Suplement diety. Witaminy&minerały od CHEERS.

Suplement diety. Witaminy&minerały od CHEERS.

Dopiero od niedawna skusiłam się na jakąkolwiek suplementację diety. Wcześniej ciągle zapominałam o braniu tabletki jeden raz dziennie, ale odkąd postanowiłam dbać o siebie, swój czas - stworzyłam swój własny bullet journal dostosowany pod moje potrzeby. Właśnie w moim zeszycie znalazła się tabelka dla witamin&minerałów od CHEERS. Suplementy te odpowiadają na potrzeby każdego z nas dostarczając przy tym niezbędnych i niedoborowych witamin i minerałów. 



Zdecydowałam się na opakowanie witamin na dzień i na noc. To bardzo fajna opcja, ponieważ posiadam dwie buteleczki plastikowe każda o pojemności 25,50g, w której znajdują się po 30 kapsułek. Suplement diety starcza więc nam na miesiąc czasu . 
Przy naszym szybkim trybie życia, jedzenia śmieciowych produktów ciężko zadbać o odpowiednią ilość składników odżywczych. Nawet mając zdrową dietę nie jestem czasem w stanie dam swojemu organizmowi wszystkich potrzebnych witamin&minerałów. 

Cheers - to suplementy o jakości clean label , czyli kapsułki są wolne od zbędnych dodatków. Dostarczamy wyłącznie cenne składniki o działaniu prozdrowotnym. 



Co zawiera kompleks witamin?


  • Czerwony żeń-szeń - to wieloletnia roślina, zwana także ginsengiem lub wszechlekiem; stosuje się ją w naturalnej medycynie chińskiej już ponad 2000 lat. Najbardziej znaczącą substancją aktywną w korzeniu żeń-szenia są tzw. ginsenozydy, które pobudzają układ odpornościowy – zwiększają odporność na infekcje i wpływają na przyspieszenie okresu rekonwalescencji. Dodatkowo korzenie żeń-szenia zawierają m.in.: cukry, witaminy oraz składniki mineralne.
  •  Ashwagandha – czyli Aindyjski żeń szeń. Roślina, której właściwości i lecznicze działanie od wielu lat obecne jest w medycynie ajurwedyjskiej. Posiada właściwości przeciwbakteryjne, przeciwnowotworowe, cytostatyczne, uspokajające oraz obniżające ciśnienie krwi. W korzeniach tej rośliny obecne są natomiast glikowitanolidy, które charakteryzują się działaniem adaptogennym, czyli wspomagającymi odporność organizmu. 
  • Różeniec górski - to roślina, której właściwości lecznicze powinny zostać docenione w szczególności przez osoby, które są wyczerpane psychicznie i fizycznie. Dowiedziono, że wpływa on na znaczną poprawę koncentrację i zdolność uczenia się. Jest korzystny również dla osób, które zmagają się z astenią – chorobowym stanem zmęczenia. 
  • Bioflawonoidy cytrusowe – Ich dobroczynne działanie dotyczy całego naszego organizmu! Najbardziej istotne pod względem zdrowotnym oraz najczęściej spotykane są takie bioflawonoidy jak kwercetyna oraz rutyna. Ich najbardziej obfite źródło to owoce cytrusowe, takie jak pomarańcze, grejpfruty czy cytryny. Kwercetyna znana jest od dziesiątek lat. Wykazuje działanie przeciwnowotworowe, przeciwzapalne, przeciwalergiczne, przeciwobrzękowe, przeciwmiażdżycowe. Bioflawonoidy są niezbędne w procesie syntezy kolagenu, substancji która odpowiada za stan więzadeł, ścięgien i stawów, jak również za zdrowy wygląd skóry. Stanowią także doskonałą filtrację chroniącą przed szkodliwym działaniem promieniowania UVA. 

Jakie witaminy dostarczamy?


  • Witamina A 800,00 μg (100% RWS*)
  • Witamina D 5,00 μg (100% RWS*)
  • Witamina E 12,00 mg (100% RWS*)
  • Witamina C 200,00 mg (250% RWS*)
  • Tiamina (Witamina B1) 1,10 mg (100% RWS*)
  • Ryboflawina (Witamina B2) 1,40 mg (100% RWS*)
  • Niacyna 40,00 mg (250% RWS*)
  • Witamina B6 1,40 mg (100% RWS*)
  • Foliany 200,00 μg (100% RWS*)
  • Witamina B12 2,50 μg (100% RWS*)
  • Biotyna 50,00 μg (100% RWS*)
  • Kwas pantotenowy 15,00 mg (250% RWS*)

Dzięki zastosowaniu niezbędnych 12 witamin możemy się cieszyć witalnością przez cały dzień. Po kilku dniach od zażywania suplementu diety zauważyłam, że jestem mniej zmęczona. Po tygodniu nie miałam skurczy w nodze (miałam za mało magnezu i miałam tego świadomość). Zestaw witamin dostarczamy w dzień, zatem jakie minerały dostarczamy w nocy? Właśnie m.in. magnez !

  • Magnez 100,00 mg (27% RWS*)
  • Żelazo 14,00 mg (100% RWS*)
  • Cynk 10,00 mg (100% RWS*)
  • Miedź 1,00 mg (100% RWS*)
  • Mangan 2,00 mg (100% RWS*)
  • Selen 55,00 μg (100% RWS*)
  • Jod 150,00 μg (100% RWS*)
  • Kwas Gamma-Aminomasłowy (GABA) 50,00 mg

Dla wszystkich zainteresowanych zapraszam na stronę CHEERS gdzie możecie zakupić produkt, a wpisując kod rabatowy: testuj15 , rabat obowiązuje przy pierwszym zakupie i jest bezterminowy. Oferta jest naprawdę bogata, bo już kilka innych produktów mam na oku, m.in. myślę o witaminie C i kapsułek na włosy. 


Delia Cosmetics. Podkłady Luxury Look Lumi&Healthy.

Delia Cosmetics. Podkłady Luxury Look Lumi&Healthy.

Bardzo polubiłam się z kosmetykami firmy Delia. Tym razem testowałam dwa podkłady do twarzy Luxury Look Lumi&Healthy. Znalazłam aż dwie butelki i mogłam wybrać najkorzystniejszy kolor. Fajnie, że z góry nie zostało narzucone poprzez wysłanie jednej sztuki. Ja cerę mam bardzo jasną, więc muszę podkłady wybierać najjaśniejsze - i tak było w tym przypadku. 


Odcienie, które posiadam to 11 Ivory i 12 Nude Beige. Można użyć ich osobno w zależności od koloru skóry albo jak jeden jest za jasny, a drugi za ciemny - warto spróbować połączyć oba podkłady. Oba produkty znajdują się w gustownych opakowaniach, szklane buteleczki z wygodną pompką. Konsystencja średnio-gęsta i mam wrażenie, że jest lekka. Podkład szybko dopasowuje się do cery , nadając jej perfekcyjnego wykończenia. 


Miejscami mam lekkie przebarwienia , podkład pomaga skorygować niechciane niedoskonałości. Produkt nie tworzy efektu maski , nie wysusza i nie podkreśla suchych skórek. Daje przyjemny efekt rozświetlonej i wygładzonej skóry. 
Podkłady Luxury Look Lumi&Healthy przypadną do gustu osobom, które szukają szybkiego i idealnego krycia. W moim odczuciu podkład ma za zadanie rozświetlić naszą cerę i nawilżyć.

Niestety podkład nr 12 jest dla mnie zdecydowanie za ciemny i zostałam przy używaniu 11 Ivory. Moja cera po tym podkładzie jest zmatowiona, podoba mi się ten efekt, bo jest bardzo naturalny, nie lubię efektu maski. 

Podkład nie zatyka porów i nie zawiera parabenów oraz oleju parafinowego. Wzbogacony jest o witaminę PP (B3) , ekstrakt z baobau oraz pigmenty rozświetlające. 


Koszt podkładu to 22,50 zł / 30 ml . KLIK 
Znacie te podkłady z Delia Cosmetics? 
Krem nawilżający do twarzy na dzień GoCranberry.

Krem nawilżający do twarzy na dzień GoCranberry.

Od dłuższego czasu testuję krem nawilżający do twarzy na dzień , który mam ze sklepu La Bellavita
Byłam go bardzo ciekawa ze względu głębokiego nawilżenia, a teraz przed wiosną chcę szczególnie o siebie zadbać. 



Lekka formuła kremu sprawiła, że od razu zakochałam się w tym produkcie. Konsystencja jest delikatna i szybko się wchłania - to zapewne lubi każda z Nas. Produkt po nałożeniu nie zostawia tłustej warstwy czy błyszczenia. Od razu można przystąpić do malowania się. W ostatnim czasie testuję również mineralne kosmetyki i krem GoCranberry fajnie współgra z nimi. 

Krem do twarzy znajduję się w plastikowym opakowaniu z higieniczną i sprawnie działającą pompką. Bardzo lubię takie rozwiązania, ponieważ wydobywamy tyle produktu ile chcemy nie brudząc naokoło. Pojemność opakowania to 50 ml. 


Składniki aktywne:

- olej arganowy - pielęgnacja skóry wrażliwej, suchej i atopowej. Wykazuje działanie wygładzające i ujędrniające. Regeneruje skórę podczas codziennej pielęgnacji.

- skwalan - naturalny składnik decydujący o odpowiednim stanie skóry. Zapewnia prawidłowe nawodnienie skóry.

- olej z kiełków owsa - zapewnia nawilżenie w głębokich warstwach skóry. Przywraca skórzę elastyczność i jędrność. Przynosi ulgę skórze zaczerwienionej i swędzącej.

- olej żurawinowy - działa liftingująco, spowalnia proces starzenia się skóry. Wzmacnia odporność skóry. 

Zapach jest delikatny i przyjemny. Stosując codziennie buzia jest gładka i pozbawiona suchych skórek. W zimie sprawdził się idealnie. Możemy go dostać w cenie 39 zł, ale krem jest wydajny i spokojnie starczy nam na dłuższy okres czasu . Na stronie La Bellavita macie go o kilka zł mniej, możecie kupić krem TUTAJ



Jak tylko krem mi się skończy to z wielką chęcią przetestuje też inne kosmetyki z tej serii, bo jestem ciekawa czy są tak samo dobre jak krem. Oprócz lekkiej formuły produkt przyciągnął mnie do siebie swoim składem, im mniej chemii tym lepiej , zwłaszcza dla osób z atopowym zapaleniem skóry. 

Miał ktoś okazję testować cokolwiek z tej firmy ?? 
Może polecicie inny produkt ? 
Allerco. Balsam do ciała.

Allerco. Balsam do ciała.

Od kilku lat zmagam się z suchą, przesuszoną i wrażliwą skórą. Muszę dobierać odpowiednie kosmetyki do pielęgnacji i trochę kosmetyków mnie też uczula. Postanowiłam bliżej przyjrzeć się produktom firmy Allerco, które są przeznaczone właśnie do takiej skóry.



Czy wiecie co to jest Molecule Regen7- nazwa którą widzicie na opakowaniu produktów allerco?
Jest to opatentowana naturalna substancja pochodzenia witaminowego odkryta przez polskich naukowców. To właśnie ta cząsteczka jest podstawowym składnikiem emolientów marki allerco®. Regen7 nie tylko chroni skórę, ale wspomaga procesy regeneracji, poprawia również jej wygląd i elastyczność.

Tego produktu używam dla siebie i dla swojej 3letniej córki . Balsam okazał się strzałem w 10! Nawilża i natłuszcza zmniejszając suchość skóry i wzmacniając jej  naturalną barierę ochronną. W jego składzie znajdziemy substancje aktywne takie jak: opatentowana molekuła Regen7, tlenek cynku, emolienty (stearynian izooktylu, węglan dikaprylowy). Dodatkowo witamina E i gliceryna podnoszą zdolność do utrzymywania wilgotności skóry. Efekt nawilżenia utrzymuje się bardzo długo, a po dłuższym stosowaniu skóra jest wyraźnie gładka, miękka i elastyczna.

Produkt dostajemy w kartonowym opakowaniu, po otwarciu widzimy poręczną butelkę o pojemności 250 ml z zamknięciem typu "klik" . Konsystencja jest typowa taka jak przy balsamach i bardzo dobrze rozprowadza się po skórze. W moim odczuciu balsam do ciała Allerco jest bardzo wydajny, po wchłonięciu się w skórę jest bezzapachowy. 


Jeśli chodzi o mnie to od początku zimy swędzą mnie łokcie, kolana i nogi. I właśnie w tych miejscach stosuję balsam Allerco. Staram się smarować 2-3 razy na dzień. Rano po treningu biorę szybki prysznic i nie obejdzie się bez balsamu, w dzień tylko zapominam - szczególnie jak mnie nie ma w domu, ale te minimum dwa razy na dzień musi być. 

Natomiast moje dziecko miejscami ma wysuszoną skórę i balsamu używam dla niej głównie na wieczór, po kąpieli. Przy codziennym stosowaniu zauważyłam poprawę, skóra jest gładka, miękka. Balsam do ciała na pewno zostanie u nas na dłużej i z pewnością nie skończy się na jednym opakowaniu. 



Produkt polecam wszystkim, którzy zmagają się z problemami skórnymi - przesuszenie, atopowe zapalenie skóry itp. Cena tego balsamu to około 20 zł, piszę około, bo co sklep to kilka zł różnicy . 

Znacie produkty Allerco ? 
Zimowa kurtka Cabba. Recenzja.

Zimowa kurtka Cabba. Recenzja.

W końcu mogę do Was przyjść z recenzją kurtki, którą testowałam. Dlaczego dopiero teraz? Otóż ... czekałam na śnieg. Napiszę Wam, że w grudniu miałam przelotne opady śniegu, ale nie zdążyłam porobić zdjęć, ponieważ śnieg się roztopił. Cały styczeń i luty nic . Dopiero w połowie marca zawitały mrozy i z tym samym śnieg. Nawet nie czekałam, tylko tego samego dnia korzystając z opadów szybko porobiłam zdjęcia ! 


Firma odzieżowa Cabba to marka należąca do polskiej firmy PPHU IGŁA. Jako producent odzieży działa na polskim rynku od niedawna lecz ciągle dynamicznie się rozwija, produkując swoje wyroby w oparciu o nowoczesną technologię i wzornictwo. Firma specjalizuje się głównie w produkcji odzieży wierzchniej na każdą porę roku (jak kurtki i bluzy polarowe). 

W ofercie znalazłam produkt, który od razu mi się spodobał. Niestety miałam problem z rozmiarem, kilka razy się mierzyłam i wahałam, który rozmiar wybrać. Za namową jednej osoby wzięłam rozmiar większy i to był strzał w 10 ! 


Kurtka została wykonana z najwyższej jakości materiałów, można ją prać w pralce choć osobiście jeszcze tego nie robiłam. I pomimo, że nie ma w środku żadnego futerka , wszycia cieplejszego to jest bardzo bardzo ciepła. W zimie przy cieplejszej pogodzie pod spód nie zakładałam nawet bluzy, bo wiedziałam, że się zgrzeje. Należy pamiętać, że jest to polski produkt i warto to docenić , bo jakość jest świetna, a cena nie za wysoka. 

Moja kurtka jest w kolorze czarnym, posiada dwie kieszenie i przeuroczy znaczek w kształcie płatka śniegu. Ja wybrałam rozmiar 44, ale moim zdaniem kurtki są zaniżone jeśli chodzi o rozmiar, dlatego wolałam wziąć ciut większą. Kurtka na oko może wydawać się cienka, ale to tylko pozory. Wczoraj u mnie było piękne słoneczko i czasem powiewał mroźniejszy wiatr, byłam z dzieckiem na placu zabaw, stałam w tym słońcu, w tej kurtce - chciałam do domu ! Jedynie do czego mogłabym się przyczepić to do długości kurtki, ja osobiście wolę ciut dłuższe, ale to kwestia upodobania. 


Kurtka posiada także ciepły kaptur, który chroni nas przed wiatrem i deszczem/śniegiem, aby nasza fryzura czasem nie zamokła. Podoba mi się opcja odpięcia kaptura, bo nie za bardzo je lubię w kurtkach, a nawet w bluzach, więc to, że możemy odpiąć kaptur to dla mnie duże udogodnienie. Myślę, że posłuży mi jeszcze na kilka zim,oby ! 
Ja jestem bardzo zadowolona i pokusiłabym się o inne kolory, których niestety nie ma w ofercie, ale kto wie ... może kiedyś będą ;) . 


Keep Professional. Serum i szampon przeciw wypadaniu włosów.

Keep Professional. Serum i szampon przeciw wypadaniu włosów.

Przychodzę dzisiaj do Was z czymś zupełnie dla mnie nowym i niepowtarzalnym. Przez przypadek zetknęłam się z tymi produktami  - i nie żałuję. Z wypadaniem włosów borykam się od dłuższego czasu i ten problem jest naprawdę uciążliwy zwłaszcza, że bardzo szybko rosną mi włosy (nie lubię długich) . Jeżeli chodzi o jakiekolwiek zabiegi na włosach to odstawiłam suszarkę i prostownicę wiele lat temu. Dużym podłożem jest zdrowa dieta i u mnie tego brakuje . 


Pierwszy kontakt z produktami Keep Professional wprawiła mnie w osłupienie, ponieważ według zaleceń producenta pierwsze oznaki powinny się pojawiać po tygodniu stosowania, a włoski baby hair po 5 tygodniach. Lekkim szokiem dla mnie było to, że po pierwszym użyciu zobaczyłam sporą różnicę w wypadaniu włosów. Czesząc włosy na szczotce zostawała mi spora garść włosów, a po tym duecie - o połowę mniej . Włosy myję dwa razy w tygodniu - środa i niedziela. Akurat dobrze się składa, ponieważ szamponu możemy używać nawet codziennie, ale serum tylko dwa razy w tygodniu. Piszę o tym, bo znam osoby, które myją włosy codziennie i żeby nie przyszło im do głowy używanie serum każdego dnia. 

Jedyne utrudnienie? Przed każdym użyciem serum należy wstawić do gorącej wody. Dlaczego? Ze względu na dużą zawartość olejów, w tym kokosowego, a w temperaturze pokojowej po prostu produkt jest za gęsty. 10 minut przed umyciem wstawiam serum do gorącej wody, nakładam serum na włosy masując skórę głowy kolistymi ruchami zwiększając przy tym ukrwienie i przykrywam włosy ręcznikiem. Za długo nie wolno trzymać , więc zaleca się te 10 minut przed planowanym myciem. Następnie mając serum na głowie używam szamponu, aby go wymyć i również zostawiam na włosach na około 2 minuty, dokładnie spłukujemy. Szampon bardzo mi się spodobał, bo ma piękny niebieski kolor. Jedynym minusem jest niewygodna pompka. Mając mokre ręce bardzo ciężko wydobyć szampon z opakowania, ale z tego co wiem - mają to zmienić. 




Oba produkty są przechowywane w tych samych opakowaniach, miękki plastik. Co je odróżnia od siebie? Pojemność, ponieważ szampon ma 300 ml, a serum tylko 100 ml, ale serum jest bardzo wydajne. Należy jeszcze pamiętać o bardzo ważnej rzeczy - stosując szampon trzeba uważać na to, aby nie myć całego ciała, ponieważ ma dużo aktywnych składników i może pobudzić wzrost niechcianych włosów. Jak to przeczytałam to swoje pierwsze mycie włosów tymi produktami spędziłam nad wanną. Włosy miałam po nich tragiczne, jak siano, nie dało się rozczesać, były szorstkie. Drugim razem zrobiłam to jak należy, czyli w wannie podczas kąpieli gdzie nie miałam głowy pochylonej w dół. Drugie mycie wspominam bardzo dobrze, a włosy "po" były miękkie i normalne - jak po umyciu. Nie mniej jednak już po pierwszym moim feralnym zastosowaniu zobaczyłam pierwsze efekty. 

W skład tych produktów wchodzą m.in.:

imbir - wzmacnia, nadaje blask , poprawia się ukrwienie skóry. 
żeń szeń - przyspiesza wzrost włosa

Efektem ich wspólnego działania jest:
  • przyspiesza regenerację;
  • działa odmładzająco i naprawczo;
  • wspiera ukrwienia skóry głowy;
  • ochroni przed działaniem wolnych rodników;
  • wzmacnia podstawy włosa.
olej kokosowy  - włosy mają piękny połysk, jest pomocny przy zwalczaniu łupieżu.
olej rycynowy - bogaty w kwasy tłuszczowe i prawie wszystkie witaminy. Wygładza, regeneruje i wzmacnia włosy. 


Włosy przestały mi wypadać ! Oczywiście zdarzy mi się, że jakieś 2-3 włoski na krzyż mi wypadną podczas czesania czy mycia. Jeszcze zauważyłam jeden plus - po jakiś dwóch tygodniach testowania przestała mnie swędzieć skóra głowy. 
I oczywiście na sam koniec rabat - na hasło "pa2ul010" otrzymacie darmową wysyłkę produktów. 

Stragan Zdrowia: Sylveco - lniana maska do włosów.

Stragan Zdrowia: Sylveco - lniana maska do włosów.

Bardzo jestem ciekawa produktów marki Sylveco i coraz częściej te produkty goszczą u mnie w łazience. Tym razem zdecydowałam się na lnianą maskę do włosów, która została zakupiona na stronie Stragan Zdrowia. Od razu kiedy zobaczyłam ten produkt urzekło mnie opakowanie. A, że lubię testować wszelkie maski do włosów zdecydowałam się właśnie na ten produkt. Jak się u mnie  sprawdził? Zapraszam do przeczytania recenzji. 


Przede wszystkim dostajemy produkt w kartonowym pudełku gdzie po wyciągnięciu widzimy prześliczne opakowanie o pojemności 150 ml. Słoiczek jest plastikowy zrobiony z ciemnego tworzywa. Zakrętka jest szczelna dzięki czemu nasza maska nie ma możliwości wypłynięcia. 

Składniki lnianej maski Sylveco to zbiór nawilżaczy wszelkiego rodzaju - tytułowy olej lniany już na drugim miejscu w składzie, emolientyolej kokosowycukier (sacharoza)olej z pestek winogrongliceryna czy kwas mlekowy.
Maska nie powinna uczulać, ponieważ nie zawiera sztucznych substancji zapachowych ani barwników, a pod względem nawilżenia jest naprawdę dobra!

Zapach jest bardzo delikatny, kokosowy. Bardzo przypadł mi do gustu. Konsystencja jest przyjemna, coś jak mus albo pianka i łatwo rozprowadza się po włosach. Kosmetyk trzymam na włosach około 40 minut pod ręcznikiem , po czym dokładnie spłukuje. Nie zauważyłam problemów ze spłukiwaniem, maska jest wydajna, ponieważ czasem nakładam na całą długość włosa, a czasem tylko na końcówki. 


Ja posiadam włosy kręcone , i u mnie maska Sylveco dobrze się sprawdziła , ponieważ m.in. ograniczyła puszenie się włosów. Po tej masce włosy łatwo było rozczesać i mi się nie plątały. Z całego serca polecam produkt osobom, które mają kręcone włosy - u mnie zdała egzamin !
Produkt możecie zakupić tutaj

Mieliście okazję testować jakiś produkt firmy Sylveco ? 
Pielęgnacja włosów z Delia Cosmetics. Zestaw CAMELEO Anti Damage.

Pielęgnacja włosów z Delia Cosmetics. Zestaw CAMELEO Anti Damage.

Już od dłuższego czasu mam okazję testować produkty firmy Delia Cosmetics. Wiadomo, nie każdy produkt przypadnie mi do gustu, ale właśnie tak bardzo lubię testować, bo poznaję nowości. Tym razem dostałam do przetestowania kosmetyki do pielęgnacji włosów z serii Cameleo Anti Damage.
W zestawie znalazłam aż 5 produktów, jak tylko otworzyłam paczkę od razu spodobała mi się szata graficzna tych kosmetyków. 


Produkty, które posiadam przeznaczone są do włosów szorstkich i łamliwych. Już następnego dnia zabrałam się za przetestowanie i już myłam włosy kilka razy tymi kosmetykami, więc wracam z recenzją . 


Zaczęłam od szamponu, który bardzo dobrze się pieni. Spodobało mi się to, że szampon ma pompkę i możemy wydobyć tyle produktu ile chcemy . Szampon ogranicza puszenie się włosów , dokładnie oczyszcza skórę głowy i nadaje włosom miękkość i wygładzenie. Z łatwością rozprowadza się po włosach i nie miałam problemu ze spłukaniem go. Pojemność wynosi 250 ml.



Drugim produktem, którego użyłam jest odżywka do włosów. Do odżywek jestem bardzo sceptycznie nastawiona, ponieważ swego czasu w ogóle ich nie używałam. Dlaczego? Dlatego, że bardzo szybko przetłuszczały mi się po nich włosy, a odżywki muszę używać, bo mam włosy kręcone i wymaga innej pielęgnacji. Zamknięcie różni się od szamponu, bo tutaj mamy typowe zamknięcie na klik . Pojemność to 200 ml.



W następnej kolejności sięgam po maskę , używam ich od jakiegoś czasu i trochę już testowałam. W konsystencji przypomina budyń, ale bardzo łatwo się rozprowadza po włosach. Mam dość długie włosy, więc na pokrycie ich wszystkich sięgam po kosmetyk dwa razy . Włosy po tej masce to istny cud, wygładzone, gładkie, sypkie, pięknie pachną i ładnie się układają. Pojemność opakowania to 200 ml. Pod zakrętką znajduje się dodatkowe wieko , które po kilku użyciach wywaliłam do śmietnika. Produkt w moim odczuciu nie jest wydajny - zostało mi może na dwa zużycia .


Płynna keratyna to produkt, który szybko podbił moje serce. Buteleczka o pojemności 150 ml zakończona wygodnym atomizerem. Zapach ładny, rozpylając go na włosy czułam się jak w salonie fryzjerskim - bardzo fajne uczucie. Ten produkt spodobał mi się głównie dlatego, że jest bez spłukiwania. Płynna keratyna chroni włosy przed działaniem wysokich temperatur. Ja suszarki nie posiadam i nie używam od jakiś 5 lat, ale niestety czasem używam prostownicy - szczególnie w okresie wiosennym. Dodatkowo produkt ułatwia rozczesanie włosów pielęgnując je.



Ostatni produkt to jedwab do włosów. W moim domu tego kosmetyku nie może zabraknąć, ponieważ używam jedwabiu po umyciu włosów - zwłaszcza dbam tak o włosy mojego dziecka. Wygodny atomizer pozwala nam na wydobycie kosmetyku z precyzją . U mnie wystarczą dwa naciśnięcia i mam tyle jedwabiu ile potrzebuje. Ochrania strukturę włosa przed działaniem wysokiej temperatury i przeciwdziała rozdwajaniu się końcówek. Ułatwia modelowanie fryzury no i przepięknie pachnie. Pojemność produktu to 55 ml, ale moim zdaniem jest bardzo wydajny.

Używając całego zestawu moje włosy jeszcze przez długi czas pięknie pachną , są lśniące i gładkie. Włosy są odżywione i zregenerowane. Zestaw CAMELEO Anti Damage sprawdził się w 100% i szczerze polecam przetestować choć jeden produkt , a najlepiej całość.
Lekki mus do pielęgnacji ciała | Dzika malina & biała herbata - świeży ogórek & herbata matcha | Nivea.

Lekki mus do pielęgnacji ciała | Dzika malina & biała herbata - świeży ogórek & herbata matcha | Nivea.

Jak co miesiąc przyszła nowa paczka do testowania z klubu przyjaciółek Nivea. Tym razem dostałam aż dwa musy do ciała. Na początku nie doczytałam co to jest i myślałam, że to są te pianki pod prysznic, ale jak tylko paczka doszła spostrzegłam, że one są do ciała, więc od razu zabrałam się za testowanie. Myślałam, że musy będą wysyłane losowo i po jednej sztuce, a tu się trochę zdziwiłam i mam okazję przetestować oba - dzika malina&biała herbata, a także świeży ogórek&herbata matcha. 


Opakowania od razu skojarzyły mi się z wiosną. Szkoda, że póki co nie widać tej wiosny za oknem, ale mogę ją poczuć w swoich czterech ścianach . Pogoda coraz ładniejsza, a i słońce częściej wychodzi zza chmur . Czekam z niecierpliwością. Oprócz tych dwóch musów możemy nabyć jeszcze trzeci - z olejkiem migdałowym, a opakowanie jest typowe - niebieskie - takie jak dla produktów Nivea. 

Tak jak we wcześniejszych produktach - pianek pod prysznic - tutaj też możemy potrzeć palcem o karteczkę dołączoną przy opakowaniu poznając przy tym zapach danego musu . To bardzo fajna opcja dla osób, które lubią otulać się przepięknymi zapachami i chcą wcześniej zapoznać się z danym zapachem - nie kupujemy wtedy w ciemno . Zwłaszcza, że te zapachy to edycja limitowana i warto po nie sięgnąć i samemu przetestować . 


Oba musy znajdują się w metalowych pojemnikach, z wyprofilowanymi kształtami o pojemności 200 ml. Musy posiadają bardzo lekką konsystencję i szybko się wchłaniają . Kiedy rozprowadzamy mus po ciele delikatnie się rozpuszcza tworząc ochronny filtr i czuję się jakbym wsmarowała w siebie balsam. 


Tych produktów używam głównie na wieczór zaraz po kąpieli. Bardzo spodobała mi się formuła musu i tracę mniej czasu na pielęgnację ciała niż w przypadku standardowych balsamów . Gdybym miała wybrać swojego ulubieńca pomiędzy oba zapachami wybrałabym świeży ogórek&herbata matcha - zapach jest świeży, lekki i przyjemny. Drugiego wariantu trochę się obawiałam ze względu na zapach maliny , ale mile się zaskoczyłam i z wielką chęcią sięgam też po ten mus . 

Produkty możemy zakupić w Rossmannie w cenie 19.99 zł / 200 ml .
A Wy, na który zapach byście się skusili ??
IziGSM | Powerbank hoco.

IziGSM | Powerbank hoco.

W marcu testowałam powerbank od IziGSM i wiecie co ? Bardzo żałuję, że nie miałam go wcześniej. Czas za szybko leci i jeszcze jeżdżąc na studia co dwa tygodnie powerbank był nieodłącznym elementem mojej torebki. Brałam ze sobą telefon, mp3 i tablet. Z telefonu zbytnio nie korzystałam - do dzisiaj nie korzystam, tylko potrzebny jak raz na ruski rok gdzieś zadzwonię i jak chłopak z trasy do mnie dzwoni, ale codziennie też nie rozmawiamy. Natomiast tablet i mp3 do dzisiaj dobrze mi służą.



Jak córka wieczorem zaśnie to siadam z książką, słuchawki na uszy i mnie nie ma. Czasem czytam papierową książkę, a czasem z tabletu. I wiecie co się dzieje z człowiekiem jak czytacie, chcecie na tablecie do końca doczytać książkę, bo tak trzyma w napięciu, a tu Wam się pojawia informacja, że zostało Wam 5% baterii do końca. Jak jeszcze nie miałam powerbanku to książkę w pdf kończyłam na komputerze czytać, ale to była męka. Nie dość, że mam wygodę z tabletem, bo mogę się położyć do łóżka to komputer mam stacjonarny i weź siedź na krześle np. przez pół godziny i gap się w literki. Nie nie nie !!!

Powerbank, który testowałam jest świetny. Nie tylko z wyglądu, ale posiada dwa wejścia USB i dodatkowo ma też latarkę. O dziwo w domu latarki nie mam, a by się przydała z różnych względów - głównie jak odcinają prąd na kilka godzin, bo burza czy coś robią. Teraz muszę cały czas pamiętać o tym, aby ładować powerbank, ale to nie problem , bo ładuję go wieczorami i nie zapominam, bo leży obok mnie zawsze na biurku.



Już kilka razy powerbank mi się przydał, w szczególności przy ładowaniu tabletu , bo tego używam najczęściej - do grania i do czytania książek, a czytam bardzo dużo książek.

Jak już wspomniałam wcześniej powerbank posiada dwa wejścia USB - póki co nie przydały mi się dwa wejścia, ale to bardzo fajne rozwiązanie jak chcemy coś szybko podładować, np. telefon czy słuchawkę . Mój chłopak już ładował słuchawkę bluetooth przez powerbank i chciał mi zabrać w trasę, ale się nie zgodziłam - nie może mieć wszystkiego ;) . Przynajmniej wiem jaki prezent mu sprawić na urodziny, tylko wybiorę inny kolor .

Specyfikacja:
  • Pojemność: 10000 mAh
  • Napięcie wejściowe: DC5V 2.A MAX
  • Napięcie wejściowe: DC5V 2.0A
  • Waga: 173g
  • Wymiary: 10x1,2x6 cm
  • Tworzywo: ABS + PC

Wydaję mi się, że dobrze dobrany powerbank starcza nam na długo. Są różne pojemności , a ja już kilka powerbanków miałam i testowałam. Póki co HOCO. jest najlepszy z tych, które miałam. Dobrze wykonane urządzenie przez producenta obliczane na około 500 cykli ładowania - to moim zdaniem bardzo dużo i z niejednej opresji taki gadżet może nas wyciągnąć, więc warto zawsze mieć przy sobie naładowany powerbank. 


Najczęściej zabieram jak wiem, że gdzieś podróżuje - autem czy pociągiem. W domu też mi się przydaje w kryzysowych sytuacjach, ale znalazłam fajne rozwiązanie dla powerbanku. Niestety nie mam już lampki przy łóżku, więc nie za bardzo lubię wieczorem palić duże światło, aby córka się nie obudziła. Jak mam ochotę czytać książkę, a mam w wersji papierowej to do powerbanku podłączam lampkę LED, którą kupiłam dosłownie za grosze (5 zł w Biedronce, różne kolory). Sposób troszkę męczący, bo muszę jakoś trzymać powerbank z wpiętą lampką i dodatkowo trzymać książkę, ale póki nie wymienię lampki to jedynie taki sposób mi pozostał. 

Z tego co widzę na stronie IziGSM ten powerbank jest jeszcze dostępny w kolorze czarnym i różowym. Cena to nie całe 80 zł. Jedyny minus - dla mnie jest trochę za krótki kabel, który jest dołączony w zestawie. 

A Wy używacie powerbanki czy to raczej zbędny gadżet ?? 
Matte Lip Crayon 2w1. Hean.

Matte Lip Crayon 2w1. Hean.

Matowe usta pokochałam odkąd wynalazłam pomadki z Golden Rose, od tamtego czasu chętnie szukałam nowości wśród pomadek matowych. Tym sposobem trafiłam na Matte Lip Crayon 2w1 od firmy Hean - wspierajmy Polskie marki



Matowa kredka spełnia funkcję pomadki i konturówki. To bardzo fajna opcja, ponieważ mam kilka zestawów osobnych konturówek i pomadek do nich i zajmują trochę miejsca, lubię takie nowoczesne kosmetyki 2w1. Dzięki bogatemu kompleksowi nawilżającemu z masłem Shea, woskiem Candelilla oraz olejkiem rycynowym kredka nie wysusza ust. 

Składniki aktywne: 
- Olej rycynowy - działa regenerująco, nawilżająco 
- Masło Shea - działa odżywiająco, łagodząco, wygładzająco, 
- Wosk candelilla - zmiękcza i uelastycznia skórę 
- Wosk carnauba - działa wygładzająco
 - Wit. E 

Kredki zamknięte są w w plastikowym i błyszczącym opakowaniu, a ich cena wynosi 11,99 zł. W zestawie otrzymałam 6 kolorów i tylko kilka bardzo przypadła mi do gustu i stały się moim ulubieńcem. Uwielbiam kolory nude i to one skradły moje serce, Ci co mnie czytają dłużej to wiedzą, że nie przepadam za czerwonymi pomadkami i ciemniejszymi. 

Produkty mają bardzo kremową konsystencją , a zapach jest słodki i przyjemny. Rozmiar całej kredki to 10,5 cm , kredkę można temperować ogólnodostępną temperówką kosmetyczną do grubych kredek. 


Ja osobiście przed nałożeniem matowej pomadki robię peeling ust , bo niestety pomadki nie nadają się dla osób, które mają suche skórki. Jeśli chodzi o trwałość i jak długo się pomadka utrzymuje to jest sprawa indywidualna - pomadka przeżyła jedzenie kanapek i picie wody, ale jak macie w planach jeść coś tłustego to szybko kolor zejdzie. Testując zauważyłam, że przy normalnym planie dnia bez szaleństw utrzymuje się do 5h. 

Niestety nie pokaże efektu na ustach, ponieważ od leków mam mocno suche i popękane, ale miałam okazję testować wcześniej i odsyłam Was do zdjęcia na IG (KLIK). 
Mimo wszystko kolory są przepiękne, głębokie i ładnie się prezentują na ustach . 

Lubicie matowe pomadki czy wolicie błyszczyki ? 
FIBER LASHES EXTENSION - efekt sztucznych rzęs. Kontigo.

FIBER LASHES EXTENSION - efekt sztucznych rzęs. Kontigo.

Na Instagramie mogliście zauważyć,że udało mi się dołączyć do grona testerek Kontigo i dzięki temu mam okazję testować nowości z tego sklepu. Dzisiaj przychodzę do Was z czymś zupełnie dla mnie nowym. O czym mowa? Fiber Lashes Extension, czyli sztuczne rzęsy z fibry. Nie jestem zwolenniczką doklejanych rzęs, znam kilka osób co je używa, ale ja nie jestem przekonana do przyklejania sobie kępek. 


W paczce oprócz sztucznych rzęs z fibry znalazłam tusz Mystik Warsaw maskara Longevity. Bardzo mi się spodobał ten produkt, ponieważ do tego tuszu możemy dobrać sobie szczoteczkę, na stronie gdy wejdziecie w tę maskarę macie propozycje szczotek, które pasują do Longevity. Możemy wybierać pomiędzy różnymi rodzajami szczoteczki silikonowej (wydłużająca, rozdzielająca, pogrubiająca) .




 Maskara Longevity 

Sam tusz bardzo przypadł mi do gustu i na pewno zostanie w mojej kosmetyczce na dłuższy czas, precyzyjnie rozdziela rzęsy , pogrubia , wydłuża i nadaje spojrzeniu głęboką czerń. Produkt trafiony w mój gust. Konsystencja dobrze się rozprowadza nie sklejając rzęs.

Sama maskara to koszt  20 zł , a dokupienie szczotki to koszt 3,99 zł, ale tu macie przewagę, bo możecie sobie dobrać szczotkę, która Wam pasuje .

Sztuczne rzęsy Fiber Lashes 

Jak użyć tego produktu? To bardzo proste! Najpierw nakładamy tusz, o którym pisałam wcześniej, czyli maskarę Longevity i na mokre rzęsy nakładamy Fiber Lashes. Nic prostszego, prawda? Jedynie trzeba pamiętać o zasadzie, aby nakładać fibrę na mokre rzęsy dlatego też nie podkreślam na razu obu oczy tylko jedno po drugim. Nie lubię 'mazać' tuszu po 10 razy, starczy mi góra 2-3 razy nałożenie tuszu .


Na początku byłam sceptycznie nastawiona , ale użyłam kilka razy i efekt jest po prostu WOW ! Nic się nie obsypuje , rzęsy są wydłużone i pogrubione. Zdecydowanie zostanę przy takim rozwiązaniu, bo lepiej się fibra sprawdza niż miałabym się męczyć z przyklejaniem sztucznych.. Na większe wyjścia i imprezy u mnie takie rozwiązanie sprawdzi się idealnie. Bardzo się cieszę, że miałam okazję przetestować Fiber Lashes,bo to dla mnie totalna nowość.

 A Wy mieliście okazję testować sztuczne rzęsy czy wolicie doklejane?


Copyright © 2014 Testowanie z pa2ul , Blogger