego produktu i marki Cosnature, to już mój kolejny przetestowany produkt i póki co na razie się nie zawiodłam.

Testowałam jeszcze krem z nagietkiem . Jeśli jesteście ciekawi recenzji to zapraszam >> klik << .
VITA-C krem na noc od Dermofuture, recenzja.

VITA-C krem na noc od Dermofuture, recenzja.

Testuję kolejny kosmetyk od Dermofuture, a tym razem jest to krem na noc. 
To niepozorne opakowanie, które myślałam, że starczy mi na kilka aplikacji , starczyło mi na około 20 użyć ! Byłam w szoku !



Świetnie w tej roli sprawdziło się urządzenie do usuwania zmarszczek, które wcześniej testowałam.
Pojemność tej saszetki to tylko 12 ml, ale spokojnie starcza na więcej niż 10 aplikacji (w moim przypadku było ich 19). 
Dodatkowo opakowanie posiada wygodną nakrętkę dzięki czemu mamy pewność, że krem nam nie zaschnie.




Krem działa na cerę utleniająco i ochronnie. Oczyszcza koloryt skóry przez co staje się ona gładsza i promienna. 
Konsystencja jest bardzo lekka, a krem się szybko wchłania, ja dodatkowo tak jak pisałam wcześniej używam urządzenia do usuwania zmarszczek. Dzięki temu urządzeniu krem nam się lepiej wchłania w skórę. 



Krem bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy. 
U siebie zauważyłam, że przy regularnym stosowaniu moja cera nabrała blasku i miejscami wyrównał mi się kolory skóry. Osobiście przetestowałabym taki kremik w większym opakowaniu i przez dłuższy czas. 

Zapach jest łagodny i orzeźwiający. Cała aplikacja zajmuje mi kilka minut (+urządzenie), a po użyciu czuję, że moja cera jest odpowiednio nawilżona i wygładzona. 

Znacie ten krem od Dermofuture? 
Chroń swoją skórę i ubrania z Nivea Sun, recenzja.

Chroń swoją skórę i ubrania z Nivea Sun, recenzja.

Lato, lato ...kto nie uwielbia lata? Ciepło, morze, jezioro, odpoczynek, plażing, smażing ...
Nie wolno w takich chwilach zapomnieć o ochronie naszej skóry.
Tu z pomocą przychodzi krem do opalania od Nivea.


Balsam do opalania sprawdził się dobrze pod wieloma względami.
Szybko się wchłania, przyjemnie pachnie, konsystencja jest lekka.





Niestety minusem dla mnie jest to, że potrzebuję balsamu z filtrem 50 i to samo moja córka.
30 i tak jest lepsza niż 15, bo w  zeszłe lato kupiłam produkty Nivea do opalania, a dopiero w domu spostrzegłam, że wzięłam balsamy z filtrem 15 ;( 

Ten produkt jest o tyle fajny, że nie brudzi i nie plami ciuchów.

Balsam w naszym przypadku daje rade, ale przy mocnym słońcu niestety moja córeczka się przypiekła tu i ówdzie. 

Gdyby mi się trafił ten balsam z filtrem 50 to byłabym wniebowzięta ! 
Pokusiłabym się o taką ochronę w sprayu, dla dzieci to wygodniejsze moim zdaniem.

A Wy jak chronicie siebie i swoje dzieci przed promieniami UV? 
Maseczki 7th Heaven, recenzja.

Maseczki 7th Heaven, recenzja.

Jestem zwolenniczką wszelkich maseczek do twarzy i bardzo lubię je testować.
Tym razem pokusiłam się o maseczki 7th Heaven . 


Byłam bardzo ciekawa plastrów do nosa, które jak się potem okazało przykleiłam odwrotnie, ale w opakowaniu było aż 3 sztuki, więc za drugim razem przykleiłam już dobrze.


Pierwszą maseczkę jaką przetestowałam to była czarna. 
Maska błotna pomaga w detoksie skóry i ma działanie 2w1 - maski oraz peelingu. Skóra po umyciu jest gładka. Podoba mi się ten efekt. 

Cała seria bardzo mi się spodobała. Co do maski kokosowej to szkoda, że ona tym kokosem nie pachnie, a szkoda, bo lubię ten zapach. 
Jest przeznaczona do cery suchej i zmęczonej. Trzymamy ją na twarzy około 15 minut po czym delikatnie spłukujemy. 

Wszystkie maseczki są w saszetkach, jedna maseczka starsza mi na około 2-3 aplikacje.


Chętnie po nie sięgam i maseczki stosuje 2x w tygodniu. 


Testowaliście maseczki z tej firmy ?? 
Bell magic jungle, puder brązujący. Recenzja.

Bell magic jungle, puder brązujący. Recenzja.

W paczce od Bell znalazłam puder brązujący. Nie jestem fanką takich kosmetyków i nie używam, bo mam za bladą cerę i wyglądam dość komicznie, ale kosmetyk poszedł dalej w świat, czyli do koleżanki, która testowała i się zachwycała tym produktem. 



Produkt bardzo fajnie wtapia się w skórę, nie obsypuje się i pięknie podkreśla opaleniznę.
Opakowanie jest plastikowe z zamykanym wieczkiem. Bardzo dobrze współgra z pędzlem, nie ma problemu z nałożeniem pudru. 

Puder brązujący po nałożeniu zostawia na twarzy efekt muśniętej słońcem skóry. 
Efekt utrzymuje się dość długo i świetnie się go rozciera. 


Kosmetyki z serii Bell można znaleźć m.in. w sieci sklepów Biedronka. 
Dermedic, płyn micelarny. Recenzja.

Dermedic, płyn micelarny. Recenzja.

Każda z nas choć czasem się maluje. Ja po całym intensywnym dniu nie wyobrażam sobie nie zmyć makijażu i pójść spać z tapetą na twarzy. A znam takie przypadki. 
W oczyszczaniu i zmywaniu makijażu pomaga mi płyn micelarny Hydrain 3 Hialuro od Dermedic.


Bardzo spodobał mi się zapach , jest bardzo przyjemny i delikatny. 
Nie robię jakiegoś mocnego makijażu, więc płyn doskonale radzi sobie ze zmyciem go. 
Nie podrażnia skóry, a po użyciu skóra jest oczyszczona i gładka. 

Niestety wydajność jest kiepska, jeśli ktoś regularnie się maluje i używa płynu micelarnego to ten kosmetyk nie starczy na długo. Ja ostatnio rzadko się maluję, ale czasem przemywam po całym dniu twarz płynem micelarnym, więc starczy mi na jakiś czas. 


Płyn otrzymujemy w dość twardej buteleczce o pojemności 200 ml z wieczkiem zamykanym na "klik". 
Płyn nie podrażnia oczu i nie wysusza skóry.

Produkt jest hypoalergiczny z dodatkiem wody termalnej. 
Przy moich problemach skórnych ważne jest, aby produkt mnie nie uczulał i nie zostawiał innych zmian. Płyn micelarny jest godny polecenia. Świetnie spełnia swoją rolę.

Co stosujecie do zmywania makijażu? 
Lirene - płyn micelarny z minerałami morza martwego, recenzja.

Lirene - płyn micelarny z minerałami morza martwego, recenzja.

Przed poznaniem produktu jakim jest płyn micelarny do usuwania makijażu używałam mleczka. Kiedy sięgnęłam po płyn micelarny mleczko poszło w kąt i teraz moją miłością jest płyn micelarny.

Zaczęłam testować micelar od Lirene. Fajne opakowanie, lubię niebieski kolor.
Płyn jest dość pojemny, bo ma aż 400ml. 


Płyn usuwa makijaż i odświeża  oraz normalizuje wydzielanie sebum.
Produkt mnie nie uczulił. Jest bardzo wydajny o łagodnym zapachu.

Plusem dla tego produktu jest to, iż płyn nadaje się do każdego typu cery.
Mam zaufanie do marki Lirene i póki co żaden produkt mnie nie zawiódł.
Również ten płyn spisał się doskonale nie zostawiając na mojej twarzy uczucia ściągnięcia, napięcia czy też zaczerwienienia. 

Ktoś już testował ten płyn ?

Lirene: Masażer antycellulitowy, recenzja.

Lirene: Masażer antycellulitowy, recenzja.

Cellulit to efekt zmian zachodzących w organizmie kobiety, który może mieć różne podłoże. 
Ja niestety zmagam się z tym, trochę przytyłam, zaniedbałam się, ale z pomocą przyszedł mi lipo-masaż od Lirene


Stosowałam ten zestaw co 3 dni, aż do uzyskania jakichkolwiek efektów. Wiadomo, że samo nic się nie dzieje dlatego też zaczęłam o siebie dbać, ćwiczyć i pić dużo wody, kiedyś z tym nie miałam problemów, ale musiałam od nowa się nauczyć pić samą wodę.

Efekty jeszcze nie są zadowalające, bo czeka mnie sporo pracy, ale ten zestaw pomoże i wspomoże moje ciało, aby pozbyć się pomarańczowej skórki.


Jak widać masażer dodatkowo jest zabezpieczony folią, a cały zestaw był jeszcze w kartonowym opakowaniu.



Mogłoby się wydawać, że nie ma nic trudnego w masowaniu ... Sekret tkwi w ruchach.
Kiedy nałożymy maskę na daną partię ciała należy przesuwać masażer od dołu ku górze w przypadku przedramion i ud (ja najczęściej właśnie masowałam uda), a w przypadku pośladków i brzucha należy wykonywać ruchy pionowe i poziome w różnych kierunkach. 

Ważne jest też, by dostosować siłę nacisku do stopnia zaawansowania cellulitu. Trzeba bardzo uważać, bo można sobie narobić siniaków  - wiem co piszę ;) .

Do masowanej partii ciała należy poświęcić 3 minuty, bo tylko wtedy można zobaczyć efekty.


Maska znajduje się w opakowaniu o pojemności 200 ml zamykanym na "klik". Tubka jest miękka. 
Maska jest cudowna. Ma kremową konsystencją o limonkowym kolorze i dość szybko się wchłania.
Bardzo ładnie pachnie - zapach cytrusów, powiew świeżości i orzeźwienia. Z wielką chęcią sięgam po ten produkt.  Produkt wygładza skórę, która jest miękka i jedwabista. 
Po użyciu maski nasza skóra się nie lepi i nie pozostawia tłustej warstwy. 

Producent zaleca wymianę masażera po 50 użyciach. Czy się z tym zgadzam? Niekoniecznie. Masażer tak łatwo utrzymać w czystości , że nie widziałabym sensu wymiany na nowego. Jest również solidnie wykonany, więc starcza na dłużej. 

Za taki zestaw trzeba zapłacić około 48 zł i można go kupić m.in. w Rossmannie. 
Myślę, że warto skusić się na taki zestaw tylko trzeba pamiętać, aby regularnie go stosować, bo tylko wtedy będzie widać efekty. Cały czas pracuję nad sobą i ciężka walka mnie czeka, więc trzymajcie kciuki, ale zestaw antycellulitowy lipo-masaż na pewno choć trochę pomoże mi w walce o lepsze ciało. 

Zmagacie się z cellulitem? Jeśli tak to jak z tym walczycie? Polecacie jakieś inne kosmetyki, zabiegi domowe? :) 
Killys - piękno w Twoich rękach, recenzja.

Killys - piękno w Twoich rękach, recenzja.

Firmę KillyS kojarzę z sieci Rossmann. Sama nigdy nic nie kupiłam z tej firmy, nawet nie wiem dlaczego. Dopiero ostatnio pokusiłam się o kupno kilku produktów i się nie zawiodłam.

Jakiś czas temu otrzymałam taką paczkę do przetestowania. Najbardziej bałam się naklejek wodnych, bo to dla mnie czarna magia, zwłaszcza , że temat paznokci jest mi obcy.



Witaminowa bomba & żel do zmiękczania skórek



Przeznaczona do odżywiania osłabionych i łamiących się paznokci.
Świetnie nadaje się jako baza pod lakier lub bezbarwny - wystarczy nałożyć dwie warstwy.
Zawiera w sobie witaminy A, E, B5 , C oraz olejek migdałowy.

Paznokcie mam słabe od obgryzania, ale nie robię tego już od jakiegoś czasu i pomógł mi w tym lakier z witaminami, który dostarcza mojej płytce paznokcia wszystkiego co najlepsze.

Używam produktu od ponad 1,5 miesiąca i widać efekty. Naprawdę mogę polecić, najpierw stosowałam, aby wzmocnić paznokcie, a teraz używam jako bazę pod lakier.


Tu się jednak trochę rozczarowałam. Przy obgryzaniu paznokci skórki to moja zmora.
Produkt niby coś tam robi, ale co dokładnie to nie wiem. Zauważyłam, że skórki są bardziej miękkie, ale jakiegoś efektu "WOW" nie zauważyłam. Żel nie jest wydajny i bardzo szybko mi się skończył.


Pilnik szklany do paznokci 



Jak zobaczyłam pierwszy raz byłam zdumiona. Tak naprawdę nigdy nie miałam styczności z takim pilnikiem i czym prędzej wzięłam się za testowanie. Wygląda ładnie i porządnie. Opakowanie jest solidne , produkt jest łatwy w utrzymaniu i wygodny w użyciu.

Dobrze piłuje paznokcie, nie robi zadziorów i pozostawia idealnie gładkie krawędzie paznokcia.




BOX ONLY YOU ROZKWITNIJ WIOSNĄ: Maska złuszczająca do stóp, recenzja.

BOX ONLY YOU ROZKWITNIJ WIOSNĄ: Maska złuszczająca do stóp, recenzja.

Kolejny produkt, który znalazł się w boxie to maska złuszczająca do stóp.
Długi czas przymierzałam się do kupna i przetestowania, ale ciągle nie byłam przekonana co do tego.
Kiedy otworzyłam zawartość boxa znalazłam właśnie ten produkt i już musiałam przetestować.


Maskę testowałam dwa miesiące temu (5 maja - KLIK), a do dzisiaj mi jeszcze schodzi skóra.
Od początku, na wieczór zafundowałam sobie SPA dla stóp. Dokładnie wymyłam stopy, osuszyłam, a następnie dołączone worki nałożyłam na stopy i hop - pod kołdrę na godzinę. 
Po godzinie resztki poszłam opłukać pod prysznic - i tym sposobem macie gładkie stopy na lato - nie no, żarcik tak prosto to nie jest.


Przez kilka dni nie działo się nic, aż pewnej nocy - tak NOCY, była 3 w nocy - obudziłam się , ponieważ zaczęły mnie swędzieć stopy, i to piekielnie. W dzień jakoś tego nie odczuwałam, ale kilka nocy budziłam się o stałej porze (3:00) i się drapałam. Po tygodniu zaczęła schodzić skóra. 

Mamy lipiec i jeszcze miejscami mi schodzi skóra. 
Efekt jest dla mnie średnio zadowalający. Najbardziej zależało mi na piętach, aby były gładkie, ale bez tarki i specjalnych balsamów się nie obejdzie jednak. 

Nie wiem czy powtórzyłabym ten zabieg po raz drugi. Pytałam kilka osób jak u nich wyglądała ta pielęgnacja. Niektórzy byli zdziwieni tym, że mnie stopy swędziały, bo oni takich objawów u siebie nie zauważyli. 

Ogólnie jestem ciekawa czy to swędzenie to tylko przy skarpetkach tej firmy czy jakbym przetestowała inne to byłby taki sam efekt ;) . Mam jeszcze jedno opakowanie, ale z innej firmy i chyba tak szybko na powtórkę się nie zdecyduje. 

Ważne jest, że kiedy zastosujemy skarpetki nie wolno wystawiać stóp na słońce, więc lepiej zafundować sobie przed wakacjami, aby móc się cieszyć stopami w sandałach w lecie, a nie np. w trampkach ;) .

Używaliście już takich skarpetek - niekoniecznie tej firmy ? Jak efekty?
Copyright © 2014 Testowanie z pa2ul , Blogger